Rozdział 9

Autor: Pilar

Dopiero nad ranem udało się jej zasnąć. Sen nie potrwał jednak zbyt długo, ponieważ Oliwia obudziła się żądna swojego posiłku. Przygotowując jej ulubioną kaszkę zaparzyła sobie filiżankę mocnej czarnej kawy. Nie wiedziała, czy dobrze robi, zagłębiając się w przeszłość swoich teściów. To było ich życie, ona nie miała prawa się w to mieszać. Jednak wiedziała, że nie zazna spokoju, nie wiedząc, co znaczyło zapamiętane przez nią zdanie.

Po śniadaniu Oliwka zajęła się zabawą swoimi zabawkami. Nieustannie rzucała swoje pluszaki, po czym wesoło raczkowała w ich kierunku. Powoli zaczynała stawiać pierwsze kroki podtrzymując się o meble.  Berenika patrzyła na to z prawdziwą radością. Dzięki tej małej kruszynce trzymała się. Nie załamała się tylko dzięki niej.

Teraz patrząc na nią, czuła się bezradna. Tak bardzo chciała ją ustrzec przed złem tego świata, ale wiedziała jednocześnie, że nie może trzymać jej w kokonie matczynej miłości, gdyż zrobi jej tym samym krzywdę. Musi pozwolić jej spokojnie rozwijać skrzydła. Obdarzy ją miłością i będzie ją wspierać, ale równocześnie nie będzie mogła za nią przeżyć życia. Czy będzie dobrą matką? To się okaże.

Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Przez chwilę zawahała się. Nie miała pojęcia, kto mógł ją odwiedzać o tak wczesnej porze. Kiedy otworzyła bardzo się zdziwiła. Przed nią stał Krzysztof. Musiał wyjechać zaraz po ich rozmowie. W tym samym momencie przed jej oczyma stanął Andrzej. Widziała go, jak wychodzili wtedy z domu. Wówczas też było późno. Wyjeżdżali w tak daleką podróż nocą. Doszło do wypadku. Może właśnie dlatego, że nie zaczekali do rana. Po jej policzku niespodziewanie spłynęła łza. Mężczyzna, stojący przed nią wyglądał na zdruzgotanego. Wszedł bez jej zaproszenia, zamknął drzwi  i bez słowa przytulił ją do siebie. Dziewczyna momentalnie zaczęła szlochać. Dłonie mocno zacisnęła na ramionach mężczyzny. Momentami wbijała mu paznokcie prosto w szyję. Nie powiedział ani słowa tylko mocno ją przytulił i pozwolił się wypłakać. Kiedy ucichła delikatnie się odsunął i powiedział lekko się uśmiechając.

            - Nie liczyłem na aż takie powitanie – powiedział, usiłując ją rozbawić. Niestety to jedno błahe zdanie spowodowało kolejny wybuch płaczu. Berenika stała i płakała wtulona w zupełnie obcego sobie człowieka i czuła, jak cały żal z niej spływa. Czy to był moment pogodzenia się z losem? Nie. To był czas pożegnania z duszą Andrzeja. Dziewczyna wiedziała, że jej mąż zostanie w jej sercu i pamięci, ale nie mogła ciągle żyć w letargu.

            - Przepraszam, jeśli powiedziałem, coś nie tak – powiedział, gładząc ją po plecach. - Teraz to ona delikatnie odsunęła się, otarła resztki łez i zaprosiła swojego gościa do salonu. Kiedy usiedli na wygodnej kanapie, nalała sobie wody w szklankę i szybko wypiła przezroczysty płyn.

            - To ja przepraszam. Przypomniał mi pan tamten dzień. Musiał pan wyjechać w nocy żeby t dotrzeć tak wcześnie. My też tak zrobiliśmy. Gdyby nie to… Może by żył.

            - Nie może pani tak myśleć. Trzeba żyć dalej.

            - Wiem. Właśnie się z nim pożegnałam. Właśnie w pańskich ramionach pożegnałam męża. I choć powinnam zrobić to rok temu, wiem, że ten czas był mi potrzebny – odparła. Mówiła do siebie, a on był tego świadkiem. Patrząc w dal czuła, jak jej dusza staje się spokojna a ona gotowa do dalszego życia. Wiedziała, co zrobi po wyjściu detektywa. Jej córka tez zdawała się to wiedzieć.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy