spowiedź pani Weroniki

Autor: hatrin
ojego samochodu, wrzucił bagaże na tylnie siedzenie i odjechał. Zabrał tego dnia ze sobą swoje życie, tajemnice, wyrzucając ze swojego serca mnie i mamę, ciskając pamięć o nas prosto w błoto. To był ostatni raz gdy go widziałam. Nigdy więcej nie zadzwonił, nie napisał. Nigdy już nie usłyszałam jego głosu, nie zobaczyłam jego starzejącej się twarzy. Znikną z naszego życia tak nagle, nie zostawiając nic. Tak jakby nigdy nie istniał. Długo po tym jak odjechał wpatrywałam się za jadącym samochodem. Nie wiem już czy miałam nadzieje, że zawróci, czy pojawi się za jakiś czas i wszytko będzie jak dawniej. Stałam i stałam, nawet gdy już dawno samochód znikł w oddali, ja nie potrafiłam się ruszyć. Pozostawiona między młotem a kowadłem, bez odpowiedzi, bez uprzedzenia, bez jakiegokolwiek znaku. Nie wiem ile mogłam spędzić czasu na tym chłodnym, ciemniejącym podwórku. Poczułam, że ktoś się do mnie zbliża. To była babcia, która jak sądzę nie wiedziała wiele więcej ode mnie. Okryła mnie ciepłym swetrem i zaprowadziła do siebie. Zostawmy dziś już mamę w spokoju, dużo wycierpiała – szepnęła mi do ucha. Wtuliłam się do niej i zaczęłam płakać. Nie pamiętam kiedy zasnęłam w jej ramionach. Obudziłam się dopiero nad ranem.


Pogoda nie była taka jak co dzień. Szary i ponury obraz zza okna nie zachęcał do spędzenia czasu na zewnątrz. Przypomniałam sobie sytuację z poprzedniego dnia. Dalej o niczym nie miałam pojęcia i nic nie rozumiałam. Wstałam z łóżka i pobiegłam poszukać babci. Siedziała jak zwykle w swoim bujanym fotelu zamyślona ale dziwnie spokojna, skupiona nad czym bardzo ważnym. Kiedy usłyszała moje kroki uśmiechnęła się, wstała i wzięła mnie w ramiona, szepcząc, że będzie dobrze. Ale wiedziałam, że nie będzie. Nikt o niczym nie chciał mi powiedzieć byłam wściekła a zarazem rozżalona. Wiedziałam, że jedyna osoba jaka mi może pomóc to Amelia. Zaraz po obiedzie pobiegłam do jej pokoju i opowiedziałam co się stało. Płakała razem ze mną ale ona też nie znała odpowiedzi na moje pytania. Znów byłam sama… sama z własnym problemem. Mama poprosiła mnie abym o nic nie pytała, że kiedyś wszystkiego się dowiem. Nie nalegałam, czekałam, uważałam, że powinnam dać jej czas. Z biegiem dni ten temat stał się zamknięty a ja nie miałam o nim żadnych wieści. Kilka miesięcy potem mama straciła pracę. Sprawiło to, że z dnia na dzień marniała w oczach. Żyliśmy z niewielkich oszczędności babci. Po pewnym czasie udało się jej dostać kolejną prace kucharki w restauracji w miasteczku. Nie było to daleko od naszego domu i za niższą wypłatę, ale było to nasze jedyne wybawienie.


Weronika podniosła się ze skały i podeszła do rosnącego na skale małego drzewa. Przytuliła się do jego kory i przez chwile milczała. Zamknęła oczy… zasłuchała się w szum wiatru. Stała tak jeszcze przez chwilkę, otworzyła oczy i z utkwionym spojrzeniem w ziemnie mówiła dalej.


Wszyscy dookoła mnie pocieszali, złościło mnie to bardziej i bardziej. Miną rok, potem drugi a ja nie odzyskałam tego, co straciłam tamtego dnia. Moje stopnie w szkole pogarszały się, mama wzywana była do szkoły coraz częściej. Moje zachowanie pogarszało się, opuszczałam lekcje. Nie radziłam sobie mimo tego iż minęło dużo czasu. Miałam dwanaście lat. Amelia nadal była mi najbliższa na świecie. Często w nocy wymykałyśmy się z domu i biegłyśmy na tą górę i kładłyśmy się na kocu pod drzewem, dokładnie w tym miejscu gdzie teraz stoję. Mogłyśmy tak leżeć godzinami i patrząc w gwiazdy rozmawiać do rana. Rozumiałyśmy się doskonale, czasem nie potrzebowałyśmy nic więcej tylko uczucia, że jesteśmy tam razem.


Pewnego dnia moja mama została natychmiast wezwana do szkoły, wiedziałam, że nie wróży to nic dobrego. Po paru godzinach wróciła tak wściekła jak nigdy. Nakrzyczała na mnie i uderzyła w twarz. Rozpłakała się jeszcze bardziej i wywrzeszczała, że dłużej tego nie zniesie. Zabroniła mi się widywać z Amelią, co było największą karą jaka mogłaby mn

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy