Upiór w operze- ROZDZIAŁ 41

Autor: naina93

ROZDZIAŁ 41
Małgorzata wsiadła do łodzi razem ze starcem. Przepłynęli jezioro. Gdy dobili do brzegu, kobieta wysiadła.
- Ja tu zostanę i poczekam.
Pani Lovemour skinęła głową i poszła szukać Lamorte'a. Znalazła go dopiero w trumnie. Wszędzie unosił się zapach stęchlizny.
- Mój Boże! Panie Eryku? Żyje pan?
- Laura?- spytał mężczyzna cichym głosem.
- Nie, to nie Laura. To ja, Małgorzata, jej mama.
Lamorte podniósł się z trudem.
- Co... co pani tu robi?
- Przyszłam ratować córkę.
- Jak to ratować? Tutaj?
- Jest jej pan potrzebny. Od waszego rozstania nie wyszła z łóżka, nie chce jeść ani pić, bardzo schudła. Ona usycha. Usycha z miłości.
- Z miłości? Do mnie?
- Tak. Proszę jej pomóc. Jeśli tak dalej pójdzie, odwodni się i zabiorą ją do szpitala.
- A więc ona mnie kocha!
- Tak, kocha pana i potrzebuje! Proszę...
- Ale ona nie chce mnie znać.
- I pan w to uwierzył? Była zła, a teraz nie chcę się przyznać nawet przed samą sobą, że jest pan dla niej ważny i niezbędny do życia. Kocha ją pan?
- Całym sercem!
- To proszę o nią walczyć! Zaklinam pana, niech ją pan ratuje!
Eryk momentalnie odzyskał siły i wyskoczył z trumny. Też był w opłakanym stanie. Szybko jednak doprowadził się do ładu i wybiegł z sypialni. Chwilę później cała trójka płynęła łodzią.
Laura usłyszała pukanie do drzwi.
- Nie ma mnie. Daj mi spokój!- powiedziała dziewczyna i zakryła się kołdrą.
Drzwi się otworzyły. Do pokoju wszedł Lamorte.
- Przecież mówiłam, że...
- Lauro...
Lovemour natychmiast wyjrzała spod kołdry.
- Eryk? Czego pan tu chce?
- Twoja mama mnie przyprowadziła. Mówiła, że jest z panią źle.
- Odejdź.
- Lauro...
- Odejdź.
Dziewczyna nie miała dość siły by się podnieść lub krzyknąć. Eryk podbiegł do łóżka i klękną przy nim, złapał Laurę za rękę.
- Nie wyjdę, dopóki czegoś nie zjesz. Widziałaś się ostatnio w lustrze? Powoli zaczynasz wyglądać jak ja, a to bardzo źle.
- Po co pan tu przyszedł?
- Jak to po co? Przecież nie zostawia się tych, których się kocha, prawda?
Laura spojrzała na mężczyznę zaskoczona.
- Śledził mnie pan?
- Obiecałem twojemu ojcu, że będę cię strzec. Nie mogłem złamać tej obietnicy tylko dlatego, że mnie odrzuciłaś. A skoro nie zostawia się tych, których się kocha, to dlaczego ty mnie zostawiłaś?
- Ja wcale pana nie...
- Nie sil się na ton mówiący, że ci nie zależy. Oboje doskonale wiemy, że jest inaczej.
- Niby skąd pan to może wiedzieć?
- Gdyby ci nie zależało, nie leżałabyś tu teraz ledwo żywa. Wiem wszystko...
- Wszystko? A czy wie pan, że przez pana przepłakałam te wszystkie noce? Czy wie pan, że straciłam chęć do życia? Czy wie pan, że przez pana znienawidziłam muzykę?
Jak to znienawidziła muzykę? Eryk nie mógł w to uwierzyć.
- Tak! Obwiniałam ją za wszystkie tragedie w życiu, zabrała mi jedynych mężczyzn, których kochałam! W końcu każda nuta, każdy dźwięk kojarzył mi się ze wszystkim co najgorsze, ze śmiercią! Czy pan to wiedział? Nie sądzę. Nie wie pan wszystkiego!

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy