Pocztówka

Autor: HerrSteppe

Donnerstag 23sten Juli
Następnego dnia dwadzieścia minut po jedenastej, gdy zasiadałem do swojego biurka, rozległo się pukanie do drzwi i do środka weszła Irene Landmann.
-Zapraszam, niech Pani usiądzie – zaproponowałem wskazując jej krzesło naprzeciw biurka. Kobieta nic nie mówiąc podeszła i zajęła miejsce.
-Zgadzam się, oto pańska zaliczka – powiedziała wręczając dwa szarozielone banknoty z obrazkiem Marienkirche – nie jesteśmy bogaci... – zaczęła.
-Rozumiem – przerwałem kobiecie – zajmę się tą sprawą natychmiast. Proszę mi powiedzieć w jaki sposób mam się z Panią w przyszłości kontaktować, zostaje Pani we FreiStadt, czy może wraca do Kollbergu?
-Przez najbliższe dwa dni będę wraz z mężem w hotelu „Reichsadler” na Bahnhofstraβe2 15, pokój 34 potem wracamy do domu. Zapisałam Panu swój adres i numer telefonu, jeżeli coś Pan znajdzie proszę natychmiast dać nam znać.
-Dobrze, jak tylko będę coś wiedział o losie Państwa córki natychmiast się z Państwem skontaktuje. Prosiłbym jeszcze, żeby zapisała mi Pani dwóch pozostałych dziewczynek – Charlotte Brock i Marthy Zimmerling.
-Proszę poczekać, miałam je gdzieś zapisane – powiedziała wysypując zawartość torebki na moje biurko – Przepraszam, musiałam zostawić swój notes w hotelu, jak tylko wrócę natychmiast do Pana zadzwonię.
-To może zaczekać, najpierw chciałbym pomówić z Panią oraz mężem. Z Pani słów wynika, że oboje Państwo są teraz w Danzig, nie byłoby chyba problemem spotkać się dziś wieczorem i porozmawiać.
-Owszem mąż jest obecnie w Danzig, ale służbowo i często pracuje do późnych godzin wieczornych. Jutro jednak ma wolne przedpołudnie. Może więc, o dziesiątej rano w hotelowej restauracji?
-Oczywiście – odparłem notując czas i miejsce spotkania.
-Dziękuję Panu detektywie – powiedziała wstając z krzesła i szykując się do wyjścia.
-Jest jeszcze coś – powiedział zatrzymując Frau Landmann przed samymi drzwiami - Wypadałoby, żebym wiedział jak wygląda osoba, którą mam znaleźć. Ma może Pani przy sobie zdjęcie córki?
-Oczywiście – powiedziała wyjmując z torebki kilka fotografii przedstawiających jasnowłosą dziewczynę 17 w prostej sukience. Jasna cera, kilka piegów na twarzy, długie blond włosy sięgające nieco za ramiona. Ładna, choć na pewno nie w moim typie. Zapewne wśród rówieśników miała sporo wielbicieli. Schowałem zdjęcie Kamile do notesu i pożegnałem matkę zapewniając ją, że zrobię co w mojej mocy, żeby odnaleźć jej ukochaną córkę.
Były to jedynie puste słowa, właściwie byłem niemal pewien, że Kamile nie żyje i było jedynie kwestią czasu znalezienie jej zwłok na plażach w Zoppot, Glettkau czy Brösen. Jednak to nie ja płaciłem. Co więcej za te marne pieniądze mogłem przynajmniej uspokoić serce matki, tak żeby ta później nie wyrzucała sobie, że nie zrobiła wszystkiego co możliwe, aby odnaleźć córkę.
Postanowiłem zacząć tradycyjnie od początku, czyli od momentu przyjazdu obydwu dziewczynek do FreiStadt.
Według relacji matki Kamile obydwie uczennice miały wyjechać z Kollbergu porannym pociągiem o 8:20, który według rozkładu zatrzymywał się w Zoppot chwilę po 13. Następnie Kamile i Charlotte udały się do Bahnhof’s Hotel, gdzie miały nocować w czasie swojej wycieczki. Po rozpakowaniu swoich rzeczy udały się na pocztę i tak jak obiecały wysłały pocztówki do rodziny. Pocztówka Kamile nosiła datę 10 lipca czyli odpowiadałoby to przekazanej przez Frau Landmann wersji wydarzeń. To była jednak jej wersja wydarzeń i chociaż nie miała powodów, żeby kłamać, nie musiała to być cała prawda.
Wyszedłem z mieszkania i pojechałem pociągiem do Zoppot. Po krótkiej podróży byłem na miejscu. Hotel, jak wskazywała nazwa był niedaleko dworca, prosty dwupiętrowy budynek tuż przy dawnym rynku. Niedaleko znajdowały się dom handlowy, Erlöserkirche i poczta.
Wszedłem do środka. W foyer było niemal pusto. Dwa rzędy ustawionych naprzeciw siebie drewnianych ławek stały przy ścianach całkowicie wolne, a jedyną osobą w polu widzenia był stojący za kontuarem recepcjonista. Podszedłem do niego i przedstawiając się pokazałem zdjęcie Kamile pytając czy może zatrzymała się tutaj. Recepcjonista, szpakowaty mężczyzna po czterdzieste zmierzył mnie wzrokiem, po czym odpowiedział:
-Nikogo takiego nie widziałem.
-Może jednak, Kamile Landmann, była razem z koleżanką w podobnym wieku – dodałem kładąc na ladzie banknot 20 guldenowy. Zachęta podziałała.
-A kiedy ta panna miałaby przebywać w naszym hotelu?
-Od 10 do 16 lipca.
-Proszę poczekać sprawdzę księgę gości – powiedział mężczyzna i zaczął przeglądać leżący przed nim gruby tom w czerwonej skórzanej oprawie – Mówi pan 10 lipca?
-Tak, dwie dziewczyny lat około 17, jedna imieniem Kamile droga Charlotte.
-Chyba znalazłem – odparł wskazując mi dwie rubryczki zapisane 10 lipca – Kamile Landmann i Charlotte Brock pokój 214, przyjechały 10 lipca o 13.14, wymeldowane 16 lipca o 10 rano.
-Pamięta je Pan?
-Nie, nie miałem wtedy zmiany, proszę przyjść jutro i zapytać o Heinricha, on pracował zarówno 10, jak i 16, może będzie coś wiedział.
Podziękowałem i wyszedłem z hotelu zachodząc na sąsiednią pocztę. Tam też nie pamiętano o dwóch nastolatkach z Kollbergu kupujących pocztówki ze zdjęciem hotelu i piszących do rodziców.
-Jest ich tak wiele, że nikt ich nie liczy, zresztą wszystkie wyglądają podobnie, młode, ładne, długie włosy, najczęściej blond, zawsze roześmiane i w towarzystwie koleżanek. Opis pasował do Kamile, jej przyjaciółki oraz do tysiąca innych dziewczyn i młodych kobiet odwiedzających Zoppot. Pierwsze rozeznanie nie przyniosło właściwie żadnych efektów. Pozostawało liczyć na jutrzejsze spotkanie z rodzicami Kamile oraz portierem Heinrichem, który może dostrzegł coś interesującego w obydwu wczasowiczkach, przynajmniej na tyle by skojarzyć, że były one gośćmi Bahnhof’s Hotel i udzielić jakiś informacji.
Tymczasem znalazłem się w kropce. Mogłem co prawda pojechać do Danzig i zapytać na poczcie, czy ktoś pamięta jak dziewczyna podobna do Kamile wysyłała telegraf do Kollbergu, podejrzewałem jednak, że skutek byłby podobny jak z pocztą w Zoppot. Wizyta w oliwskim Tiergarten też nie była najlepszym pomysłem. Zbyt dużo twarzy i małe prawdopodobieństwo zdobycia jakichkolwiek informacji – były w ZOO i co z tego, same przecież o tym napisały w liście. Podobnie wycieczka do Gdingen i Adlerhorst mogła okazać się daremna, Kamile i Charlotte na pewno nie były jedynymi siedemnastolatkami mówiącymi po niemiecku jakie tam przebywały. Po raz kolejny pojawiało się też pytanie co informacja o pobycie w Gdingen mogłaby przynieść – była i co? I nic, skoro wróciła bez problemu i opuściła hotel 16 lipca. Naprawdę ważne było właśnie to co wydarzyło się tego dnia. Skoro obydwie dziewczyny opuściły hotel o 10. To dlaczego nie wróciły do Kollbergu jakimś wcześniejszym pociągiem? Dlaczego dopiero o 17 wysłano telegram o późniejszym przyjeździe, i co najważniejsze dlaczego nadano go z Danzig, a nie z Zoppot, gdzie obie dotychczas mieszkały? Pytania zdawały się mnożyć, a ja nie miałem pomysłu co dalej robić.
Wszedłem do hotelowej restauracji na łyk chłodnego piwa i jakiś lekki obiad. Gdy kelnerka przynosiła butelkę jasnego Artusa pokazałem jej zdjęcie Kamile pytając, czy może nie bywała tutaj, sama albo z koleżanką.
-Będzie prawie tydzień jak je widziałam, codziennie tu przychodziły, ta ze zdjęcia i druga. Na śniadanie przychodziły, raz tylko wieczorem przyszły – kolację zjadły trochę posiedziały i wyszły, później już ich nie widziałam.
Kolejna bezużyteczna informacja. Dziewczynki musiały przecież gdzieś jeść nic więc dziwnego, że wybrały miejsce położone najbliżej. Sam pewnie postąpiłby tak samo. Wypiłem piwo, zjadłem obiad i zapłaciłem rachunek zostawiając skromny napiwek dla kelnerki.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy