Widok Miasta [Fragment 1]

Autor: bobx46

Gdzieś  w  głębi, po lewej stronie, niedaleko od kontuaru znajdowały się ledwo widoczne schody.

- Tędy – prowadził.

Schody  były  nowe, pachniały  świeżym drewnem i zdawało się, że nikt wcześniej po nich nie stąpał; ich wąska przestrzeń ograniczała ruchy.

Szliśmy  na górę; mały człowiek przyświecał nam drogę grubą, masywną świecą; byłem  sam ze swoimi  myślami, zauroczony,  z  sercem  przepełnionym  miłością, urzeczony  widokiem  Dziewczyny (kim była?). Dziewczyna  wydawała  mi  się ideałem. Piękna, tajemnicza, o oczach niczym zwierciadła (jej duszy?), poprzez, które,  miałem   wrażenie, że  ją  poznałem. Ale  zdawałem  sobie  też  sprawę  z tego, że marzenia  mogą tak szybko zawładnąć wyobraźnią, okiełznać ją i wywrócić do góry  nogami. A  jednak  dalej  wracałem  myślami do młodej kobiety.  Byłem  pewny, że  zobaczyłem   ją  po raz  pierwszy  w  życiu. A  jednak  prześladowało  mnie  jakieś irracjonalne (zagadkowe?) wspomnienie: już się gdzieś spotkaliśmy…

- Jesteśmy – rzucił  towarzyszący  mi mężczyzna, przerywając moje myśli.

Otworzył drzwi i wskazał:

- To tu!

- Dziękuję – powiedziałem, biorąc z jego drżącej - wydawało się w półmroku – ręki klucz.

Wszedłem i zamknąłem za sobą drzwi.

W ciemności znalazłem świece: zabłysło światło.

W pokoju  było  chłodno. Przy wygasłym  palenisku  kominka znalazłem   zapasy  dębowych i  sosnowych  bali;  roznieciłem  ogień  i  zaraz  zrobiło  się  trochę cieplej. Następnie podszedłem do okna i wyjrzałem  przez nie – Miasto - cudowny widok  w  ciemności. Ogniki  świateł  drgały w wesoły  takt melodii   zgodnej  z moim  stanem  ducha. Długo, zafascynowany, wpatrywałem się w ten nocny pejzaż.  Potem odwróciłem  się  i  podszedłem  z  kolei  do  łóżka, zrzuciłem   ubranie i znalazłem się w jego przyjemnie miękkim cieple.

Przed snem wróciłem do początku swojej podróży.

Pod   wpływem   splotu   niespodziewanych  wydarzeń, o których  w  tym  miejscu  nie  będę  wspominał (bo po prostu tamtej nocy ich nie pamiętałem), zbliżając się do magicznych lat  osiemnastu, zostawiłem  wszystko, by poznać to, co obce było  dotychczas  w  moim  krótkim życiu. Czułem, że poprzez to  zrozumiem  również  samego siebie, uporam się z tym, co mnie prześladowało.

Chciałem   odkryć   inny, odległy   świat: deszcze  i śniegi, morza i lądy, mroczną  głębię  jezior,  rwące  rzeki, góry  i doliny,  uspokajającą    zieleń   drzew, szum  wiatru  na  rozstaju   dróg, złociste  łany  zbóż.  Pragnąłem  ujrzeć inne, piękniejsze zwierzęta, inne gwiazdy, inny błękit nieba, inny odcień zieleni, innych  ludzi. Chciałem  zobaczyć  słońce  z  innej perspektywy, inną  drogę  księżyca, ptaki,  które  latały   wyżej i dalej; dotknąć  innej  barwy  szarości, słowem, inność – to tak niewiele i aż tyle.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy