Dziewczyna, której nikt nie widział cz. 6 (+18)

Autor: martatrzasi

Ocknęła się

            Ocknęła się następnego dnia czując potworną gorycz w ustach. Spała od strony ściany, na tym samym materacu, a obok niej leżała kobieta, która się nią zajmowała.   Podrapała się po głowie i cały czas miała wrażenie, że coś po niej chodzi. Zapewne jakiś robak, a o nie w obskurnych piwnicach nie jest trudno. Moment, skoro może się drapać po głowie to oznacza, że nie ma tych kajdanek z czegoś tam. Chwyciła prawą dłonią lewy nadgarstek, lewą prawy i można! Nie ma kajdanek!

            Może podrapać się za uchem, w uchu, schować rękę pod głowę, położyć za głową, przecież jest tyle możliwości! Jak nie prawą, to lewą ręką i tak na zmianę. Raz prawa drapie, a raz lewa, raz prawa, a raz lewa! Nigdy wcześnie nie myślała, że drapanie może okazać się takie genialne w swej prostocie. Genialne i przyjemne. Znowu poczuła, że coś chodzi po niej i nerwowo podskoczyła próbując po omacku, usilnie zrzucić z siebie to coś z pewnością czarnego, coś co ma nibynóżki, odwłok, tułów i główkę, może mieć nogogłaszczki, pancerzyk i chitynowy oskórek. Coś co wcześniej było w jakiejś ciemnej dziurze, gdzie jest wilgotno i gdzie takie cosie się rodzą, wykluwają, chodzą po głowach swoich ciosiowatych matek pierworódek i są ich tysiące, miliony. Podrapała się po szyi, po prawym boku koło żeber, na udach i łydkach. Potem tournee rozpoczyna trasą dobrze znaną, żebra i szyja, brzuch, łopatki. Cholera wie, ile tego dziadostwa jest na niej i na tym cuchnącym materacu. Drapiąc nie potrafiła się opamiętać. Przeskakiwała z nogi na nogę, by tylko w razie przypływu paskudztwa jedna stopa została przez nie zdobyta. Miała w nosie czy zbudzi śpiącą kobietę. Swędzenie czuła nie tylko na gołym ciele, ale i pod bluzką, pod spodenkami. Drapała się po ramieniu, przy lewej skroni, po policzku, za prawym uchem i nad czołem. Myślała, że zaraz zwariuje. Robactwa zdawało się być więcej i więcej. Nogi, dekolt, potylica, brzuch, dłonie. Wszędzie, gdzie tylko się dało drapała. Wtem usłyszała jakiś stukot dobiegający zza ściany.

            W zamku przekręcił się klucz. Drzwi się uchyliły, rzucając trochę światła do środka. Zdążyła zauważyć czarne lakierowane buty i spodnie na kant, również w czarnym kolorze. Lakierki z kantem wycofały się, a do pomieszczenia  wczołgała się dziewczyna. Za nią trzasnęły drzwi, klucz się przekręcił i ponownie nastała ciemność. Swędzenie ustało. Delikatnie przykucnęła. Gdyby oddychanie nie było aktem bezwarunkowym, w tym momencie najpewniej zapomniałaby o nim. Tak jak o robakach. Wpatrywała się w spowitą mrokiem przestrzeń wiedząc, że gdzieś tam jest ta nowa. Nie przyuważyła dokładnie jak ona wyglądała, ani jak daleko się zdołała zaczołgać zanim padła, co było pewne, gdyż nie wydobywała z siebie żadnych dźwięków teraz. Nie wiadomo w ogóle czy jeszcze żyła. Przyciągnęła kolana pod brodę i nasłuchiwała czy lakierek z kantem nie wraca, tym razem po nią. Nie wracał. Ciemność zaczęła się przejaśniać. Z dzieciństwa wyniosła pewną naukę. Kiedy oko przywyknie do ciemności, można i ją oswoić. Wówczas ciemność, nie będzie taka ciemna i nawet można w niej wiele dostrzec. Czekała, więc aż się przejaśni.

            Nowa leżała na brzuchu z głową opartą o przedramiona. Jej postawa przypominała rozjechaną żabę. Nie dawała oznak życia. Nie ruszała się. Ciężko przy tym świetle, w zasadzie przy jego braku, było stwierdzić, czy nowa oddycha. Nie wyraźnie widziała jej plecy. Na zewnątrz musiał być wieczór, bo nie było trzech wiązek, które były tu wcześniej. Zaraz, zaraz. Wczoraj były wiązki. Wczoraj była tam jeszcze stopa innej dziewczyny. Czemu Inna nie pomoże Nowej?

― Słyszysz mnie?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy