Rozdział III

Autor: klaudiuszlabaj

- Znaleźliśmy się okropnie daleko w przyszłości. Znaczy się z punktu widzenia ciebie... ciebie ale wtedy... bo z naszego punktu widzenia jesteśmy... eee, kurcze zgubiłem się.
- To moja wina. Te przygnębiające myśli przywołały te gorsze wspomnienia. Przepraszam.
- Za co? To było twoje życie a sami mamy przecież nikły wpływ na nasz los. Może i wybieramy ścieżki ale czasami mamy przed sobą drogi, które wszystkie bezwzględnie prowadzą w dół.
- Tak myślisz? Mam inne zdanie.
- Niby, że jesteśmy kowalami własnego losu? Chyba nie mówisz o przeznaczeniu albo innych mitycznych bzdurach?
- Właściwie to miałem na myśli czystą fizykę. Przyciąganie. Prawo które trzyma planety na ich orbitach i elektrony w strukturze atomu. Myślisz, że takie prawo obowiązuje w całym wszechświecie a nie dotyczy ludzi? Wróćmy lepiej do początku a sam się przekonasz.





Niepewnie wszedł do windy. Przyjrzał się swemu odbiciu w lustrze zanim wcisnął przycisk mający go unieść na piąte piętro, gdzie siedzibę miało wydawnictwo, które odpowiedziało na jego list. A jednak wezwali go. Nie mógł w to uwierzyć, że tu jest a jednak nie czuł podniecenia ani strachu. Pewnie i tak zaraz się obudzi to po co jakiekolwiek emocje? Złe czy dobre nastawienie to marnotrawstwo energii, lepiej zachować zimną krew to bardziej ekonomiczne. Poprawił krawat i przełożył włosy za ucho. Elegancka winda - pomyślał - redakcja pewnie też luksusowa.
- Pniesz się na szczyt, ty snobie!
Rzucił oskarżeniem swemu odbiciu i wcisnął chromowany guzik, który zapalił się ciepłym światełkiem i uruchomił cichy silnik wciągający chromowaną trumnę do nieba. Odwrócił się do drzwi i czekał aż winda uniesie go do góry i pokaże przed nim nowy świat.
Oni na prawdę odezwali się! Może to pomyłka? Podarują mu jakieś broszury, wcisną stare książki i poślą w cholerę. Już dawno wysłał im próbki swoich tekstów ale po kilku tygodniach czekania nie spodziewał się już odpowiedzi. Minęły trzy miesiące i zadzwonili do niego prosząc o umówienie się na spotkanie. I tak stanął przed przeszklonymi drzwiami z wielkim logo. Znów niepewnie nacisnął przycisk intercomu aby po chwili usłyszeć trzaśnięcie i zniekształcony ale wyraźnie znudzony głos:
- Słucham?
- Konrad Mariacki. Byłem umówiony.
- Ach. To pan. Zapraszam.
Spodziewał się dźwięku automatycznego otwarcia drzwi ale musiał czekać niepewnie trzymając klamkę i nie wiedząc czy ma pchać się na siłę czy już odejść. Wątpliwości rozwiały dźwięki czyiś szybkich kroków zbliżających się wewnątrz pomieszczenia w jego kierunku. Za mleczną szybą dojrzał cień, drzwi same się otworzyły szeroko ukazując faceta trzymającego klamkę a za nim ciągnął się długi korytarz z wąskim czerwonym chodnikiem na lśniącej czystością posadzce odbijającej światło halogenowych lamp. Konrad spojrzał ostrożnie w głąb, a w odpowiedzi, facet po drugiej stronie zlustrował przybyłego od stóp do głowy.
- Zapraszam do środka. Redaktor naczelna już na pana czeka.
Co? Ona czeka na niego? Co tu się u diabła dzieje? Dlaczego ten facet tak mu się przygląda? Pedał czy co? Zmierzyli siebie wzrokiem. Facet z wydawnictwa był wysoki, barczysty, ryży i miał wredną gębę poharataną przez ospę. Dziwnie przyglądał się długowłosemu, jakby spodziewał się kogoś innego. Może poczuł się nieswojo kiedy gość zamiast od razu wejść stoi w drzwiach i zastanawia się nie wiadomo nad czym. Gospodarz otworzył drzwi jeszcze szerzej i wykonał gest dłonią jak odźwierny w luksusowym hotelu. Zaproszony zrobił piewszy krok i przekroczył próg, ryży powoli przymknął drzwi, delikatnie ponaglając gościa do wejścia głębiej w pomieszczenie, odwrócił się plecami i ruszył w głąb korytarza. 
- Proszę za mną.
Nie było wyjścia, trzeba było za nim biec, bo prowadzący miał dłużs

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy