TAK JEST LEPIEJ cz. IX

Autor: barbara211

Ledwo przysnęłam, a budzik wyrwał mnie z objęć Morfeusza, którego dopiero co dotknęłam. O rany… trzeba wstawać. Z trudem podniosłam się z łóżka i z opuchniętymi oczami, bolącą, ciężką głową zaczęłam się krzątać po kuchni, łazience, przygotowując się do wyjazdu do pracy. Wszystko jakoś mi szło niemrawo. Z trudem uczesałam włosy, zrobiłam makijaż, aby co nieco zatuszować spuchnięte oczy. Sprawdziłam zabezpieczenie mieszkania i wyszłam do samochodu. Przed domem spotkałam dozorczynię, która zamiatała chodnik. Na mój widok uśmiechnęła się przyjaźnie:

- Dzień dobry pani Kasiu. Pani jak zawsze skoro świt do pracy. Chyba tylko pani tak wcześnie  wstaje. Proszę popatrzyć w całym domu jeszcze ciemno.

Nie ma pani dosyć tych dojazdów ?

- Dzień dobry. Oj … pani Krysiu, mam ich serdecznie dosyć. Ale co zrobić trzeba pracować. Pani chyba jeszcze wcześniej ode mnie wstaje.

- A żeby pani wiedziała, pani Kasiu. Wstaję, bo i tak nie umiem spać. Tyle człowiek ma na głowie, że nawet sen nie chce zawitać. Po co mam się męczyć, skoro mogę sama regulować godziny pracy. No, ale nie zatrzymuję, bo komu w drogę temu czas. I proszę uważać na drodze. Teraz taki ruch. Szerokiej drogi.

- Dziękuję pani Krysiu. Miłego dnia – odpowiedziałam, wsiadając do samochodu.

Uruchamiając silnik i wyjeżdżając spod domu pomachałam pani Krysi.

Ta życzliwa kobieta zawsze pierwsza witała mnie każdego dnia rano.

A sama miała takie ciężkie życie. Pijący maż nie pracował nigdzie i dopóki żył wynosił z domu co się dało przepić. Pani Krysia sama zarabiała na ich czteroosobową rodzinę. Ma dwóch dorosłych synów. Założyli swoje rodziny i wstydzą się matki, która na marnej emerytury dorabia jako dozorczyni.

Starszy skończył Politechnikę i pracuje na budowach wielu supermarketów, młodszy także po studiach został na uczelni jako wykładowca. Jedynie starsza wnuczka ciągnie do babci i nawet w wakacje pomaga jej sprzątać klatkę schodową. Pani Krysia z niej dumna, bo choć dziewczynka ma 9 lat chodzi już do piątej klasy. Robi w jednym roku dwie klasy i to w szkole muzycznej. Bardzo pracowita i skromna dziewczynka, a przy tym tak podobna do babci.

Gdy mała jest u pani Krysi, pani Krysia odżywa. Chodzi z wnuczka na spacery. Ubiera się ładniej i chodzi  z małą za rękę dumna jak paw. Oj, jak ja lubię wtedy patrzeć na szczęście pani Krysi. Miło patrzeć na szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi. Czy moje dzieci będą szczęśliwe ? Boże, błagam opiekuj się nimi. I znowu czuję spływające po policzkach łzy. Przecież nie chcę, nie mogę płakać.

Droga mija szybko, bo myśli biegają z tematu na temat. Pod biurem jestem sporo przed siódmą rano. Parkuję, zabieram dokumenty z samochodu i kieruję się do wejścia.

Portier na mój widok zrywa się z krzesła i podaje klucz do gabinetu:

- Dzień dobry pani prezes. Marzenki jeszcze nie ma.

Odpowiadam z uśmiechem:

- Dzień dobry. Dziękuję. Co u pana ? Jak nocka ?

- Dziękuję, w porządku. Wszystko w porządku.

Zbliżam się w stronę schodów. Portier wie, że boję się jechać windą sama. Jego wzrok odprowadza mnie dopóki nie zniknę mu z oczu.

Wchodzę do gabinetu i otwieram szeroko okna. Zanim włączę klimatyzację niech trochę powietrza wleci do środka. Wyciągam z biurka dokumenty, przygotowane do popisu. Zanim Marzenka przyjdzie i zda relację z wczorajszego dnia, gdy nie było mnie w pracy, zdążę przeczytać maile i korespondencję.

Pochylam się nad papierami i studiuje ich treść. Nie słyszę nawet jak do sekretariatu ktoś wchodzi. Po chwili słyszę delikatne stuknięcie obcasami. To Marzenka. Nie chce przeszkadzać. Zaraz poczuję zapach kawy. Jak już zaparzy ten aromatyczny napój, wejdzie do mnie i się przywita. Jak ona mnie zna.

Jest tak, jak zawsze. Marzenka wchodzi cichutko do gabinetu z filiżanką kawy.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy