Tunel

Autor: klaudiuszlabaj

Wyszedłem, a właściwie wypadłem przez ciężkie drzwi zadymionego baru. Przystanąłem na wilgotnym po deszczu chodniku, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Październikowy wieczór zastąpiła noc więc temperatura opadła . Wcześniej , kiedy wchodziłem do baru, było znacznie cieplej. Postawiłem kołnierz i już miałem odejść kiedy drzwi znowu się otworzyły. Uderzył mnie zgiełk rozmów i śmiechu po czym ktoś pchnął mnie w plecy tak, że niemal wpadłem w kałuże na ulicy. Zatrzymałem się na krawężniku, przeklinając cicho przez zaciśnięte zęby.

Świetnie, pewnie mnie teraz zagada jakiś pijany gość, będzie ględzić coś bez sensu, albo mnie obrzyga. To już bym wolał dostać w pysk, od jakiegoś napakowanego goryla za to, że niby spojrzałem na jego dziewczynę albo z innego zmyślonego powodu. Zerknąłem przez ramię spodziewając się najgorszego.. a dostrzegłem ją. Po raz drugi

Tak naprawdę wpierw usłyszałem zanim zobaczyłem. Kiedy na mnie wpadła wybuchła śmiechem, który dosłownie wbił mi się w uszy. A kiedy na nią spojrzałem, w pierwszym wrażeniu, zrobiło mi się chłodniej widząc jak jest skąpo ubrana. Stała, kołysząc się lekko z boku na bok w krótkiej sukience i niedopiętym płaszczu, który odsłaniał dekolt i nagie uda wystające z czarnych kozaków. Pewnie była nieźle wstawiona, domyśliłem się po tym jak stoi i jest niewrażliwa na chłód. Wychodząc musiała potknąć się o próg, gdybym nie stał naprzeciw, pewnie wpadłaby na ulicę pod samochód. Dobrze, że wpadła na mnie.

-Nieładnie… tak.. wyjść… bez… pożegnania- O tak. Jest nie wątpliwie wstawiona. Powiedziała tylko jedno zdanie, ale wyrazy miały pomiędzy sobą długą pauzę. Mówiła cicho i ostrożnie, chyba nie chciała żebym usłyszał jak sepleni. Wyszło jej to niezgrabnie. Ale i tak miała bardzo ładny uśmiech. A kiedy mówiła, długie i proste włosy, wpadały jej na czoło i do ust. Odgarniała je uparcie z twarzy, wciskając za drobniutkie ucho. Wiatr i tak robił swoje. Więc palce z czerwonymi paznokciami wciąż trzymała w pobliżu twarzy, czatując na szalejące kosmyki włosów. Poczułem, że zrobiło mi się cieplej.

-Musiałem wyjść. Jest za dużo ludzi w środku, duszno i w ogóle…- kłamałem. Albo po prostu odpowiedziałem najprościej jak potrafię. Dla nie palącego, każdy bar nie jest dobrym miejscem do spędzenia czasu, jednak do dymu można się przyzwyczaić. Mnie, po prostu zaczęli męczyć uśmiechnięci ludzie, bo sam nie miałem powodu do uśmiechu. Może kiedyś. W tym samym miejscu, w gronie dobrych przyjaciół z którymi łączyła mnie wspólna przeszłość i plany na przyszłość. Nie teraz, kiedy przyjaciele zniknęli. Przeszłość okazała się kłamstwem a przyszłość przestała się liczyć. Jeżeli przychodzisz do baru napić się tylko jednego piwa. Pijesz je, a zaraz po tym masz ochotę wyjść, to jesteś niewątpliwie samotnikiem.

Dziwne, zagadała mnie i czekała na moją reakcję. Zacząłem nabierać wrażenia jakby to Ona wyszła z knajpy za mną. Dlaczego? 

Wcześniej zamieniliśmy zaledwie kilka słów. Stałem przy barze sącząc za zimne piwo. Tłok był taki, że nawet nie rozglądałem się za wolnym miejscem. Nie wypiłem nawet połowy trunku a już zacząłem zastanawiać się po raz nie wiem który, po jaką cholerę tu przychodzę. Zawsze zadawałem sobie to pytanie. Zawsze miałem tą samą odpowiedź. Nic tutaj nie znajdę. Pozostało tylko wypić resztę piwa jednym haustem i uciekać. Uniosłem kufel do ust, wykonałem półobrót myśląc, że rozejrzę się po sali po raz ostatni. I o dziwo dojrzałem wolne miejsce, przy stoliku rozgadanej grupy młodych ludzi. Nie cierpię się gdzieś wciskać, ale nagle ochota posadzenia tyłka okazała się większa.

Zbliżyłem się do brzegu stolika i zwracając się do wszystkich, spytałem czy mogę się na chwilę przysiąść. - Jasne stary – odpowiedział „przewodnik stada”. Facet był najgłośniejszy ze wszystkich, gestykulował rękami jakby odganiał muchy. Pewnie czuł się jak ryba w wodzie kiedy wszyscy słuchali go, z udawanym bądź nie - z

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy