Skrzydła (Krótka bajka ku przestrodze...)

Autor: Fasoletti
araz. Przecież ja jestem ateistą. U chrztu nawet nie byłem, bo matka z ojcem byli tak pijani, że zapomnieli – przypomniał sobie.
Jednak inna możliwość nie przychodziła mu do głowy. W końcu dał spokój tym rozważaniom. Stwierdził za to, że pasowałoby wypróbować swój nowy nabytek. Narzucił na siebie obszerny, sięgający prawie do ziemi płaszcz i wybiegł z mieszkania.

II
Stał na niewielkiej polance. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu, zrzucił płaszcz i rozpostarł skrzydła. Pomachał nimi powoli by rozgrzać mięśnie, stopniowo przechodząc do coraz szybszych i energiczniejszych ruchów. W końcu poczuł, jak jego stopy tracą kontakt z podłożem. Wzniósł się pół metra nad ziemię. Spanikował i opadł. Serce waliło mu jak oszalałe. Żałował, że po drodze nie kupił sobie chociaż butelki piwa.
- Jebać to – mruknął.
Za drugim razem spróbował pofrunąć trochę wyżej. Stopniowo zwiększał pułap, by po chwili oglądać polanę z perspektywy szybujących po niebie ptaków. Wirował w powietrzu niby mały samolot, wykonując najróżniejsze akrobacje. Stwierdził, że nareszcie jest wolny. Wolny, niczym Orzeł Królewski, którego widział kiedyś w jakimś programie przyrodniczym. Z poczuciem spełnienia w sercu wleciał w sporą, pchaną podmuchami delikatnego wiatru chmurę. Kropelki wody osiadły na skromnych resztach jego bujnej niegdyś czupryny, orzeźwiając lepiej niż zimny prysznic.
- Tak – pomyślał. – Spotkała mnie niewątpliwie wspaniała rzecz.
Był tak pochłonięty swoim nowym zajęciem, że zapomniał całkowicie o jednej, ważnej rzeczy. Latający człowiek nie jest widokiem normalnym. Gdy sobie to uświadomił, było już za późno. Ujrzał w dole grupkę ludzi, którzy coś krzyczeli i pokazywali go palcami. Na moment spanikował i już miał zawracać, gdy nagle wpadła mu do głowy pewna myśl. Zniżył lot i niczym ważka zawisł kilka metrów nad głowami gapiów. Następnie opuścił spodnie i nasrał jednemu z nich na łeb. Pozostali zaczęli wrzeszczeć i przeklinać, ale Kazik nie zwracał na to uwagi. Błyskawicznie poleciał na swoja polanę, okrył ciało płaszczem i uciekł do domu. Gdy wpadł do mieszkania, prawie popuścił ze śmiechu. Oddałby wszystko, by tylko zobaczyć minę tego gościa, któremu wzorem gołębi zafajdał czuprynę.
Dumny niczym paw wyciągnął z lodówki butelkę gorzały i opróżnił ją kilkoma potężnymi łykami. Po chwili leżał na ziemi chrapiąc głośno.

III
Gdy rano wstał z łóżka, szybko wdział płaszcz i pobiegł do kiosku. Ledwo powstrzymał się od ryknięcia śmiechem, gdy zobaczył okładkę jednego z popularnych brukowców. „Obesrał mnie anioł – czy to początek końca?” – głosił ogromny, czerwony napis na pierwszej stronie. Pod nim widniało niewyraźne zdjęcie jakiejś skrzydlatej postaci, zrobione telefonem komórkowym. Kazik z ulgą stwierdził, że mało co na nim widać, więc na razie jest bezpieczny. Na gazetę szkoda mu było pieniędzy, zresztą pewnie i tak artykuł był kiepski, a teorie w nim zawarte w większości wyssane z palca. Oderwał wzrok od wystawy i postanowił zrobić sobie spacer. Śmierdział przepiciem i stęchłym moczem, więc ludzie omijali go szerokim łukiem, ale on miał to gdzieś. Oczami wyobraźni widział już, jak szybuje w przestworzach, jak ściga się z polującym na gryzonie myszołowem. Przepełniony radością skręcił na drogę wiodąca do lasu.

Tym razem poszukał bardziej wyludnionej okolicy. Co prawda ryzyko kolejnej wpadki nadal było duże, ale już nie tak, jak na tamtej polanie, sąsiadującej z uczęszczanymi przez spacerowiczów pagórkami. Zrzucił odzienie i pofrunął. Pod sobą miał zielony ocean drzew. Delektował się każdą chwilą podniebnej wędrówki. W końcu jednak poczuł zmęczenie i postanowił chwilę odsapnąć. Wylądował na niewielkiej gó

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy