Srrach

Autor: bobx46

– Cholera! – zaklął, schyliwszy się. – Co je wystraszyło?

W końcu dotarł na miejsce, chwilę odsapnął i powiedział sam do siebie:

- Nieźle się wpakowałem.    

                                                                 ***                                                                                                                    

Mężczyzna szedł polną drogą, zagłębiając się niemal po kolana w błocie. Było już po zmroku, wiał silny jesienny wiatr, wczoraj cały dzień padał deszcz. Kierował się od swojego domostwa w stronę pobliskiego miasteczka, Kruszwicy. Szczelniej dopiął płaszcz, mocniej owinął wokół szyi czerwony szal, tak jak lubiła jego żona, tak jak go nauczyła, na zewnątrz wierzchniego okrycia. Kultywował ten zwyczaj nawet po jej śmierci. Odeszła z tego świata dziesięć lat temu (jak ten czas leci – pomyślał); zabiła ją gruźlica. To go załamało. Stał się zgorzkniały, smutny, zaczął pić. Trzy lata przed towarzyszką życia pochował swoją nowonarodzoną córeczkę, nawet nie zdążyli nadać jej imienia. – Gruźlica płuc – orzekł lekarz. Psioczył wówczas na cały świat, przeklinał Boga. Nie wiedział wtedy jeszcze, co go czeka w przyszłości, jaki zgotuje mu los trzy lata później, wszechmocny Bóg. Dziś był złamanym życiem czterdziestoletnim mężczyzną, z bujną, siwą czupryną, ze zniszczonymi dłońmi. Żył z pracy własnych rąk – kuźnia, stojąca opodal drewnianej chaty, w której mieszkał, była jego drugim domem.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy