Szkoła monstrum

Autor: nieznanaPisarka

Nagle do głowy wpadł mi olśniewający pomysł. Czemu tak po prostu nie złapać stopa ??? Biegłam tyłem. Wystawiłam lewą rękę z uniesionym kciukiem do góry. Pierwszy, biały seat nie zatrzymał się. Nie liczyłam, że od razu się uda. Szłam dalej, wierząc, że na tym świecie są jeszcze porządni ludzie. Nagle zatrzymała się wielka ciężarówka. Z uśmiechem popędziłam.

-         Dzień Dobry. Jedzie pan może na ulicę Słoneczną 51 ??? – spytałam, witając się od razu.

-         Dzień dobry. Jasne, wskakuj.

To było najgorsze, znaczy to wejście. Zanim rozsiadłam się wygodnie w fotelu pasażera, musiałam pokonać kilka stopni. Zapięłam pasy i spojrzałam przed siebie. Kierowca jechał wolno. Kiedy spojrzałam na prędkomierz, zamarłam. Jechał 50km/h. W tym tempie nie wiem, czy zdążę.

-         Mógłby pan trochę szybciej ??? – spytałam.

Próbowałam być uprzejma. Oprócz Izy nie rozmawiałam z nikim innym. Wszyscy inni ignorowali mnie a ja ich. No bo po co ??? Muszę kolegować się z całym globem ???

-         Postaram się ... – odpowiedział kierowca.

Spojrzałam ponownie na wskaźnik. 60km/h. Spojrzałam na zegar. 8:59. Zostało mi 12 minut. Nagle coś z tyłu się poruszyło. Kiedy chciałam się obrócić. Ktoś podłożył mi... brzydko pachnącą substancję, to mało powiedziane ...pod sam nos.

Nawet nie zorientowałam się, kiedy zemdlałam.

 

 

Nie odróżniałam rzeczywistości od jawy. Przed oczami nadal miałam furgonetkę. Tylko nie znajdowałam się już w środku, tylko pojazd był naprzeciwko mnie. Niespodziewanie ruszył. Uciekałam. Próbowałam uciec. Na początku poruszała się jak ślimak, choć to zwierzę nie wydaje takich przerażających dźwięków. Nie miałam siły już biec. Poddałam się.

Ciężarówka przejechała po mnie. Ból był niewyobrażalny. Najpierw w nogach, potem w brzuchu, a na końcu zmiażdżył mi się mózg. Nigdy przedtem nie krzyczałam tak głośno i przeraźliwie jak teraz. Leżałam tak, czekając na moją koleżankę, a mianowicie śmierć.

Nie nadeszła.

Zamiast niej spadł deszcz. Raczej ciężarówka przejeżdżała obok i ochlapała mnie wodą z kałuży.

 

 

Raptownie otworzyłam oczy. Zorientowałam się, że jestem przywiązana do krzesła. Rozejrzałam się gdzie jestem. Nigdy, George, nie widziałam bardziej przerażającego miejsca. Ściany były obskurne, co jakiś czas odpadał od nich tynk. Wygląda to trochę jakby ktoś tak drapał tą ścianę. Tak jak powiedziałam, byłam przywiązana do metalowego krzesła, a ze mnie ściekała jeszcze woda, którą mnie oblano, abym się przebudziła. Oczywiście podziałało. Od metalowego stołu bił niewyobrażalny chłód. Spojrzałam na sufit. Tu moje zdziwienie ogarnęło zenitu. Wystawała tam dziwna maszyna skierowana wprost na mnie. Wyglądała jakby porwana była z gabinetu dentystycznego. Przynajmniej nie tylko Ekierka się zdenerwuje, ale także Batuta (nauczyciel muzyki ), Napoleonka ( belfer od historii, dostała takie miano, gdyż jej ulubioną postacią był Napoleon, a także zawsze na naszej lekcji jadła Napoleonki ). Iza będzie taka zła, że nie przyszłam, że para będzie jej uszami wychodzić. Jestem naprawdę dziwaczna. Zamiast martwić się o swoją teraźniejszość, boję się, co pomyślą nauczyciele.

-         Zastanawiasz się, co to takiego jest ??? - powiedział czyjś bardzo zimny głos.

-         Nie za bardzo – odpyskowałam.

-         A powinnaś... To jest generator. Przez niego przechodzą przekształcone cząsteczki DNA i człowiek mutuje się. Ach jakie to fascynujące - odparł.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy