Walizka Mamusi

Autor: lordziknedzik
le również pieniądze do jego portfela, uczepił się tej myśli.
 - No właśnie, musisz się pozbyć trupa, bo inaczej jak tu przyjdą, to będą wiedzieli, że ty go zabiłaś. – Powiedział. 
 - Kto tu przyjdzie? – Spytała Mamusia.
 - Policja, a kto inny? Przyjdą tu, zobaczą pana Prezydenta i będą wiedzieli, że to… twoja… hmmm robota. 
 - Ale przecież nie ja go zabiłam. – Moja rodzicielka próbowała się bronić, niczym skromny bohater, który nie chce się przyznać do uratowania dziecka z pożaru. Poczułem się dumny ze swojej Mamusi, była taka skromna. Ale rozmach w nowym hobby miała, to jej trzeba było przyznać.
 - Niech to Mamusia powie tym panom, którzy tu przyjdą. – Stwierdził ironicznie Piotruś. – Zwłaszcza, że ma Mamusia trupa w tym pudle, i pewnie siedzi tam od Tajwanu. 
 - Tylko, że ja zgubiłam walizkę jak wyjeżdżałam! – Wycie Mamusi przeszło w rozpaczliwy jęk. – Mówiłam wam o tym.
 - Mówi Mamusia, że nie zabiła pana Prezydenta i nie wsadziła go do walizki? – Zdziwiłem się.
 - Przecież od początku powtarzam, że nie! 
 - Może sam wlazł, jak już Mamusia z nim skończyła? - Zasugerował Piotruś.
 - Tylko, że ja nikogo nie zabijałam, ile razy mam ci powtarzać, cymbale jeden? – Warknęła moja Rodzicielka, kochana i poświęcająca się swojemu nowemu hobby, czy wspominałem, że inaczej o niej nie będę już mówił? Spojrzała na Piotrusia, jakby naprawdę chciała go zamordować od razu, albo umieścić na liście zaraz za Babcią.
 Tymczasem Babcia, wykorzystując sytuację wrzasnęła:
 - Krzesłem go! Albo do wanny i utopić!
 - Cisza! – Krzyknął Jemioła. – Uspokójcie się wszyscy. Nie zabiłaś pana prezydenta, tak? – Upewnił się.
 - Nie.
 - W pełni się z Mamusią zgadzam. – Poparł ją Piotruś. – Sam wlazł do walizki i popełnił samobójstwo. Widziałem na własne oczy, albo Mamusia mi opowiadała, jak mówiła o wycieczce do Tajwanu. Inaczej nie było. Mamusia jest niewinna, ona tylko mu użyczyła walizki, bo nie miał trumny pod ręką. 
 - Słuchajcie, on tak nie może tam zostać. – Powiedział Jemioła, już spokojnie.
 - A co, myślisz, że mu niewygodnie? – Zdziwiłem się.
 - Może mu jednak te skarpetki wepchnąć, będzie miękko i przytulnie. Jak chce Mamusia, to mam w szafie parę grubych, na zimę. Mogę pożyczyć. – Zaoferował się Piotruś. 
 - Nie to miałem na myśli. – Wyjaśnił Jemioła. – Musimy się pozbyć ciała z domu, i to tak, żeby nikt nie widział.
 Po raz pierwszy odkąd znaleźliśmy pana Prezydenta, zapadło milczenie.

 - Jak chcesz to zrobić? – Spytała Babcia, szczęśliwa, że temat wpakowania jej do walizki zszedł na drugi plan.
 - No… o tym jeszcze nie pomyślałem. – Przyznał Pasożyt. 
 - Skoro Mamusia mówi, że to nie jej trup pana Prezydenta, to może oddamy go prawowitym właścicielom? – Zasugerowałem.
 - Ksiundz mówi, że tak należy robić, jak się coś znajdzie i to nie jest nasze. Oddać i nie chcieć pieniędzy – Babcia zacytowała mądrości dobrodzieja. 
 - Popieram. – Powiedział Piotruś. – Jemioła idź po samochód jedziemy do Warszawy. Oddamy pana Prezydenta i po sprawie.
 - Zwariowałeś? Przecież nas złapią i powiedzą, że to my go ubiliśmy. – Pasożyt odrzucił ten pomysł. W sumie się mu nie dziwiłem za bardzo. 
 - Ale Ksiundz mówi, że trzeba… - Mój braciszek próbował obronić swoją propozycję, powołując się na autorytet kościoła, ale przerwałem mu w pół słowa.
 - Tylko, że skąd wiesz, że on do warszawiaków należał? Sam zresztą mówiłeś, że ich nie lubisz, to chcesz im jeszcze pana Prezydenta dawać w prezencie? Do reszty ci na łeb padło?
 - Ale jak nie do warszawiaków, to do kogo on może należeć? Nie jest podpisany. – Odparł Piotruś, trochę zbity z tropu. – Skąd Mamusia go wzięła, jak jechała do Tajwanu?
 - Z nikąd, sam przyszedł. – Odbur

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy