Tajemnica Melanie cz.1

Autor: niia11

„Czy moje życie będzie idealne?
Chciałabym żeby tak było, ale czy to możliwe? Nie wiem co już mam robić. Nie będę się pytać mamy ona zapewne wysłałaby mnie do jakiegoś lekarza. I po co, może to minie. A jak nie?..”.
   Zamknęłam pamiętnik. Schowałam go pod dywan, pod łóżkiem. Był Środek nocy, a ja nie mogłam spać. Czemu? Sama tego nie wiedziałam, było tak już od kilku dni, tyle zarwanych nocy. Ale mam pamiętnik by skrywać w nim swoje najgłębsze myśli, by móc wypisać wszystko co leży mi na sercu…
   Następnego dnia był wtorek, nie spieszyło mi się nigdzie. Były wakacje, mogłam robić wszystko co się mi żywnie podoba. Wstałam z łóżka podrapałam się po głowie i podeszłam do okna. Świeciło słońce, na trawie były kropelki rosy, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Mój pies wylegiwał się pod drzewem, kury i kaczki wydzióbywały z ziemi ziarno. A daleko na polu skubała trawę, gniada klacz. Moje ukochane zwierzę, przyjaciółka i to bardzo oddana. Odeszłam od okna, wzięłam z krzesła żółty szlafrok i powędrowałam w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi na zamek, spojrzałam w wielkie lustro na ścianie i ujrzałam młodą dziewczynę, zaledwie piętnastoletnią, o wysportowanym, opalonym ciele, długich kasztanowych włosach, pełnych ustach i piwnych oczach. Swoją urodę odziedziczyłam po matce, brazylijskiej tancerce, ale z wyjątkiem oczu, które mam po tacie.
   Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, ochlapałam sobie twarz, zmyłam sen z oczu. Następnie wzięłam szampon do włosów, o zapachu wanilii i umyłam włosy. Po kilku minutach zakręciła wodę, wyszłam z pod prysznica, wytarłam się ręcznikiem, ubrałam bieliznę oraz szlafrok. Zeszła po cichu na dół krętymi schodami, skierowałam się do kuchni i spojrzałam na zegar. Było kwadrans po ósmej.Tata zapewne pojechał na targ sprzedawać owoce i warzywa.
   Stefanio Pie, był gospodarzem, hodował zwierzęta i uprawiał owoce. Najbardziej był znany w mieście z produkcji wina. Koło naszego domu znajdowało się wielkie pole z pnączami winogron.  Pięć dni w tygodniu jeździł do miasta, zarabiał na dom i rodzinę. A w soboty zajmował się papierkowymi robotami. Ale zawsze znajdował czas by zająć się dziećmi. Mną, Melanie, synem Deanem i Justinem. A matka, jak zawsze do późna wylegiwała się w łóżku. Jej praca była wciągająca, ale zajmowało jej to bardzo mało czasu, nawet gdy było tego całkiem sporo. Była projektantką wnętrz, zaprojektowała domy sławnym osobą, od Madonny po Chrisa Robinsona.
   Podeszłam do lodówki i wyjęłam serek homogenizowany. Otworzyłam go, wzięłam z szuflady czystą łyżeczkę i zaczęłam jeść. Ale jakoś nie mogłam się zmusić do jedzenia. Odstawiłam go do lodówki i wróciłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy bryczesy, bluzkę oraz bluzę bez kaptura. Ubrałam się i zeszłam z powrotem na dół. Korytarzem poszłam w stronę drzwi gdzie znalazłam oficerki i toczek. Założyłam na nogi buty i wyszłam z domu. Skierowałam się do stajni za domem. Przeskoczyłam przez zamkniętą furtkę i pobiegłam do stajni. Boksy koni były puste, jak co noc pasły się na łące, wyszłam ponownie na dwór, ale drzwiami prowadzącymi na pastwisko. Zagwizdałam i spojrzałam przed siebie, ujrzałam galopującą do mnie gniadą klacz, Rosę. Pogłaskałam ją po pysku, a ta dotknęła mojego policzka. Zaśmiałam się cicho.  Poczym poszłam do kantora, wzięłam szczotki, kopystkę, siodło i ogłowie. Klacz czekała już na mnie w swoim boksie. Wyczyściłam jej kopyta, wyczesałam sierść i grzywę. Następnie założyłam siodło i ogłowie.
   Wyprowadziłam ją na zewnątrz, związałam włosy i poprawiłam toczek i wsiadłam na konia. Nie musiałam nic mówić klaczy, która sama poszła stępa w stron wyjścia na pola i łąki. Gdy doszła do wielkiej drewnianej bramy, zeskoczyłam z konia i podeszłam do bramy. Otworzyłam ją, wyprowadziłam Rosę, zamknęłam bramę i ponownie dosiadłam klacz. Lekko kopnęłam pietą konia w bok, a ta pokłusowałam przed siebie.

   Dookoła nas rosły przeróżne

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy