snieznobiala poswiata

Autor: anamika
anna i katarzyna gawrzyjał Cień stuletnich dębów przemykał bezszelestnie po karoserii srebrnego BMW 218i o rejestracji CBR R375 pędzącego ulicą Romualda Traugutta. Silny wiatr, który powstał wskutek przejazdu samochodu, obijał się delikatnie o podążających chodnikiem przechodniów, którzy zdawali się nie zauważać wyjątkowych walorów urody mężczyzny kierującego pojazdem. Nie po raz pierwszy profesor Stanisław Kozakiewicz podążał tą trasą wraz ze swoim lśniącym samochodem. Przy wjeździe do szkoły zwolnił nieco i skręcił w prawo, dostając się bezpiecznie na parking dla aut nauczycieli. Kiedy dojechał do celu swej bezkresnej podróży, jego orzechowe oczy oznajmiły jednej z półkul mózgowych, iż stojące na parkingu samochody jego przyjaciół belfrów dawno już pokryły szadź, rdza i kurz. Uśmiechnął się półgębkiem do własnych myśli, bo wiedział, że tylko jego BMW, zwane Morfeuszem, wyróżnia się z tego brudnego towarzystwa. Wychodząc z auta, spojrzał dyskretnie na różową Skodę Favorit, która rozpychała się na jego miejscu parkingowym. „Widocznie to nowa sprzątaczka nieumyślnie zaparkowała swój pojazd na moich włościach" - pomyślał Staś. - Zrugam ją za to, kiedy tylko wpadnie mi w ręce - dodał wspaniałomyślnie, tym razem wypowiadając owe słowa donośnym głosem. Szybkim ponętnym krokiem wprowadził swe równie ponętne ciało na ostatni stopień schodów prowadzących do szkoły. Przystanął skupiony przed wejściem, pochylił głowę i sięgnął po jadowicie zieloną czapkę. Nie znając najnowszych przepowiedni Sybilli, nacisnął niezręcznie gładką, lśniącą powierzchnię klamki swą silną męską dłonią, która w swej historii chwytała już między innymi szponiastą dłoń Tomasza Lisa. Stasio wśliznął się niepostrzeżenie do skromnie wyglądającego budynku. Drzwi zamykając się za nim samoistnie, nieuczciwie zahaczyły rąbek jego szat, przyciskając skwapliwie zbyt długi rękaw marynarki. Zauważywszy problem pociągnął szatę, która rozdarła się w dwóch miejscach. Uśmiechnął się tylko i odpłynął w obranym kierunku - do sekretariatu szkoły. Idąc korytarzem nucił sobie nieprzyzwoicie piosenkę zespołu KursK pod tytułem „Gdy słońce zachodzi”. Powoli zbliżał się do skrzyżowania, co oznaczało gwałtowny skręt w lewo i szybki galop w kierunku krzywo ustawionych drzwi sekretariatu. Już miał wykonać manewr, kiedy ku jego zaskoczeniu, na horyzoncie ukazała się garść sprzątaczek. Zmieszał się mimowolnie, ponieważ taka liczba kobiet przyprawiała go o zawrót głowy. W istocie zaledwie cztery panie sprzątały ów korytarz. Jemu jednak problem sprawiał kontakt z jedną panią, nie mówiąc już o czterech.. Stasiek zmierzył woźne chłodnym spojrzeniem. Jego mina mówiła wszystko. Stanął jak wryty i zapadła trochę niezręczna cisza. Zdawał się być splątany tysiącem linii papilarnych. Uczucie skrępowania sięgnęło zenitu, kiedy ośmioro dziwnie zahipnotyzowanych oczu wpatrywało się w niego lubieżnie. Żeby opóźnić czas kolejnego kontaktu wzrokowego ze sprzątaczkami, wepchnął delikatnie głowę między ramiona. Spojrzał na nie zrezygnowany, ponieważ świdrujący wzrok jednej z pań bardzo go krępował. Odnalazł wewnątrz siebie odrobinę odwagi, aby wreszcie wydać z siebie głos i już otworzył z rozmachem usta, ale Maria Rokita wyprzedziła go krótkim warknięciem: - Czego? Stasio zmieszał się nieumiejętnie i dotkliwie odczuł w sercu coś nowego: odrazę. Spojrzał wymownie w sufit i zabarwił się na kolor brunatno-zielony. Nagle padł na posadzkę nękany gwałtownymi mdłościami. Pani Maria pisnęła z przerażenia i oblała się płynem do dezynfekcji powierzchni gładkich. Zerkała teraz przez palce na mężczyznę, który wymiotował malowniczo na jej świeżo wypolerowane sandały. Przyjaciółki Rokitowej zrywały boki ze śmiechu. Ta zaś niepocieszona widokiem jajecznicy i pomidora w zalewie słodko - kwaśnej oblała się szkarłatnym rumieńcem. Stasio zakończył swą powinność i wyciągnął chusteczkę koloru blado - różowego. Otarł delikatnie usta i odrzucił chustkę pół metra dalej. Poczuł się wre

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy