Torebka pani Ziemniakowej

Autor: klaudiuszlabaj

Lubicie Toy Story? Naskrobałem to miesiąc wcześniej na prośbę przyjaciółki a wysłałem komu innemu w fatalnej chwili. Miało być wesoło na święta a jest bardzo źle. Czy dobre zakończenia są tylko w bajkach? Ktokolwiek to czyta: Mam nadzieję, że przynajmniej raz się uśmiechniesz!

 

Dziecięcy pokój chłopca niemal całkowicie pogrążył się w mroku. Na szczęście, zza okna wpadało do środka jasne światło z ulicznej latarni i odbijało się od niebieskiej tapety ze wzorami srebrzystych gwiazd i kolorowych planet układu słonecznego. Na dworze padał gęsty śnieg, noc była bezwietrzna więc płatki opadały z nieba bardzo powoli, aż dało się rozpoznać cień śniegu w poświacie jaka roztaczała się w środku domu.  Światło i cień swobodnie szybujących grubych płatków śniegu padało na podłogę, łóżko i półki wyławiając z ciemności małe postacie zaczynające właśnie nocne tryb życia. Chłopca nie było, wyjechał z rodzicami po świętach na sylwestra, a że był już nastolatkiem, nie zabrał ulubionych zabawek jak to robił jeszcze kilka lat wcześniej więc zabawki zostały same i każda robiła to na co miała ochotę. Domu przez kilka dni pilnowała babcia a że była już bardzo stara, trochę głucha i słabo widziała, zabawki poczuły się jakby były same. Coś pstryknęło i włączyła się lampa stojąca na biurku chłopca, oświetliła podłogę na środku pokoju jakby to był plac defilad a lampa była słońcem w samo południe.

 

Tuż pod biurkiem plastykowe żołnierzyki wyskoczyły ze swego wiaderka i ustawiły się w równym rzędzie przygotowanym do musztry prowadzonej przez surowego sierżanta:
- Wyrównać szereg! - krzyczał doniośle - Wciągnąć brzuch! Dopiąć guziki! Kowalski! Ty tumanie zawiązać sznurowadeł nie umiecie? Natychmiast poprawić!
- Przepraszam panie kapitanie! Już poprawiam!
- Po co mnie przepraszacie? Jeżeli podczas akcji noga wam się podwinie i zostaniecie leżeć na polu bitwy, wroga nie przeprosicie bo słuchać nie będzie. Kultura jest dla cywili a nie dla żołnierzy!
- To dlatego nie możemy używać brzydkich słów kapitanie? - zapytał nieśmiało kapral.
- Nie przeklinamy bo jesteśmy zabawkami i dzieci mają z nas brać przykład! Zresztą co mi tu głowę zawracacie kapralu! Ćwiczenia i tak was nie ominą. Nie pytać! Słuchać i wykonać! W lewooo PATRZ! Na przóóód MARSZ!
No i żołnierzyki zaczęli maszerować tam i z powrotem w równym rzędzie pod komendą surowego ale bardzo troskliwego kapitana. Stukali swymi plastykowymi podeszwami butów o drewnianą podłogę jednostajnym miarowym krokiem, jakby nie była ich cała setka plastykowych żołnierzy tylko jeden wielki prawdziwy żołnierz w plastykowych butach.

 

W tym samym czasie, na łóżku chłopca kosmonauta Buzz Astral podskakiwał jak na trampolinie, odliczając głośno każdy coraz wyższy skok, za każdym razem próbując złapać lampę wiszącą u sufitu. Kowbojka Jessy przyglądała mu się zachwycona siedząc na brzegu łóżka a kiedy kosmonauta odbijał się od łóżka, jej czerwone warkocze podskakiwały jak żywe i co skok zmieniały pozycję na kraciastej koszuli dziewczyny, raz lądowały na ramieniach, raz na plecach, raz na piersiach. Jej długie rzęsy trzepotały szybciutko kiedy Buzz zawisał na chwilę w powietrzu kiedy tracił na prędkości i siła ciężkości zaczynała ciągnąć go w dół.
- Raz... Dwa... Trzy... Jeszcze... trochę.... To... Ją... Złapię! - wyciągał swoje dłonie w kierunku lampy.
- Buuuzzz - zagadała zalotnie kowbojka.
- Słucham... panienko. - odparł pewny siebie kosmonauta i tylko siebie.
- Możesz odliczać po hiszpańsku. Jesteś wtedy taki... inny.
- Oczywiście! - wykrzykiwał słowa tylko kiedy sprężyny wyrzucały go do góry - Uno... Duos... Tres... Quatro. Hej to pomaga! Lepiej się skacze!
I rzeczywiście zawisnął na lampie chwytając się jej dłońmi i spoglądając z uśmiechem w dół na zachwyconą Jessy.
- Ju! hu! - Skoczyła zadowolona - A co teraz? Zeskoczysz do mnie i pójdziemy posłuchać muzyki i potańczyć?
- Nie! - odpowiedział stanowczo jak prawdziwy bohater. - Wolę się pohuśtać!
Jak powiedział tak zrobił. Bohater wymachiwał nogami wiszącymi nad przepaścią z wypisaną radością na twarzy podobną raczej do kilkuletniego chłopca a nie zdobywcy kosmosu. Z wysoka nawet nie zauważył jak Jessy zrzedła mina i usiadła na łóżku spoglądając na kosmonautę licząc po cichu na to, że spadnie tuż obok niej i nabije sobie guza aby mogła go opatrzyć i posmarować czymś co strasznie piecze. Buzz huśtał się coraz mocniej i mocniej aż puścił się nagle wylatując do przodu jak małpa w dżungli skacząca z drzewo na drzewo. Niestety nie spadł na łóżko, jak życzyła sobie tego Jessy, tylko złapał się najwyższej półki z książkami, wspiął się na górę i stanął zadowolony z siebie w najwyższym miejscu w pokoju gdzie widział wszystkich swoich kolegów.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy