Twinning Część 3

Autor: Kleve

         Zaczął płakać gorzkimi łzami. Co ja takiego zrobiłem, że tak mnie pokarano? — zadawał sobie pytanie, spoglądając na własne buty. I czy on miał w ogóle jeszcze jakieś szanse? Zaczęły nachodzić go wątpliwości.  Jednak gdzieś w głębi serca obok rosnącej rezygnacji i strachu tliła się mała iskierka nadziei i nie chciała za nic zgasnąć. Mimo brutalnej rzeczywistości, z którą przyszło mu się zmierzyć w pojedynkę, pewna część jego prawdziwego „ja” nie chciała się poddać.

         Ocierając zabrudzonym rękawem łzy z bladych policzków, zauważył leżącą na udzie chusteczkę. Nie wiedząc, skąd się wzięła podniósł wzrok.

         — To dla pana — zwróciła się do niego mała dziewczynka w wieku około dziesięciu lat.

         — Dziękuję — odpowiedział zaskoczony.

         — Dlaczego pan płacze?

         Dziewczynka przyglądała się siedzącemu mężczyźnie z wyraźną ciekawością, mrugając, co rusz swoimi rzęsami. Uśmiechała się, trzymając w ręku różdżkę wykonaną z plastiku.

         — Ja… płaczę, ponieważ nie wiem, gdzie mieszkam.

         Człowieka bez rodowodu przykuł widok różdżki. Rozpalona wczoraj iskierka zamieniła się tlący się ogień.

         — Powiedz mi, skąd masz tą różdżkę?

         — To prezent.

         — Od kogo?

         — Od mamy — odpowiedziała wesoło dziewczynka, machając kobiecie rozmawiającej z kimś w oddali.

         — To miłe.

         — A pan nie ma mamy? — zainteresowała się jego mała rozmówczyni. Kobieta będąca matką dziesięciolatki ruszyła pośpiesznie w ich kierunku.

         — Ja… nie wiem…

         — Aga!

         Kobieta spiesząc ku nim wołała ją po imieniu.

         — Aga, chodź tutaj!

         Panienka z różdżką trzymaną mocno w prawej dłoni odbiegła od niego, pozdrawiając go na pożegnanie.

         — Przepraszam. Mamusia mnie woła. Do widzenia.

         I tak szybko, jak się pojawiła tak szybko zniknęła.

         — Do widzenia…

         Został ponownie sam. Wróżka, co? Przytomna część umysłu ożywiła się nagle, przeganiając mroczny i opuszczony fragment jego osobowości. Podniósł się i zaczął rozglądać się wokół siebie. Myślał teraz, w którym kierunku iść. Zdecydował się udać w górę ulicy. Poza nim nikogo nie było. Schował do kieszeni podarunek i znowu ruszył w nieznane. Każda ulica, każdy dom i każdy człowiek, z którym rozmawiał stawało się częścią jego życia, tworząc nowe wspomnienia, które przeżył on sam. Nie żadne wgrane, czy skopiowane, tylko te prawdziwe, naturalne…

         Momentami bał się, że nie jest człowiekiem, ale czymś o wiele gorszym. Obawiał się, że odpowiedź na to pytanie może okazać się dla niego zbyt trudna. Miał nadzieję, że jest on mimo wszystko człowiekiem, którego jakiś szaleniec okradł z jego własnego życia. Otoczony wszech-obecną samotnością i brakiem zainteresowania zauważył na końcu drogi wysoki, podłużny budynek zakończony na górze strzelistym dachem i wieżą.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy