OKRUCHY PAMIĘCI ( VI )

Autor: 150538pol

Jak daleko wstecz może sięgać ludzka pamięć? Jeśli ją wzmacnia emocjonalny związek z tym, co się przeżyło - to dość daleko. Gdzieś w jej zakamarkach  ukrywają się jakieś obrazy, zdarzenia, rozmowy. Trudno pamiętać rok, miesiąc czy dzień. Pamięć utrwala porę roku, atmosferę dnia, otoczkę zdarzeń.

          Do dziś nie wiem, jak to jest z tą datą mojego urodzenia. Co, śmieszne? Może. Mama mówiła mi, że urodziłam się 9 stycznia 1938roku. I taka data widniała na świadectwie z I klasy szkoły podstawowej. Później wychowawczyni, będąca żoną organisty- opiekującego się księgami kościelnymi, stwierdziła, że zapisana jestem w nich pod datą 15. o5. 1938 roku. Według mamy wtedy zostałam ochrzczona. I tak mam dwie daty: faktyczną- 9. 01. i urzędową – 15. 05.

            Gdy wybuchła II wojna światowa miałam... no, właśnie, ile miesięcy? Mniejsza o to. Według urzędowego zapisu – jestem młodsza. I dobrze. Mama, uciekając z rodziną z Chorzel przed Niemcami, pamiętała, by zabrać dla mnie  „kakuniu "( bo taknazywałam- kakao ) i cukier.    Dowiedziałam się, że w czasie przeprawy przez Bug omal nie wpadłam do wody, że ojciec gotował mi w lesie, nad  którym krążyły samoloty - mleko, by zrobić kakao. Sąsiadka, pani Szczęsna, mająca dziecko w moim wieku, słysząc mój krzyk: kakuniu, kakuniu- podobno powiedziała z dezaprobatą, zaciągając    kresowo:  - Choliera, kakuniu i kakuniu! Moja to się naje kapusty i kartofli i spokój, a ta nic,  tylko kakuniu i kakuniu! - śmiała się mama, wspominając tamte lata. Rodzice powrócili do Chorzel, bo 17 . 09 - sowieci też stali się okupantami.

            Z mgły przeszłości wynurzają różne jej  fragmenty, okruchy.  Widzę. Jest siarczysty mróz,  wyiskrzone niebo, oblodzony płot sąsiadującego z naszym domem ogrodu. Idę zziębnięta z blaszaną menażką i torbą. Niosę prowiant dla stacjonujących u nas żołnierzy rosyjskich, wcielonych do wermachtu. Są to tzw.„ dobrowolcy”, którzy nie zawsze z dobrej woli wstąpili do armii niemieckiej. Było ich trzech: krępy, niski,  poczciwy Sybirak- Afanasij  (bo z Syberii pochodził), wysoki, chudy, niechlujny, zawsze brudnawy, niesympatyczny - Ukrainiec Szors, czy Szczors oraz młodziutki  Rosjanin o polskim imieniu i nazwisku- Ryszard  Godlewski. Miał 21 lat. Był potomkiem Polaka zesłanego na Syberię. Ojciec Ryśka ożenił się z Rosjanką. On sam niezmiennie odpowiadał, gdy mama tłumaczyła mu,  że jest Polakiem: – Niet, ja Ruskij! Los tego człowieka i jego rodziny - to także przyczynek do historii polskiej. To właśnie ten młody człowiek boleśnie odczuwał swe tragiczne położenie. Mówił: - Jaki ja dobrowolec! Ja musiałem iść do germańskiego wojska. Owszem, miałem wybór! Śmierć całej rodziny, już ustawionej pod płotem i moja  własna. Gdyby tylko moja! Może byłbym gotów! Ale śmierć całej rodziny? Nie, nie mogłem. Gdy opowiadał, miał łzy w oczach.   Na niemieckim cmentarzu wojskowym, który utworzyli Niemcy po 1939roku (sprowadzono prochy poległych z I wojny światowej) odnalazł grób leutnanta Godlewskiego, poległego w czasie I wojny. Miał to być brat ojca wcielony do armii niemieckiej. Poplątane polskie losy!

            Mama namawiała Ryśka, by uciekł z armii niemieckiej. Front już się zbliżał, był ogromny bałagan. Mówiła mu: - Wróć do nas, wyrobimy ci polskie papiery, powiemy, żeś krewny, ocalejesz. Nie chciał się zgodzić. Nie chciał narażać nas. Był przekonany, że jedynym dla niego wyjściem jest śmierć. Nie ma gdzie wracać, bo jeśliby jakimś cudem nie zginął na wojnie, zostanie rozstrzelany w Rosji jako zdrajca.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy