Walizka Mamusi

Autor: lordziknedzik

Jest to krótkie opowiadanie z uśmiechem :) więcej na http://lordziknedzik.ownlog.com/

 

Walizka Mamusi

Zaczęło się od tego, że Mamusia zgubiła swoją walizkę, kiedy wracała do domu z dworca. Nie żeby miała w niej coś wartościowego, bo pakowała się w pośpiechu i ostatnią rzeczą, jaka mogła przyjść jej do głowy, było spakowanie czegoś więcej niż kosmetyków i jednej pary bielizny na zmianę. Jednak utracenie tej wiekowej walizy, zakupionej, albo cudem zdobytej, jeszcze za czasów PRL stanowiło dla Mamusi osobistą tragedię. 
 Winę za całe zdarzenie zwaliła oczywiście na mnie i na mojego brata Piotrka, bo jakże by inaczej. W końcu to przez nas, a konkretnie przez niego, bo dostał pałę z klasówki z matematyki, zaczęła się cała awantura, przez którą Mamusia postanowiła się wyprowadzić do Tajwanu. Spakowała, więc swoje rzeczy, zapominając o dokumentach, portfelu, pieniądzach oraz o tysiącu drobiazgów potrzebnych w trakcie takiej wyprawy i wybiegła z domu.
 Wróciła po niespełna godzinie, trzasnęła drzwiami i poszła do kuchni zrobić sobie herbatę.
 - Mamusia już wróciła z Tajwanu? – Spytał Piotruś, jakby nigdy nic smarując sobie kanapkę masłem. – A ładną Mamusia pogodę miała?
 - Co mi z Tajwanem i pogodą! Nie dość, że mam wyrodnych synów i nieznośną córkę, to jeszcze żyję w kraju pełnym złodziei! Nic tylko bandyci, nieuki i policja na ulicach.
 - Co się stało? – Piotruś, niezrażony ewidentnym załamaniem psychicznym mamusi włożył sobie do ust pół kanapki naraz i zaczął przeżuwać, mlaskając. Najwyraźniej mojej rodzicielce to nie przeszkadzało, albo tego nie zauważyła, zajęta nowym wybuchem rozpaczy.
 - A co się mogło stać, baranie!
 - No nie wiem. – Mój braciszek wzruszył ramionami. – Napadli Mamusię? Pobili, zgwałcili? Ktoś Mamusię zamordował?
 - Gorzej!
 - Gorzej? – Piotruś skonsternowany podrapał się po głowie.
 - Zostałam okradziona! Na dworcu PKP ktoś mi ukradł walizkę! Zabrali mi wszystko, co w niej miałam!
 - Nie było tego, aż tak bardzo dużo Mamusiu, bo raczej nie spakowała Mamusia zbyt wiele, zajęta wyjazdem do Tajwanu. A właśnie, udał się? – Powiedziałem wchodząc właśnie na scenę wydarzeń, które miały mieć ogromny wpływ na resztę dziejów mojej rodziny. Zamierzałem właśnie spytać, czy naprawdę chciała podróż do Tajwanu rozpocząć od dworca PKP w Pabianicach, ale nie zdążyłem.
 - Aż cię palne, cymbale jeden, na własnej piersi wychowany krwiopijco, pijawko, wampirze ty! – Wrzasnęła Mamusia, w międzyczasie robiąc sobie herbatę. – Przecież mówię, że wszystko!
 Powoli z krzyków i lamentów wyłonił się obraz zdarzenia. Po dotarciu na dworzec i sprawdzeniu, że żaden pociąg nie odchodzi tego dnia do Tajwanu, Mamusia poszła do toalety, bo wychodząc z domu nie zdążyła. Walizkę pozostawiła na środku korytarza, tak żeby przypadkiem nikt jej nie przeoczył. Gdy wróciła po jakiś dwóch minutach, już jej nie było. Mamusia podniosła raban i zwrzeszczała wszystkich, łącznie z ludźmi, którzy weszli po zdarzeniu.
 Oczywiście poinformowaliśmy policję i szukaliśmy wszędzie gdzie się dało, ale naturalnie walizki nie znaleźliśmy. Przepadła. Mamusia wyła po niej, jak po członku rodziny, przeklinając złodziei aż do siódmego pokolenia wstecz i do przodku, ale nic to nie dało. Walizki nie było.
 Łatwo, więc wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy dokładnie trzeciego dnia od zniknięcia, nasza zguba pojawiła się niespodziewanie przed drzwiami. Ktoś zadzwonił, a zanim zdążyłem otworzyć, Mamusia była zajęta lamentowaniem, a Piotruś siedział w swoim pokoju i udawał, że się uczy, tajemniczy dobroczyńca zniknął. 
 Gdy wyszedłem na korytarz i zobaczyłem wielkie, skórzane pudło, bez kółek i z jednym naderwanym uchwytem, natychmiast poszedłem po rodzicielkę. 
 - Mamusiu, ktoś do ciebie. – Powiedziałem łagodnie, zwarzywszy na jej ciężki stan psychiczny. Odkąd wróciła z Tajwanu była płaczliwa i rozdrażnion

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy