LONDYŃSKIE CLINERKI CZ .6 ( OST)

Autor: Beatka1161

Moja przygoda ze sprzątaniem w Londynie trwała naprawdę krótko. Jest tam wiele Polek, które robią to latami i pewnie mają więcej takich niespotykanych  historii… Wiele pań tak zaczyna robić tam karierę, inne w ten sposób znajdują męża, jeszcze inne poniżają się sprzątając nago lub w bieliźnie. Tego akurat opowiedzieć nie mogę z własnych doświadczeń, ale zapewniam każdego kto nigdy nie był w Londynie i nie szukał tam pracy, że Polek  o takich skłonnościach do łatwych pieniędzy jest mnóstwo….

      Nie jest to czas ani miejsce żeby rozliczać moralność  kobiet z kraju nad Wisłą, które w taki czy inny sposób zarabiają na wyspach.  Niestety smutne to, ale nie będziemy osądzać, czy sprzątanie nago jest poprawne, w sumie  za godzinę można dostać około  20 funtów, może niektórym się opłaca…

    Ja miałam mniej za godzinę, ale pamiętam tez sytuację kiedy to sama musiałam ściągnąć trochę ubrań, by wyjść cało z sytuacji.  Otóż moja ostatnia historia, którą chcę się podzielić miała miejsce w centrum Londynu, bardzo blisko chińskiej dzielnicy, gdzie to właśnie jest mnóstwo obywateli tegoż kraju. Oczywiście z aparatami.

       Więc pewno popołudnie idę do biura, gdy już nie ma tam pracowników. Właściwie jest to piątek wieczór. Kiedy juz wszyscy pracownicy korporacji wyszli na piwo, wchodzę do biura, jak zwykle i ostatecznie zaczynam sprzątać.

     Malutki aneks kuchenny zazwyczaj jest czysty, trzeba tam tylko umyć kubki, robię to, po czym w zlewie zostaje mi mnóstwo piany.  Jak już podkreślałam wcześniej leniwa jestem jak najleniwszy leniwiec więc postanawiam puścić gorąca wodę z kranu, żeby piana sama spłynęła, a ja idę odkurzać.  Zawsze to szybciej i potem ja będę mogła tak samo jak pracownicy korporacji wyjść na piwo.  Odkurzam może z dziesięć, minut po czym słyszę ostrzegawcze piknięcia, których nigdy wcześniej nie było …. Nie musiałam długo się zastawiać co to takiego , gdyż zaraz włączył  się alarm przeciwpożarowy.  Wyje tak niemiłosiernie chwile, rzucam odkurzacz i biegnę po telefon, gdy trzymam go w ręku i chce zadzwonić do szefowej zdaje sobie sprawę z niewiele mi pomoże, co najwyżej zdenerwuje się tylko, podchodzę do jednego z biurek i szukam numeru do właściciela biura.  Chwilę to zajmuje, pamiętam jak on ma  na imię, ale jestem zdenerwowana, wszystko jakoś ciągnie się niemiłosiernie i w tym momencie, w  malutkim aneksie kuchennym, który ma może z 2 m kwadratowe włączają się spryskiwacze.  Ale na litość boską trzy, w takiej malutkiej kuchni włączają się trzy  spryskiwacze.  Ne muszę chyba mówić, że po dwóch minutach było już tam wody po kostki, a po czterech sięgała do połowy łydki. Od razu pomyślałam o tym, że karpet na pewno jest do wymiany  i zapewnie szafki kuchenne także. A biuro było oddane do użytku może  miesiąc wcześniej. Dodzwoniłam się w końcu do właściciela biura… Odebrał, ale słyszałam tylko urywki słów, pytał, czy ma wezwać ochroniarzy, bo włączył mu się alarm i czy aby na pewno  nie potrzebuję pomocy…. Odpowiedziałam, oczywiście  iż nie potrzebuję niczego, tylko włączył się alarm przeciwpożarowy. Żeby jak najszybciej podał mi  kod. Zanim zrozumiałam i wpisałam go w tym pisku wyjącego alarmu  minęła chwila.  Woda przestał się lać, w biurze zapanowała cisza. 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy