Szczęście Moje

Autor: wusia

Szczęście ?  

Jaki kolor ma moje szczęście ? Jakie ma imię? Czym pachnie? Jak samkuje? 

Całkiem bez zaproszenia, podstępnie, na palcach, przywędrowało jak  podróżnik z plecakiem takie oto pytanie i błądziło po wszystkich kryjaówkach w mojej głowie.

Już wiem !

Po chwili namysłu, znałam odpowiedź. Dla mnie szczęście to niewymowne, niedefiniowalne piękno. Zauroczenie życiem.

Moje szczęście to cały wachlarz najpiękniejszych barw,  to zestawianie ze sobą kolorów, scalanie ich w jedność, odkrywanie nowych odcieni, mieszanie, sklejanie, spinanie...

 To zieleń soczystych jabłek, miękkiej trawy pod stopami, pomyślność czterolistnej koniczyny, nadzieja dzięki której, z problemami łatwiej iść pod pachę.

To żółte ogrzewające promieniami słońce, złoty kruchy piasek otulający nagie ciało, intensywne ciepło, co zapamiętale ogrzewa duszę.

Czerwień pól płonących makami, dojrzałość, rozwaga, intensywność palącej się świecy, żar serca, karmazyn pulsującej krwi, purpura zachodzącego słońca, namiętność.

Delikatny płaszcz błękitnego nieba nad głowami, łagodność morskich fal, głębia spojrzenia, chabrowe sny.

Listopadowość brązu w jesiennych  liściach, słodkość aksamitu gorącej czekolady, kora drzew do których przylegam z czułością, magia Jego spojrzenia.

Biały dywan śniegu przykrywający zimą zaspane ulice, anielska niewinność, przytulność puchowych piór, wyczekiwana biel sukni ślubnej, lekkość mlecznej pianki, obłoczki maleńkich chmur.

Czarna kurtyna nieba, osłona tajemnicy, atłas kawy, elegancja „małej czarnej”, półmrok zasypiających ulic, intymność we dwoje, milczenie, zapadający mrok...

 

Moje szczęście nie wymaga dodatkowej  oprawy,  upiększania na siłę, perfekcyjnego zdobienia,  przystrajania, świecidełek, błyskotek...

Ono przybywa w codzienności: w subtelności sekundy, delikatności pajęczej sieci, wrażliwości na dobro, ruchu skrzydeł motyla, mozaice spojrzeń, czułości gestów, namiętności pocałunków, jest w wyczekiwaniu, oczekiwaniu, obawie, tęsknocie...

Czasami na szczęście trzeba poczekać, umieć czekać...

W czekaniu na szczęście potrzeba wypielęgnowanego spokoju, wewnętrznej harmonii, porozumienia dusz, zgodności, współbrzmienia, współdziałania.

 

A Wszyscy chcą naraz, zachłannie, niecierpliwie, łakomie, z wyciągniętymi rękoma po jeszcze, na zapas, z pretensjami o dziś, o jutro, byle jak, byle szybciej. Wypisujemy skargi do Pana Boga, o wczoraj, o niespełnione obietnice, o przepłakane dnie, puste noce, o zimne poranki, ciasne sukienki, żale skrywane latami, uciekający czas, przemijające lata...

A może szczęście ukryte jest w tym czego nie potrafimy dostrzec, nazwać?

W pierwszym zauroczeniu, wzruszeniu, splecionych dłoniach, stopach wędrujących razem, niewypowiedzianych słowach, myślach wędrujących między połaciami duszy, w znanym a jednak nie znanym dotąd smaku?. A może ukryte jest w kimś, przy kim wszystkie normalności świata stają się niezwykłe, wyjątkowe, zaczarowane?

 

A jaka jest Wasza definicja szczęścia? Istnieje w ogóle takowa?

Szukajcie, odkrywajcie, śnijcie, czekajcie, uczcie się, marzcie, kochajcie, bądźcie...

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy