BRACTWO: zaprzysiężona #3

Autor: madziuchna

ROZDZIAŁ III

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Każda próba zamknięcia oczu chociażby na pięć marnych minut, kończyła się dla mnie porażką i ponownym rozbudzeniem. Zeszłam więc na dół by wypić szklankę wody. Z szafki nad blatem wyciągnęłam tabletki na uspokojenie, których czasem używa Dominik. Zazwyczaj wtedy gdy kłócą się o coś z Marcinem, ten jest zaś tak nieugięty, że  biedny Domino musi łykać kapsułki, aby nie podciąć sobie kiedyś żył. Po połknięciu dwóch tabletek i zapiciu ich szklanką zimnej wody, z powrotem udałam się do swojego pokoju, po czym kładąc się pod pierzynę, rozkazałam sobie spać. W końcu poczułam znużenie i ujrzałam wciągającą mnie powoli czarną dziurę.

Gdy otworzyłam oczy stałam sama jak palec na środku naszego miejscowego stadionu. Wokół puste trybuny. Jest noc. Słyszę tylko mrożącą krew w żyłach ciszę i raz na jakiś czas jadący samochód w oddali. Postanowiłam więc rozejrzeć się po pustych miejscach na trybunach i dopiero gdy niespodziewanie dostałam gęsiej skórki poczułam, że stoję w cienkiej koszuli nocnej. Wszystkie miejsca były puste. Odwróciłam się więc w stronę wyjścia kierując się tam wolnym lecz zdecydowanym krokiem. Ze stadionu zejdę na plażę, a potem tylko spacerowym chodnikiem wzdłuż jeziora, przejdę przez ulicę i skieruję się kamienną drogą do domu. Położę się do łóżka i odetchnę pełnią bezpieczeństwa. To było jednak tylko bezsensowne marzenie, ponieważ dokładnie w tym momencie usłyszałam za sobą odgłos butów odbijających się od siatki na ogrodzeniu. Ktoś za mną wtargnął na stadion. Poczułam jak serce zaczyna mi walić w piersi, a ręce robią się wilgotne od potu. Przyspieszyłam kroku, ale odgłos zdawał się zbliżać. Słyszałam kroki coraz głośniej, a ich właściciel poruszał się coraz szybciej. Zaczęłam biec. Gdy nareszcie znalazłam się przy bramie wejściowej z przerażeniem doszłam do wniosku iż wisi na niej kłódka. Krew w żyłach chyba już całkiem mi zamarzła, teraz słyszałam tylko odgłos mojego rozszalałego serca i czułam że zaraz wyskoczy mi z klatki.
–    Nie bój się, skarbie.
Ten głos ! Doskonale wiem do kogo należy, ale nie mam ochoty się o tym dodatkowo przekonywać. Jest mroczny, diaboliczny, a zarazem taki ostrożny i delikatny. Jednak to że słychać w nim nutę subtelności wcale nie oznacza że jego posiadacz nie jest potworem. To jest zło wcielone.
Postanowiłam w tamtej chwili że się odwrócę. Jeżeli tego nie zrobię wyjdę na tchórza, a tego bym nie chciała. Delikatnie na pięcie przekręciłam się w stronę stojącego za mną Dantego. Patrzył na mnie spod byka, a do twarzy przykleił sobie ten swój ironiczny uśmieszek, którym raczy mnie obdarzać na spotkaniach. Skrzyżowałam ramiona na piersi, a ciężar ciała oparłam na lewej nodze jak mam to w zwyczaju robić.
–    Spodziewałaś się kogoś innego?
–    Oczywiście, umówiłam się z chłopakiem o północy na zamkniętym stadionie. Obiecałam że przyjdę w piżamie, więc jestem. Raczyłbyś odejść? Jeszcze sobie chłopak pomyśli że zdradzam go z pacanem – Dante tylko się zaśmiał i cofnął krok w tył.
–    Nie jesteś taka miękka jak myśleliśmy na początku. Przyszedłem abyś dotrzymała swojej obietnicy – podszedł ponownie bliżej. Co ja bym dała żeby móc się odsunąć, ale siatka mi na to nie pozwalała. Skinieniem ręki przywołał swoich towarzyszy. Sarkastyczny uśmiech z mojej twarzy znikł w ułamku sekundy. Były ich dziesiątki, wszyscy mieli na sobie kominiarki, niektórzy trzymali też pałki lub jakieś trzonki, a jeden miał nawet łom. 
Strach zawładną mną całą. Chciałam krzyczeć na całe gardło, ale był środek nocy i tak nikt by mnie nie usłyszał, do tego oni pewnie szybko zamknęli by mi usta. Boję się pomyśleć w jaki sposób. Skupiłam się na chłopaku z łomem. Miał dość małe i stosunkowo delikatne dłonie, w przeciwieństwie do reszty. Dzierżył łom, więc musiał być kimś ważniejszym w tej całej grupie. Oni wszyscy sprawiali wrażenie uradowanych z powodu udanego napadu na bank, albo czegoś w tym stylu. Zresztą ani trochę bym się nie zdziwiła, gdyby właśnie zaliczyli udany rabunek. Wyglądali też na... sama nie wiem, podnieconych całą tą sytuacją. Przygnietli mnie do muru i to ich kręci. Ich kolega o damskich dłoniach przyglądał mi się bardziej uważnie niż reszta. Wtedy spojrzałam mu w oczy, w tę dziką, błękitną, emanująca spokojem otchłań. Jak może być jednym z nich? W jego oczach ujrzałam żal i współczucie, ale także niecierpliwość. Jestem pewna że ruszyłby w moją stronę, na jedno skinienie Dantego.
–    Bella, czekam na to aż się skupisz! - głos Dantego w jednej chwili zaczął ociekać gniewem. Patrzył na mnie ciemnymi oczyma, a jego spojrzenie było nad wyraz poważne. - Posłuchaj mnie, widzisz tych tutaj? Jasne że tak. Chłopcy i ja mamy dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. - Na tę informację wszyscy zaczęli się do mnie niebezpiecznie zbliżać. Unieśli to co trzymali w dłoniach i odrzucili za siebie. Tylko niebieskooki z łomem trzymał go nadal, lecz opuszczonego wzdłuż ciała. 
Poczułam ich dotyki na swoim ciele. Wzdrygnęłam się pod pierwszym naciskiem dłoni Dantego. Oderwałam wzrok od nich wszystkich i z przerażeniem w oczach szukałam wzrokiem chłopaka o niebieskim spojrzeniu, który nadal uzbrojony stał w tyle. Udało mi się go wypatrzeć zza głów napastników i spojrzeć mu w oczy. On nadal nie poruszony odwzajemniał moje spojrzenie. Wijąc się ze strachu i odpychając rękoma dłonie tamtych, niemo prosiłam chłopaka o pomoc. Wtedy zaczęłam przeraźliwie krzyczeć. Zamknęłam oczy i wzywając o pomoc modliłam się aby ktoś mi pomógł.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy