Que debemos pasar tiempo juntos. Tom I. Rodział 20

Autor: Pilar

Bez zastanowienia pojechaliśmy do jego domu. Kacper wyszedł z samochodu i zapukał do drzwi. Po chwili otworzył wysoki, o wyraźnej budowie ciała mężczyzna. Trzymał w ramionach małe dziecko. Przywitali się, po czym Kacper zaczął gestykulować i po paru minutach podszedł do samochodu, z bagażnika wyciągnął nasze bagaże i skinieniem głowy kazał mi wysiąść z samochodu. Kiedy doszliśmy do drzwi wejściowych mężczyzna powiedział.

                - Nigdy nie przypuszczałem, że ten fajfioł ustatkuje się. Nazywam się Hipolit Grabowski, a to moja córeczka Angelika. Jak się to pani udało?

                - Waleria Darłowska. Nie było to takie trudne.

                - Już niedługo Sadowska, chciałaś powiedzieć moja droga.

                - Wejdźmy do środka zanim dojdzie do pierwszej przedmałżeńskiej kłótni.

Wnętrze było gustownie urządzone. Czuło się kobiecą dłoń. Był to typowy dom oparty na miłości. Żona Hipolita musi być cudowną kobietą. Mężczyzna zaprowadził nas do pokoju gościnnego. Wchodząc powiedział.

                - Rozumiem, że wystarczy wam jedno łóżko w pokoju.

                - Stary zbereźnik. Dzięki za pomoc. Postaramy się, jak najszybciej znaleźć jakieś lokum.

                - Przestań. Dom jest tak duży, że pomieścimy się tu razem.

                - Jak zwykle uczynny, ale co na to twoja żona? Przecież Angelika powinna wiedzieć.

                - Wiesz stary... Angelika zmarła podczas porodu. Wybrała siebie. Chciała żeby nasza córeczka żyła.

                - Przepraszam, nie powinienem.

                - W porządku. Zostańcie, jak długo chcecie. Przyda mi się towarzystwo.

Zostawił nas samych. Rozpoczęliśmy rozpakowywanie swoich rzeczy.

                - Dzielny człowiek. Przeszedł dużo, a jednak ma jeszcze siłę i witalność - powiedziałam, kiedy skoczyliśmy. Kacper usiadł obok mnie, pocałował mnie delikatnie i powiedział.

                - Nie, wiem, co ja zrobiłbym na jego miejscu. Gdybym cię stracił... Tak Hip jest bardzo dzielny. Pamiętam jego żonę. Wtedy była jeszcze jego dziewczyną, ale każdy ze znajomych wiedziało, że są sobie pisani. Pamiętam... Mi też się podobała. Nasza przyjaźń była wtedy na włosku. Nawet się o nią pobiliśmy. Ale to właśnie ona dokonała wyboru skutecznie, stawiając mnie na nogi i tym też sposobem uratowała naszą przyjaźń.

                - Musiała być ładna - oznajmiłam w zamyśleniu.

                - Bardziej od jej urody uwydatniał się charakter, ale owszem była ładna. Miała takie anielskie rysy. Pasowała do Hipa.

                - A ty pasujesz do mnie - wyartykułował, gdy ja milczałam. - Chyba nie jesteś zazdrosna?

                - Jasne, że nie. Myślałam po prostu.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy