Siostra

Autor: Hedonistka

-         Ty posłuchasz, co ja tobie chcę powiedzieć, ty musisz posłuchać, ja ciebie już widziałam, ty jesteś taka jak my, jesteś nasza.

Na te słowa zupełnie zdębiałam, a Anka, która szarpała mnie za drugie ramię prawie wyrwała mi rękę z zawiasów.

Od razu przypomniało mi się jak w dzieciństwie śmiałyśmy się z siostrą, że pewnie w połowie jesteśmy Romkami i nawet o tym nie wiemy. Moja siostra Joanna miała nawet przezwisko Cyganeczka. Nasz tato i jego bracia mieli ciemną karnację i smoliste, lśniące czarne włosy. To właśnie Joanna odziedziczyła w genach taką urodę – kruczoczarne włosy i skórę opaloną dwanaście miesięcy w roku. Zawsze jej tego zazdrościłam. Właścicielką tych genów była nasza babcia Józefina, mama ojca. Właściwie niewiele różniła się wyglądem od tych Cyganek, które wróżą przypadkowym przechodniom. Miała długie czarne jak smoła włosy, gdzieniegdzie tylko poprzetykane siwizną. Nosiła kolorowe, długie sukienki i fartuchy w kwiatki. W dzieciństwie byłam pewna, że jest czarownicą. Pamiętam, że ciągle chichotała, jak raz zaczęła zanosić się śmiechem tak już nie mogła przestać i tak w kółko. Może to był jej sposób na ciężką pracę i życie, które nie było usłane różami ani innym kwieciem oprócz tego z jej sukienek? Dokładnie tak wyobrażałam sobie czarownice. Kiedy obserwowałam ją jak stoi przy piecu i chichocząc miesza coś w wielkich garach nie miałam wątpliwości co do jej dziwnego pochodzenia. Tyle, że to „coś w wielkich garach” to był niedzielny obiad, który gotowała dla całej swojej wielkiej rodziny, synów, córek i wnucząt.

Ale ja przecież jestem podobna do mamy. Owszem, mam ciemnobrązowe długie włosy, mam czarne oczy po tacie, ale to wszystko. Co mogę mieć wspólnego z taborem Cyganów? Z tą moją bladą, wiecznie nieopaloną skórą i włosami, które w słońcu są raczej kasztanowe niż smoliście czarne jak włosy tamtych Cyganek i mojej babci. Jak mogę należeć do nich? Ja,  wychowana w małym robotniczym miasteczku, w smutnej rodzinie, polskiej z dziada pradziada.

Trochę przestraszona zaczęłam wycofywać się za Anką, ale wtedy jedna z nich, starsza, z twarzą usianą dziwnym bruzdami warknęła do Anki:

-         Zostaw ją i wynoś się stąd ruda fałszywa suko!

 Po tych słowach gwałtownie odepchnęła ją do tyłu. Anka zaczęła coś do niej wrzeszczeć, ale nie byłam w stanie zrozumieć co. Ja, blada, z zaciśniętym gardłem kurczowo ściskając w ręku moją workowatą torbę zostałam sama wśród tego dziwnego zbiegowiska. Młoda dziewczyna w ciąży uśmiechnęła się do mnie i pociągnęła mnie w stronę ławki:

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy