Twinning Część 2

Autor: Kleve

         — Że gdybym nie wrócił to zasługujesz na lepszego lokatora niż ja. Jakiegoś gościa, który będzie ci sprawiał mniej problemów.

         — Piotrze, zaczynasz mnie lekko niepokoić…

         Piotr poprawił płaszcz, zastanawiając się teraz na poważnie, czy jego dalsza egzystencja ma jeszcze jakiś sens. Odwrócił się w stronę kamery.

         — Powiem to szczerze, jeden jedyny raz. Momentami wkurzasz mnie niemiłosiernie, ale i tak jesteś najlepszą Sztuczną Inteligencją, jaką miałem.

         — To był komplement? — zainteresowała się wirtualna Marilyn Monroe.

         — Chciałabyś — odpowiedział gospodarz, nachylając się do jednego z głośników.

         — Tak! To był komplement! — wykrzyknęła uradowana Hestia w każdym pomieszczeniu. — Nareszcie!

         — Skończyłaś?

         Zauważając u niego lekkie zirytowanie SI natychmiast umilkła.

         — No, tak lepiej.

         Nowicki otworzył drzwi i wyszedł na zaciemnioną klatkę schodową. Za nim zamknął je za sobą, zwrócił się do niej:

         — Hestio.

         — Tak?

         — Cieszę, że jesteś Sztuczną Inteligencją, a nie prawdziwą kobietą.

         — A ja cieszę się, że nie muszę cię oglądać dwadzieścia cztery godziny na dobę.

         Mężczyzna rzucił jeszcze na odchodne.

         — Jesteśmy kwita.

         — Idź już! — ponagliła go Hestia. — Bo się spóźnisz!

         Pięć kondygnacji niżej, w podziemnym parkingu stał jego środek lokomocji w postaci no-wiutkiego jaguara. W towarzystwie innych luksusowych i drogich marek samochodów zaparkowanych obok nie robił już takiego wrażenia, jak na ulicy. Właściciel wyjął z kieszeni płaszcza kluczyki i szykował się właśnie do otworzenia zamka, kiedy się zawahał. Zerknął przez przyciemniane szyby. Eleganckie obicia, tapicerka wykonana z najlepszych materiałów, jak i sportowe fotele kusiły starannym wykończeniem.  Jednak on nie zamierzał wsiadać do środka. Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze ponad pół godziny. Postanowił się przejść, robiąc sobie mały spacer, dzięki czemu ominie go stanie w długich korkach. Zresztą, tak jak powiedziała mu przed chwilą Hestia: sportowa bryka zresztą jego majątku nie należała do niego, tylko do pracodawcy. Równie dobrze mógł chodzić na golasa — stwierdził patrząc na krawat i śnieżnobiałą koszulę. Pokonał cały parking i wyszedł przez główny wjazd, machając ręką zdziwionemu nieco strażnikowi.

         Znalazł się na ruchliwej ulicy. Na dworze było zimno, co zmuszało nieprzyzwyczajonych warszawiaków do cieplejszego ubierania się. Ci w czapkach na głowach i z szalikami owiniętymi wokół szyj mijali go, spiesząc się za swoimi sprawami. Od czasu do czasu, jakaś kobieta lub dziewczyna przechodząc obok zerkała na niego z zainteresowaniem. Może i on zwróciłby na niektóre przedstawicielki płci pięknej uwagę, gdyby ubrane były w mniej zakrywające ciało stroje. Mieli niestety późną jesień, więc panie musiały obejść się smakiem. Piotr Nowicki z pozoru wyglądał na przystojnego, bogatego bankiera, który mógł odczuwać, co najwyżej znużenie od prowadzenia wystawnego i nudnego trybu życia. I tak odbierali go mijający ludzie, z zazdrością spoglądając na drogi zegarek czy płaszcz.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy