wiejskie pamiętniki - wspomnienie zimy

Autor: VINONA12

 Dlaczego z tak  wielką chęcią kocham jeździć na wioskę , nawet zimą ?

Powiedzieć , że jest tam cudownie , to powiedziesz za mało. Tam życie płynie inaczej , powietrze jest czyste , rześkie niekiedy lodowate. Tylko tam mogę błogo wylegiwać się w łóżku , bo wiem , że nigdzie nie muszę się zrywać . Nasz domek jest mały , ma tylko kuchnię i niewielki  przytulny pokoik. Mieszczą się w nim tylko dwie współczesne kanapy, stary  okrągły dębowy stół , poczerniały ze starości i opanowany przez bandę korników; całość otaczają cztery wiekowe krzesła z  oparciami zdobionymi motywem polnych kwiatów. Na jednaj ze ścian stoi lakierowana peerelowska szafa zdobyta szturmem przez moich rodziców  w jednej z kolejkowej  nocnej akcji  pod sklepem meblowym. Obok mała biedronkowa komoda  z szufladami na podręczne drobiazgi, między nie triumfalnie wciśnięta biała skrzynia z metalowymi okuciami bezwzględnie   zdekuparzowana  wielkim łowickim wzorem i zalakierowana na amen werniksem. Całości  tej scenerii  dopełnia jasna tapeta w kwiatowe wzory , z kilkoma fotografiami  moich dziadków, lampą naftową przy drzwiach , mnóstwem książek na każdej możliwej półce, oraz toną kolorowych poduszek  i narzut w folkowych kolorach. Za to ciemną sosnową podłogę pokrywa kolorowy chodnik , po którym uwielbiam chodzić bosymi stopami. Kuchnia wygląda niewiele lepiej , ale to mój własny neo mieszczańsko – wiejski styl. Sczerniałe  i  gdzieniegdzie spróchniałe ze starości deski , z nielicznymi  otworami   zrobionymi przez  gryzonie , są kontrastem dla białego sufitu. Niewielkie pomieszczenie rozświetla małe okno, wychodzące wprost na mały kwiatowy  ogródek , latem opanowany przez pomarańczowo – żółte lilie  i kilka kęp innych kwiatów nieznanego mi pochodzenia. Okienko  okala  zazdrostka z motywem ziół , a na drewnianym parapecie z odpadającą farbą  , dzielnie prężą się wazony z suszonymi jesiennymi trawami ,  oraz kompozycje stworzone przeze mnie z kory , żołędzi , ptasich piór i pachnących  zielonych sosnowych szyszek. Pod oknem na krzywych nóżkach chybocze się mała komódka z lat dwudziestych , którą cudem  uratowałam przed zniszczeniem . Chowam tam moje skarby: farby , bloki i akcesoria do szkicowania. Na górze  komody stoi mój ukochany czajnik , dwie przezroczyste  szklanki , kubek ,  oraz filiżanka do kawy. W małych brązowych kamionkowych słoiczkach tłoczą się diamentowo lśniący cukier , ciemna granulowana  herbata , oraz mała puszka z  aromatyczną włoską kawą. Obok stoi pamiętający lepsze czasy stół wykonany z płyt wiórowych , przykryty dla uratowania całego efektu ceratowym obrusem  w aromatyczne truskawki. Jednak kącik  jadalny ma też swoje plusy , dwa wygodne szerokie krzesła  , oraz ławkę z miękkim oparciem na , której można przyjemnie  zjeść śniadanie,  lub przeczytać książkę. Naprzeciw stołu pod ścianą stoi wielkie białe  drewniane łoże , swojego czasu posiadające jeszcze słomiany siennik , otulone kilkoma haftowanymi poduszkami i grubą narzutą w niebiesko- zielone pasy. Nad całością czuwa ozdobna  płócienna malowana kapa   z dwoma aniołami , przypięta do ściany ,namalowana jeszcze w czasach przedwojennych przez lokalnego rzemieślnika.  Na króciutkiej  ścianie nad łóżkiem, na straży zawsze odmierza  nieubłagalnie czas,  późniejsza wersja   nakręcanego wahadłowego zegara w ciemnej drewniano – plastikowej obudowie.  Niestety przedwojenny oryginał  zosta

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy