Twinning Część 1

Autor: Kleve

 

TWINNING

Część 1

 

         Biegł ile tylko miał sił, słysząc szczekanie psów z pobliskich domów. Ich ujadanie mroziło mu krew w żyłach. Poruszał się wzdłuż zabudowań, trzymając się źródeł światła. Czasami przestraszony padał na ziemię albo chował się za drzewami, jak tylko usłyszał czyjeś głosy. Przerażony wstrzymywał wtedy oddech, bojąc się wykrycia. Nie podnosił się, zamykając oczy, jakby od tego zależało jego życie. Twarzą przywierał do podłoża. Leżąc rozpostarty pod gołym niebem, odnosił wrażenie, że to nie mogło dziać się naprawdę.

         Jeszcze godzinę temu ten osobnik pływał zanurzony w zielonym płynie. Odgrodzony od reszty świata czuł się w nim bezpiecznie, niczym dziecko znajdujące się w łonie matki. Nie wiedział jak długo pływał zamknięty w komorze, ale za nic w świecie nie chciał jej opuszczać. Teraz zaś drżał cały z zimna.

         Szczekanie ustało. Podczołgał się do starego, spróchniałego pnia i wychylił się zza niego. Widział przez ogrodzenie, jak gospodarz zagania i zamyka psa w komórce znajdującej się na tyłach domu. Stąd, gdzie leżał, słyszał wyraźnie głośnie przekleństwa rzucane przez nieznajomego. Klnąc na całego, zirytowany zachowaniem swojego podopiecznego sprawdził na koniec mocowania kłódki i zawrócił ku własnemu domostwu. Zza drewnianych drzwi komórki pies skomlał żałośnie, chcąc wyjść na zewnątrz. Schowanemu za płotem mężczyźnie zrobiło się żal zwierzaka. Też był w podobnej sytuacji. Właściciel zniknął wewnątrz domu i po chwili w oknie na ostatnim piętrze zgasło światło. Zdezorientowany człowiek wytarł rękawem brudną od ziemi twarz. Nie wiedział, co ma dalej robić. Przecież nie może tak uciekać w nieskończoność. Nie miał pojęcia, kim był. Nie był również pewny, przed kim się chowa i czego unika. Jedyne, co powtarzał jego zmęczony umysł to: idź na zachód, idź na zachód.
         Skamlenie i piszczenie psa z czasem ustało. Zignorował strach i po raz pierwszy od momentu ucieczki wyszedł z ukrycia. Usiadł na pniu i zatopił głowę w ramionach. Iść na zachód, czyli gdzie? Tego jednak nie wiedział. W uszach dzwoniło mu tylko to jedno zdanie, tak jakby ktoś wydawał mu komendę aż do znudzenia. Musiał się dowiedzieć, gdzie się dokładnie znajduje. A może wpierw powinien dowiedzieć się jak ma na imię, skąd pochodzi i czym się zajmuje?

         Uniósł głowę i spojrzał w niebo. Księżyc lśnił w całej swojej okazałości. Miał dziwne wrażenie, że jest to jedyny prawdziwy widok, jaki widział w swoim życiu. Oddychał jak człowiek i myślał jak człowiek, ale intuicja podpowiadała mu, że żyje dopiero od godziny. Nogi miał jak z galarety, a nieprzyzwyczajone opuszki palców u jego dłoni chciwie rejestrowały każdą nową napotkaną powierzchnię. Czyżby dopiero się urodził?

         To pytanie wstrząsnęło nim. Zlękniony zerwał się i zaczął nerwowo rozglądać się po ciemnej okolicy. Samotne, ogołocone z liści drzewa straszyły swoim wyglądem. Stykające się ze sobą gałęzie tworzyły jeden wspólny krajobraz śmierci i zniszczenia. Ograbiony z wiosennego piękna las wtapiał się w ponurą i pozbawioną nadziei scenerię, powodując u niego nagły przypływ depresji i strachu. Zacisnął obie ręce, chcąc powstrzymać ich drżenie, ale na daremnie. Był nie tyle zdenerwowany, co zmarznięty. Chłodne powietrze przeszywało jego kości na wylot. Miał na sobie tylko to, co znalazł w opuszczonym pomieszczeniu, w którym się obudził. Nie było tego wiele. Koszula, cienka bluza, zegarek, bielizna i niebieskie dżinsy. Nie znalazł skarpetek, więc założył na gołe stopy parę starych tenisówek.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy