Trzy... dwa... jeden...

Autor: renhoelder

-Nie! Teraz moja kolej! 
-Nieprawda - powiedziałem, ale widząc wyraz twarzy Rebeki, ugryzłem się w język. Doszedłem do wniosku, że lepiej nie zadzierać z nią, kiedy jest tak zdenerwowana. Złapałem się więc uchwytów i pozwoliłem, by Derek włożył mi drążek w usta. Tylko nie za mocno- modliłem się w duszy, gdy Rebeka przymierzała się do pierwszego razu. W powietrzu świsnęło, po czym po moich plecach rozlał się paraliżujący ból, który zabrał mi oddech. Próbowałem nie ugiąć kolan i się nie rozpłakać. Wszyscy bili brawo. Rebeka zgarnęła właśnie dziesięć punktów, a ja wisiałem jak ochłap. Nadeszła pora, by wyłonić następną ofiarę. Musiałem się szybko pozbierać i nie dać po sobie poznać jakiejkolwiek urazy. Przecież to gra jak każda inna i, gdybym wygłosił swoje wątpliwości co do jej zasad, uznano by mnie za ułoma. Odwróciłem się. Wszystkim z naszej paczki pewnie adrenalina właśnie wypełniała żyły i mózgi. Dzieciaki stały wokół, w poszarpanych ciuchach, z poobcieranymi kolanami, niektórzy spływali krwią, ale na twarzach malował się uśmiech. Zmęczenie też, ale przede wszystkim satysfakcja z udanej podwórkowej zabawy. 
- Derek! Obiad! - wydarła się z okna pani Higgis. – Jak ty wyglądasz?! 
- Pędzę, mamo! - wydyszał kolega, po czym syknął w kierunku Becky – jutro rewanż, suko. 
Owszem, nudziło nam się. Ulice były szare i smutne, a my nie mieliśmy perspektyw na inną rozrywkę. Po szkole włóczyliśmy się więc i czasami tylko napotykaliśmy Drużyny z innych dzielnic. Nasza jednak miała w prawie całym mieście respekt i dlatego kończyło się często tylko na ostrzegawczym łypnięciu w naszą stronę. Schodzili nam jednak ochoczo z drogi. Czasy Wielkich Bitew Osiedlowych mieliśmy za sobą, odkąd Drużyna weszła do reprezentacji. Teraz zostało nam pilnować porządku i, rzecz jasna, zapewnić sobie integracyjne rozrywki w obrębie Drużyny. Tak bardzo nie chciałem, żeby odkryli, że jestem słabym ogniwem, tak bardzo… Jednak spojrzenie Rebeki mówiło, że wie. Ona wie i będę musiał coś z tym zrobić. W moim żołądku szkolny obiad wykonał właśnie pełen obrót. Pochyliłem głowę i pokuśtykałem w stronę domu. 

* * * 

Wszedłem na międzynarodowe forum HitHita. Oczywiście, nasze rozgrywki były całkowicie nielegalne, ale z łatwością potrafiliśmy wymknąć się Stróżom Sieci, ze zwykłą policją bywało ciężej. Chciałem się zorientować, gdzie odbędą się następne mistrzostwa. Nieciekawie robiło się wtedy, gdy organizatorom przychodziło do głowy na przykład połączyć siły zbruiserami. Bruising jak dla mnie to już totalna dewiacja. Zastanawiam się, jak oni ukrywają przed rodzicami te wszystkie blizny, a czasami brak palców, przy tak zwanych cięciach karnych. Ludzie, którzy siedzą w podziemiu i ochraniają wszystkie mecze wchodzą w składzorganizowanych grup przestępczych, jak to mówią w telepudle. Zgasiłem monitor i ruszyłem w kierunku środków przeciwbólowych. Matka jak zwykle siedziała w salonie, apatycznie wbijając gały w telepudło. Pewnie znowu jedzie na Zolofcie. Mało co do niej dociera z rzeczywistości, odkąd ojciec zadał jej hita w postaci długonogiej, ale zdecydowanie małomyślnej sekretarki poznanej trzy miesiące wcześniej. W sumie dzięki temu mam względny spokój. Do listy muszę jednak dopisać kolejne zmartwienie. Obok Rebeki będą to następne rozgrywki, w sobotę, pod starym browarem. Chyba bym musiał być honorowym weteranem, żeby nie brać czynnego udziału. Albo znajdować się przynajmniej sześć stóp pod ziemią. Postanowiłem powziąć pewne kroki, by ukrócić ten proceder. Może społeczeństwo uzna mnie za szaleńca, ale kiedyś będą wdzięczni. 

* * * 

Wszystko prawie gotowe. Jeszcze tylko nakreślić kilka słów do mamy. Może kiedyś oprzytomnieje. Szkoda jednak, że w takich okolicznościach. 

* * * 
- Co tam porabiasz? 
Rozkoszny, roześmiany głos potoczył się po pokoju. 
- Nic, Becky, piszę listę zakupów. 
- W takim razie ja poproszę o dokładkę sprzed chwili- szepnęła, ciągnąc mnie w kierunku łóżka. 

* * * 

- Reguły są proste. Liczy się wytrzymałość. My mierzymy czas. Kolejność, w jakiej workujecie, wyłoni najlepszy sędzia- LOS. 
Koleś gadający przez tubę przyprawiał mnie o dreszcze. Za żadne skarby nie chciałbym znowu być workiem. Zerknąłem kątem oka na resztę Drużyny. Derek wydawał się cały podskakiwać z niecierpliwości, Lou jak zwykle milczący i beznamiętny, przyglądał się wyjątkowo urodziwemu chłoptasiowi z drużyny amerykańskiej. Nikki dyskretnie poprawiała biustonosz, a Lekki Zack tarmosił w dłoni opakowanie po przyśpiechu. Cała brać go zażywała, choć był nielegalny. Wszystko wokół zresztą było nielegalne, a my czerpaliśmy pełnymi garściami z życia. Sama nasza obecność pod starym browarem również śmiała się z prawa prosto w twarz, w to słoneczne, sobotnie południe. Jeden z dwóch niezależnych sędziów dał sygnał do rozpoczęcia rozgrywki eliminacyjnej. Drugi natomiast uruchomił program losujący. Odetchnąłem z ulgą, choć byłem pewien, że co się odwlecze, to nie uciecze. Pierwsi mieli walczyć Francuzi z Niemcami. W tamtym roku, gdy Francja była gospodarzem mistrzostw, właśnie my, Wyspiarze, zdobyliśmy tytuł mistrzowski. Chodziły jednak słuchy, że przez ten czas żabojady podszkoliły technikę i ciężko im będzie złoić skórę. Jedna z głównych zasad przygotowań do tego typu większych spędów, mówiła o tym, żeby nigdy nie rozmawiać bezpośrednio między sobą o miejscu i czasie. O wszystkim należało dowiadywać się wyłącznie z Sieci, bo wbrew pozorom, tam jest najbezpieczniej i najpewniej. Kapitanowie drużyn uścisnęli sobie ręce, a niedługo potem mieliśmy okazję zobaczyć pierwszą krew na ringu. 
- Młody, widziałeś Becky? –głos Dereka wyrwał mnie z transu. Nerwowo zerknąłem na zegarek. 
- Pewnie szuka tego swojego stroju Wonderwoman, sam wiesz, jak to z nią jest.- uśmiechnąłem się blado. 
Miałem nadzieję, że się nie zająknąłem… 
Tuż przed wyjściem nałykałem się specjalnie spreparowanego HMTD w ampułkach. Podczas, gdy Japończycy z drużyny Kruków spuszczali manto argentyńskim Camisas Rojas, ja również niecierpliwie odliczałem czas. Mam nadzieję, że mi się powiedzie. Że to jedno w życiu mi się uda. Pojawiłem się pod starym browarem oczywiście o wiele wcześniej, niż cała widownia, niż nawet organizatorzy. Fakt, że zawsze jest to załatwiane na ostatnią chwilę, że odbywa się na prowizorycznie zainicjowanym stadionie, tylko mi pomógł. Dzięki temu miałem możliwość rozmieścić podobne ampułki w strategicznych punktach piwnicy. Jak dobrze pójdzie, nie pozostanie śladu po tym miejscu; oprócz, oczywiście, naszych wnętrzności gdzieniegdzie, czyniących z pobliskich świerków bożonarodzeniowe choinki. 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy