SKRZYDŁO ANIŁA VI

Autor: grendel

11.

            Śniło mu się, że stoi przed olbrzymią czarną taflą, zbudowaną z setek tysięcy czarnych granulek, które wyglądały tak, jakby każda z nich żyła własnym, ukrytym życiem. Cała tafla, choć nieruchoma, wydawała się niemal niedostrzegalnie drgać, a potem Gabriel zaczął odnosić wrażenie, że ona rośnie. Miał wielką chęć dotknąć jej, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu, żeby tego nie robił. Tymczasem przez czarną taflę zaczęła przesączać się jaśniejsza poświata, a ona sama poczęła coraz bardziej zauważalnie drgać i falować. Po chwili pojawiły się w niej niewielkie otwory, przez które przebijało coraz mocniejsze światło, a od jej krawędzi zaczęły odrywać się pojedyncze drobinki. W miarę, jak kolejne czarne punkciki odskakiwały na boki i znikały, łuna światła stawała się coraz jaśniejsza. Ta intensywna jasność sprawiła, że umysł Gabriela zaczął przebijać się przez ciemną powłokę snu, jak pływak, który zanurkował w basenie przykrytym folią.

            Ostatnio Gabrielowi często tuż przed przebudzeniem towarzyszyło to właśnie uczucie. Nogi młócące wodę aż do bólu tężejących z wysiłku mięśni, ręce w panice usiłujące rozerwać półprzezroczystą błonę, zagradzającą drogę do światła i powietrza, i płuca, palone nieubłaganą koniecznością zaczerpnięcia kolejnego oddechu. Przed oczami pojawiają się czarne i czerwone plamy, rozświetlane jaskrawymi błyskami. Im bardziej paląca potrzeba oddechu, tym więcej ostrych błysków światła, tym więcej rozpryskujących się na boki drobin. W końcu cienka (lecz zaskakująco mocna) błona pęka i udręczone płuca otrzymują wreszcie upragniony haust powietrza. Czarne punkciki znikają sprzed oczu Gabriela. Znikają wszystkie… oprócz jednego. Ten jeden, który uparcie tkwi w jego polu widzenia, do złudzenia przypomina muchę.

            12.

            Gabriel ocknął się ze snu tak gwałtownie, że omal nie naruszył chwiejnej równowagi swojej głowy. Zamrugał oczami. Lewa powieka bez żadnych przeszkód opadła w dół, nawilżyła gałkę oczną i powróciła na swoje miejsce. Za to prawa powieka… Ta napotkała na swojej drodze kosmatą, wyposażoną w chwytliwe odnóża i połyskliwe skrzydełka przeszkodę. Z ust Gabriela wyrwał się okrzyk pełen zaskoczenia, odrazy i bezsilności. Zaczął szaleńczo mrugać oczami, chcąc jak najszybciej pozbyć się obrzydliwego intruza. Tym razem jednak szybka reakcja okazała się błędem. Gwałtownie opadająca prawa powieka schwytała muchę w potrzask. Łzy, które momentalnie wypełniły oczy Gabriela sprawiły, że skrzydełka muchy zamokły, uniemożliwiając jej wzbicie się w powietrze. W końcu gwałtowny ruch powiek wyrzucił ją poza krawędź oka. Oszołomiony i zdezorientowany owad bezskutecznie usiłował odlecieć. Jego skrzydełka wydały niskie buczenie, ale nie były w stanie unieść w powietrze swego właściciela. W tej sytuacji mucha zdecydowała się podjąć pieszą wędrówkę po twarzy Gabriela. Starannie omijając pozostałe na policzkach mokre ślady łez, ruszyła w kierunku krzywizny nosa. Wyposażona w super przyczepne odnóża, za nic miała gwałtowne kurczenie się i wygładzanie skóry, kiedy Gabriel, z trudem powstrzymując się od głośnego krzyku, starał się zmarszczyć nos. W tej czynności pomagał sobie wszystkimi pozostałymi mięśniami twarzy, wykrzywiając ją w najprzeróżniejszych minach.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy