spowiedź pani Weroniki

Autor: hatrin
ie spotkać. Ale nie na długo, bo zawsze na wszystko znalazłyśmy sposób. Gdy przyjaźń mocno zakorzeni się w dwojgu ludziach, nawet i tak młodych, to mimo wszystko zawsze odnajdą do siebie drogę. I tak było z nami. Wymykałyśmy się prawie co dzień, choćby po to, żebyśmy mogły się przywitać i pożegnać. To i tak było dla nas dużo. Moje stopnie zaczęły się nieco poprawiać co po pewnym czasie zmniejszało i zmniejszało karę aż w końcu wygasła. Radość z tego powodu nie trwała długo. Rok później wszystko zaczęło się znowu psuć. To kolejny dzień, który dość dobrze pamiętam. Środek wiosny, kiedy wszystko budziło się do życia, nawet moja mama.


***








Tego wieczoru wróciłam do domu dość późno, mama dawno przyszła z pracy ale nie było jej nigdzie. Babcia leżała na swoim łóżku, od dawna spała. Okryłam ją kocem i wbiegłam po schodach do pokoju mamy. Stała przed lustrem w długiej czerwono-czarnej sukience układając włosy. Wyglądała tak pięknie, jak nigdy nie miałam okazji zobaczyć. Uśmiechnęła się do mnie i oznajmiła, że wychodzi. Poczułam się źle, że mnie zostawia ale nie miałam prawa jej zatrzymywać. To był pierwszy raz od odejścia taty, kiedy mama tak szczerze się uśmiecha. Jeszcze przez chwilę stała przeglądając się przed lustrem, podeszła do mnie, pocałowała w czoło i wyszła. Uciekłam do Amelii, nie chciałam być sama.


Nie pamiętam kiedy przyszła, choć czuwałyśmy cała noc. Od tego dnia znów zapowiadały się zmiany. Duże i trudne zmiany. Mama poznała nowego mężczyznę, spotykała się z nim coraz częściej i częściej aż zdecydowała się mnie z nim poznać. Babcia z początku była szczęśliwa z powodu radości córki ale poznając go zmieniła zdanie. Podobnie jak ja, z tym wyjątkiem, że ja byłam przeciwna temu od samego początku. Dzień naszego spotkania zbliżał się wielkimi krokami aż w końcu niechciany nadszedł. Mama dawno tak nie tryskała szczęściem i wyczekiwała go od rana. W końcu przyjechał, stanął w progu witał się z mamą, po chwili zaprowadziła go do pokoju. Gdy mnie zauważył, podszedł do mnie i podał rękę, nie zmieniając swojego oschłego uśmiechu. Wysoki, zdystansowany, sztywny gbur. Naszą wzajemną niechęć czuć było na kilometr, niestety mama oślepiona Krzysztofem nie zauważała tego. Największym jednak ciosem była jej decyzja o poślubieniu tego nieczułego, lodowatego człowieka. Pamiętam ten mój bunt przeciwko niemu. Ale moje sowa do niej nie docierały. Babcia też nie była w stanie przemówić jej do rozsądku. Kolejna zmiana, kolejny cios, jaki miał wlec się teraz do końca. Przeczuwałam, że będą z tego powodu problemy tak wielkie, o jakich nawet nie przypuszczała.


Weronika podeszła znów do wzniesienia i usiadła. Wyjęła kolejnego papierosa i przyłożyła do ust.


Nie miną rok, a ja miałam już nowego tatę. Nie wiedziałam który był gorszy. Zbliżały się moje piętnaste urodziny. Które pociągnęły za sobą szereg nieszczęść. Było coraz gorzej. W domu pokazywałam się coraz rzadziej, mama traciła nade mną kontrolę, ojczym był oschły i nie wahał się nigdy powiedzieć gorzkich słów o mnie. Nigdy ich nie żałował a ja trzymałam je głęboko w sercu wzmagając moją nienawiść do niego. Sytuacja w domu stawała się nie do wytrzymania. Babcia byłą jedyną osobą z jaką rozmawiałam. Mama traciła powoli autorytet jaki w niej widziałam. Wszystko zaczynało się psuć, niszczyć. Razem z Amelią wpadałyśmy w rożne towarzystwo. Nie obce nam były w tym wieku alkohol, imprezy, papierosy. Wszytko przechodziło płynnie, powoli. W Amelii miałam jedyne oparcie. Szkoła znów byłą moim problemem. Zaczęłam opuszczać coraz więcej i więcej lekcji, stopnie pogorszyła się z dnia na dzień. Całą tą nauką traktowałam jak niepotrzebny balast z jakim trzeba skończyć. Wracając z kolejną jedynką, kolejnym zachowaniem, kolejnym wieczorem upita do nieprzytomności – to nie miało znaczenia. Wszystko zepsuło się dawno temu, powinnam się przyzwyczaić. Mama znów wpadała w płacz, gdy łamią

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy