Słóżba czy śmierć ?

Autor: kruczoczarny
i nie zauważył wystającego korzenia. Upadł boleśnie obijając kolano. W momencie kiedy poczuł ból jego nadzieja na to że to tylko sen roztrzaskała się w konfrontacji z twardą rzeczywistością.
W gęstniejących oparach zauważył wysoką sylwetkę która zdawała się iść w jego stronę. Mgła na chwilę rozstąpiła się ukazując wysokiego mężczyznę w ciemnym płaszczu oraz małą, może pięcioletnią dziewczynkę ubraną w białą sukienkę siedzącą na jego ramieniu. To ona była właścicielka śmiechu. A więc ona miała na celu wywabienie go z domu-pomyślał, tylko po co?
-czego ode mnie chcecie?! -krzyknął jednak obcy milczał wciąż idąc w jego stronę. Powoli jakby hipnotyzując ruchem mężczyzna sięgną pod płaszcz wyciągając ciężki strażacki topór. Kiedy przez ograniczoną widoczność stał się dobrze widoczny był już tylko pięć metrów od chłopaka. Ten jednak wydawał się już mniej przestraszny niż parę chwil temu. Jego ojciec zapalony fan sportów walki, a także emerytowany policjant zapisał go w dzieciństwie na Judo, później uzupełniając je o kickboxing tak że teraz mając konkretnego przeciwnika i czując jak uwalnia się adrenalina czuł się już dużo pewniej. Stanął w wygodniejszej pozycji oczekując przeciwnika,  jednak on przy stanął jakby nie przyzwyczajony że ofiary stoją spokojnie naprzeciw niego zamiast uciekać. Dziewczynka pochyliła się w stronę napastnika i szepnąwszy kilka słów zeskoczyła z jego ramienia odsuwając się na bok. Mężczyzna chwilę stał jakby niezdecydowany po czym prawie z miejsca, bez rozbiegu pokonał dzielący ich dystans. Chłopak był jednak przygotowany i gdy tylko obcy znajdował się w jego pobliżu już w powietrzu chwycił jego rękę unieruchamiając ją w łokciu i wykonując zgrabny rzut przez bark zanim  nogi przeciwnika dotknęły choćby ziemi. Nie puścił jednak jego ręki błyskawicznie po rzucie wykonując dźwignię, spowodowała ona że obcy wygięty w łuk zawisł dotykając ledwie palcami ziemi. Niemal natychmiast przykładając scyzoryk między jego czwarte a piąte żebro. Jeśli był człowiekiem to właśnie tam powinno znajdować się jego serce. Jeśli spróbował by się wyrwać nadziałby się na ostrze, to było drastyczne działanie jednak instynkt podpowiadał mu że ze strony tego człowieka nie ma co liczyć na litość. Obcy szarpnął rękę próbując się wyrwać  jednak niewygodna pozycja uniemożliwiła mu to. Widząc że się nie wyrwie zamachnął się toporem celując za siebie. Robiąc unik chłopak pościł uchwyt scyzoryka. Przeciwnik z cichym pluskiem wbił się na nóż aż po rękojeść wydobywając z siebie cichy jęk.
-o kurw... zabiłem go...-szepnął zmrożony tym co się stało. W tym momencie zachwiał się i upadł pod ciężarem dziewczynki która wyskoczyła na jego ramię.  Leżał przerażony na mokrej ściółce patrząc jak ona przygląda mu się z zaciekawieniem,  jakby oceniając.  Po chwili która wydawała się wiecznością, pochyliła się zbliżając usta do jego ucha i szepnęła:
-Służba czy śmierć ?-popatrzyła na niego jakby zastanawiając się co z nim zrobić- Wiesz podobasz mi się, od wielu, wielu lat nikt nie pokonał mojego sługi. W nagrodę pozwolę ci zdecydować.
Spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami zaczynając pojmować w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł. Ultimatum. To chyba najlepsza nazwa na to właśnie otrzymał. Ale...Ale kim ona jest, decydując się na służbę jej mógł go spotkać los gorszy niż śmierć. A jednak chciał żyć. Przyglądała mu się jakby znała każdą jego myśl. Mogła go zabić a on jakoś w to nie wątpił.
-Nie musisz odpowiadać, wystarczy, że skiniesz głową.
Spojrzał w jej oczu, tak jak śmiech wydawały się nie pasować do jej wieku, pełne samo zadowolenia i rozbawiania. Powoli pokiwał głową, tyle jeszcze życia miał przed sobą, nie chciał ginąć. Kto wie może nie będzie tak źle. Uśmiechnęła się promiennie i dalej się uśmiechając błyskawicznie wbiła wyjęty znikąd srebrzysty sztylet.  Próbował się wyr

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy