Opowiadania z lumpeksu

Autor: Tunia1414
cute;w twarzy. Nawet tatuaż był gorszy. Na czubku widniał duży pająk i tyle. Anthony nie lubił tatuaży, nie lubił krwi i strupów. Masywność jego ciała zastępowała znamiona niby- -twardzieli. Amy zawsze na niego zerkała i starała się siedzieć obok. Dla Anthony’ego była bezpłciową istotą. Jeszcze nie wiedział, jak powinna wyglądać jego dziewczyna. Miał kilka przygód bez znaczenia, nie szukał związków. Widział, jak jego kolega się wpakował, tracąc w jednej chwili wolność i pieniądze. Wyszli razem. Anthony zawsze wszystkich odprowadzał do autobusu. Czasem czekali długo, ale nie nudzili się nigdy. Trochę się wygłupiali, biegali wokół wiaty, goniąc Amy, która piszczała jak mysz. Autobus wreszcie przyjechał. Wsiadłszy, dalej skakali i drażnili 26 27 kierowcę, ale po jego uwadze zgrzecznieli i zajęli miejsca przy oknie. Pomachali mu na pożegnanie. W końcu mieli ze mną dzisiaj dobrze, pomyślał. Wypili po dwa duże piwa za darmochę. Było tuż przed północą. Anthony szedł tą samą ulicą, wyludnioną i źle oświetloną. Nawet w mieszkaniach światła były już pogaszone z oszczędności. Tak jak w moim domu, pomyślał, kiedy doszedł do opuszczonego budynku. To dziwne. W opuszczonym domu drzwi były zamknięte. W trzech oknach paliło się światło. Przed domem stały dwa samochody. Czarne BMW i jakaś terenówka. Postał chwilę, czekając na jakiś ruch. Nic się nie zdarzyło. Ruszył więc dalej. * Przywitał psa. Matka jak zwykle już spała. Noc w towarzystwie zwierzaka była inna. Pełniejsza. Rano z radością szedł do sklepu. Wiedział, że będzie sam. Będzie wyglądać jak właściciel. Zabierze dla swojego Angela owalne miękkie posłanie. Pewnie pan Higgins nie miałby nic przeciwko temu. Klienci, jak nigdy dotąd, nagle zauważyli ten sklep albo pogłowie czworonogów się powiększyło, bo Anthony miał prawie jednego klienta za drugim. – Dzień dobry – powiedziała siwa staruszka w białym płaszczu. Wyglądała, jakby wyszła z młyna. – A kto to? Pan Higgins? O nie! Chyba tak nie odmłodniał – zaszczebiotała. – Nie wiedziałam, że ma syna… Wnuka chyba. – Czym mogę służyć? – Ach, no tak. Zapatrzyłam się na pana… Poproszę suchą karmę dla kota. Anthony miał wrażenie, że już gdzieś widział tę staruszkę, i to niedawno. Pożegnał ją, zapraszając ponownie, i założył słuchawki, aby posłuchać muzyki. Przed nim na drewnianym staromodnym regale stały torebki z karmą. Banalne rude koty, uśmiechnięte golden retrievery, piękne i puchate króliki patrzyły na niego zadowolonymi oczkami. Na samej górze, zbyt wysoko, aby chciało mu się tam sięgnąć, zobaczył stare opakowanie kociego jedzenia, a na nim identyczną siwą staruszkę w białym płaszczu. Trzymała na rękach dużego czarnego kota. Kijem do zamykania okien zrzucił torebkę na ziemię. Nie było wątpliwości, to była ta sama osoba. Anthony wybiegł na ulicę. Była pusta. Zaniepokojony zaczął baczniej oglądać pomieszczenia sklepowe. Za gablotą znalazł drzwi, z których wyszedł pan Higgins, kiedy zobaczył go po raz pierwszy. Nacisnął klamkę. 28 29 W pokoju nie było niczego poza stojącym na środku fotelem. Przez okno wpadał snop światła, a kurz, jaki wzbił się po wejściu Anthony’ego, tańczył w słońcu. Zakurzone obicie fotela nie wskazywało, aby ktoś na nim siadywał. Co tu robił ten Higgins?, pomyślał. Może w nocy się wyprowadził? Muszę go zapytać, jak wróci. – Halo! Jest tam kto? – Usłyszał głos dziewczyny. – Aaaa, to ty, Amy. Co tu robisz? – Przyszłam zobaczyć, jak ci się pracuje. Ach, jakie fajowe króliczki. Ten biały cuuudny jest. – Chcesz go kupić? – Nie mogę, Łobuz by go zjadł. Sam jesteś? – spytała, siadając prowokacyjnie na ladzie. – Sam. Ale pan Higgins zaraz wróci. Amy zeskoczyła z lady. – No to poproszę coś dla mojego kota, tylko nie myszki –

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy