Ruina z Sash: Siła to sprawiedliwość

Autor: rafalhyla

świat przedstawiony: D&D, Dragonlance




Południowy Ergoth nie był zbyt miłym miejscem. Wschodnia część wyspy była pod lodem tworząc pustynię, którą ciągle owiewały wichry wyjące w pustce. Było to miejsce ogrów, szczepów na wpół cywilizowanych ludzi i ich współnego potomstwa. I ogry i ludzie radzili sobie nieźle, polując na stada łosi i handlując z zamieszkującymi wybrżeża wyspy ludźmi-morsami. Tu nie wierzono w bogów, zresztą nie byli potrzebni. Zarówno ogry, jak i ludzie wierzyli w siebie. Mówili: "Siła to sprawiedliwość". Władza to podniecająca rzecz. Magia istniała tylko w bardzo prostym wymiarze - szamani i wiedźmy stosowali proste uroki i amulety, chętnie natomiast szafowali klątwami, rzucając je na wrogów plemienia i każdego głupca, który ośmielił się stanąć im na drodze. Klątwy działały. Poważnie.


Stał na otwartej przestrzeni. Dookoła rozpościerał się step. Wiał wiatr. Tu zawsze wiał wiatr. Słońce było przyjemnie ciepłe i ogrzewało jego policzek. Miał krótką, chyba niedawno przycinaną brodę. Chyba. Nie pamiętał. Za nim wołała go przestrzeń. Przed nim pięły się w górę zmurszałe mury jakiejś większej budowli. Rosly kwiaty. Panowała wszechobecna cisza. Tylko wiatr coś wyśpiewywał. Pojawiły się nagle. Wynurzyły z popękanych murów, czerni piwnic i zza rogów walących się budynków. Szkielety. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt. Ujał mocniej miecz. Chwycił go oubrącz. Podchodziły prawie bezszelestnie. Powoli, nieśpiesznie. Jego wielki miecz przygotowywał się. Czekał. Czaiły się jak jacyś drapieżnicy.Podchodziły. Wzniósł miecz, wysoko, nad głowę. Teraz. Już.


Ruina obudziła się. Wstała gramoląc się niezgrabnie. Niechętnie. Znowu to jej się śniło. Znowu. Była ogromnym mężczyzną z wielkim oburęcznym mieczem. Półogrem, jak i ona. Znowu. Była gdzieś, widziała... zło. Szukala czegoś? Co to za ruiny? Kiedy do nich zajrzy? Co w nich było? Wiedziala, że kiedyś do tego dojdzie. Gdy tylko zwalczy śmieszne ludzkie szkielety. Dawniej... śnił jej się sam step. Stała na nim i chłonęła piersią. Potem... pojawiły się ruiny. Nie pierwszy raz śniłą ten sen. Podobał jej się, był niezwykły. W jej życiu nie było za wiele przyjemności. Służyła wodzowi. Radą i magią. Miała własną jurtę, gdzie poupychałą swoje skarby - krótki nóż z żelaza ze zdobioną haftami rękojeścią, kuferek z usztywnianej skóry łosia, zapasowy kaftan z miękkiej skórki, kolorowe nici.
Rozejrzała się po namiocie. Wstawiła wodę na napar z ziól. Wyszła na chwilę za potrzebą. Plemię zajmowało się zwykłymi porannymi pracami. Było zimno.
Była półogrzycą. Co to oznaczało? Była przede wszystkim o wiele słabsza od kobiet ogrów, ale tym się nie przejmowała - sila nigdy nie była jej priorytetem. Za to zazdrościłą kobietom ludzkim prytu, ich umiejętności przetrwania i zwinnego, gibkiego ciała. Zawze chciała być piękna. Ale ona też różniła się czymś od nich - zdobyła 'wiedzę' - a wiedza to władza - a do tego była wolna, podczas gdy one harowały na swoich mężów opiekując się dziećmi i szyjąc wciąż ubrania, oprawiając ryby, nosząc wodę i zajmując się tysięcznymi sprawami domu. Była wolna, chociaż indukowało to samotność. Cóż z tego. Przywykla. Przyzwyczaiła się, że będzie wiecznie sama. Właściwie podobało jej się to nawet. Lubiła samotność.
Ziola zaparzyły się, pila wolnymi, długimi łykami. Sięgneła po podpłomyk. Jadła w skupieniu przeżuwając ciasto aż rozmokło  i zniknęło w przełyku. Zjadla drugi. Z jej masą musiałą dużo jeść. Była dwumetrowej wielkości kobietą, przy tym dosyć wąską w ramionach. Wśród swoich uchodziała za słabą. Ale jeść lubiła.
Wyszla na zewnątrz rozejrzeć się. Pozdrawiano ją pośpiesznie. Wszyscy mieszkańcy osady zdawali sobie sprawę z jej mocy - mogła nieźle zaszkodzić. Toteż pozdrawiano ją  bezzwlocznie jak tylko się pojawiła. Ruina przechodziła mimo z obojętnym wyrazem twarzy. Hipokryci! Mali szubrawcy! Ale niektórych lubiła.
Przypomniała sobie sen. Uśmiechnęła się.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy