Sprawdzone sposoby

Autor: dandee
a to, pani porucznik, żebyśmy darowali sobie drogę służbową? Gdzieś tu mogą zalegać jakieś niedobite uszy, a wtedy, nie daj boże, któraś inteligentna broń okaże się jeszcze spostrzegawcza. Jako tymczasowo pełniący obowiązki w zastępstwie, to ja jestem łakomym kąskiem.
- Nie widzę przeszkód.
- Mów mi Barek.
- Natalia.
- Zostało coś w ogóle z naszej kadry?
- Cholernie wielki lej.

Ulica wygląda na względnie bezpieczną. Sierżant instynktownie następuje tylko „na twarde”. Natalia stąpa gdzie popadnie, widać, nie zależy jej na nogach. Pewnie ma jeszcze prawo do zapasowych.
- Powiedz mi, Nata, co sprowadza politruka do naszego odcinka?
- Góra coś sobie wymyśliła, coś spoza rutyny.
- Myślisz, że wymienili dowództwo specjalnie na tę okazję?
- Sugerujesz, że…
- Nie sugeruj się moją sugestią, bo to podpada pod sąd polowy, ale sama wiesz, jak jest. Przeszkody albo się obchodzi, albo usuwa.
- W sumie, co za różnica? Mam wrażenie, że oni tylko się nami bawią, a jak zepsują wystarczająco wiele żołnierzyków, to po prostu dostają nowe.
- To kto się teraz nami pobawi? Jaką rangę przysłali? Centuriona?
- Legat.
- No to, kurwa, bez komentarza. A jaki on jest, wiesz?
- Przerażający.

W ruinach czegoś, co mogło być kościołem panuje chłód i przyjemna cisza. Teren jest bezbłędnie ekranowany. Wizyta legata bywa jak zstąpienie bóstwa na ziemię. Dziwne, że nie palą się kadzidła i nie słychać baranków. Na resztkach muru siedzi dzieciak, tak na oko pięcioletni, całkiem wyrośnięty. Ma dystynkcje porucznika, a system identyfikuje go jako Dariusza Lewandowskiego. Jedno i drugie oczywista zmyłka. Natalia zmywa się dyskretnie. Niegłupia dziewczyna. Lepiej nie być zapamiętanym przez kogoś, kto ma w zwyczaju wymazywać państwa z mapy świata.
- Sierżant Barski, panie poruczniku. Morituri te salutant i tak dalej.
- Pan raczy żartować, sierżancie.
- To pan zaczął. Pan założył podkolanówki.
- Proszę spocząć. Może pan nawet przysiąść na jakimś kamieniu. Rozmowa potrafi się przedłużyć.
- Większość z tych kamieni to czaszki, panie poruczniku.
- Tak bywa, gdy miasto przechodzi z rąk do rąk. Tak przy okazji zapytam pana, jako pełniącego obowiązki, co znaczy taka sytuacja w sensie strategicznym?
- Że i my, i oni dostajemy wpierdol po równo.
- Powinien pan porzucić ten koszarowy język. Nie przystoi nowemu stanowisku.
- Coś mi mówi, że nie nacieszę się awansem za długo.
- Dulce et decorum est pro patria mori, sierżancie.
- Moja ojczyzna to radioaktywna pustynia. Nie rozdaje zaszczytów.

Porucznik Lewandowski wygląda na szczerze rozbawionego rozmową. Twarz zdobi mu grymas zadowolonego cherubinka. Macha nogami, przekładając jedną na drugą. Tylko nieruchome spojrzenie świadczy, że za maską skrywa się ktoś o wrażliwości kalkulatora.
- My tu gadu gadu , sierżancie, a wojna nie wygra się bez nas. Sama technologia i drenaż siły żywej nie przybliżają do jej końca, nawet końca początku jeszcze nie widać. Potrzebujemy nowych metod walki. Chcemy odwołać się do ludzkiej natury konfliktu.
- Były już takie patenty, panie poruczniku. I tak kończyło się większymi bombardowaniami.
- Mówię o powrocie do klasyki. Sun Zi, Machiavelli, Clausewitz. Stare, dobre, wypróbowane metody wojny psychologicznej. Musimy wstrząsnąć naszymi wrogami, bo rosnące liczby ofiar, jak sam pan doskonale wie, tylko znieczulają. Nie chcemy uodparniać przeciwnika. Zamiast cyfr damy mu sugestywne obrazy, lub coś równie kreatywnego.
- Chłopaki maja teraz czytać klasyków? Recytować poezję? Wymyślać zabójcze dowcipy? Bo jakby co, to wie pan, przychodzi baba do felczera…
- Wystarczy, sierżancie.
- Na rozkaz.

Chłopczyk z

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy