Wyścig z czasem

Autor: go24
aż bardzo jej się ta wizyta nie podobała. - Nie kłopocz się, lepiej siedź tu i zabawiaj mnie rozmową – uśmiechnął się szeroko pokazując wszystkie zęby. Po plecach przebiegły jej ciarki. W wyrazie jego twarzy był jakiś dziwny chłód, coś przerażającego. Starał się jednak zachować zimną krew. Wiedziała, że musi się odpowiednio zachowywać, żeby nie stracić posady. Jeżeli by coś się działo, to wystarczy krzyknąć. Korytarz kamienicy cały czas patrolowany jest przez ochroniarza. Usiadła w fotelu naprzeciw profesora. Ten nadal się durno uśmiechał. Nie miała pomysłu o czym może z nim porozmawiać. - Długo pan profesor zna panią Zagrzelną? – nie odpowiedział, siedział bez ruchu z tym swoim durnym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy – Czy jest pan może spokrewniony ze starszą panią? – znowu nic. Nie miała pomysłu o co jeszcze może zapytać. Na szczęście z opresji wybawiła ją pracodawczyni. Z sypialni dobiegały odgłosy krzątaniny, kobieta musiała już obudzić się. Marta miała już wstać i iść do staruszki, ale poczuła na kolanie zimną dłoń, jakby ktoś położył na nim połać mięsa prosto z lodówki. W gardle zrodził jej się krzyk. Odwróciła się, żeby zaoponować, zanim wybuchnie. Mężczyzna pochylał się nad nią, nie miał na oczach już swoich okularów. Spojrzała mu w oczy, to co w nich zobaczyła sprawiło, że opuściły ją wszystkie siły. Poczuła się bardzo słaba, zamknęła oczy i osunęła się na podłogę. Mężczyzna wstał i wolnym krokiem poszedł do pokoju staruszki. Zajrzał do środka. Tak jak się spodziewał, starsza pani smacznie sobie spała. Chwilę wcześniej posłużył się jedynie sztuczką, żeby odwrócić uwagę dziewczyny. Spojrzał przez ramię. Przed fotelem leżało malutkie skurczone ciałko w za dużych ubraniach. Twarz zakryta była siwymi lokami. Uśmiechnął się dumny z siebie i poszedł zająć się staruszką. xxx - A co do twojego współlokatora to ja siedziałem za kierownicą, dlatego uznano, że kierowca uciekł. Auto spłonęło, a ja się z niego ulotniłem – kelner siedział zadowolony z siebie. Sięgnął po paczkę papierosów, ale Rafał był szybszy. Schwycił je wyjął jednego, a resztę pomiął i rzucił na ziemię. - Po co mi to mówisz? - Od pewnego czasu zastanawiałeś się co jest grane. Teraz wiesz. O pozostałych osobach nie będę opowiadał, nie ma to znaczenia – spojrzał na resztki pudełka papierosów, może gdyby nie były w miękkiej paczce to by przetrwały. Tak nie miały szans. Spojrzał na ostatnią rurkę tytoniu, którą jego rozmówca trzymał w dłoni – Oddaj mi tego papierosa. Nie trzeba być złośliwym, fajki to jedyna przyjemność jaką odczuwam. - To nie poczujesz tym razem. Powiedz mi czemu to mnie dotyczy? – zacisnął rękę na papierosie. Nie zdołał jednak się zorientować kiedy kelner wstał i wyciągnął mu go z dłoni. - Nie ładnie. Nie lubię jak ktoś zabiera mi papierosy – stał już za fotelem z odpalonym papierosem w ustach – Nie byłeś zbyt grzeczny, ale i tak muszę powiedzieć ci coś jeszcze. Jesteś zbyt istotny dla mnie, nikt nie może się za bardzo do ciebie zbliżyć. Każdego twojego przyjaciela będę zabijał. Nawet nie będziesz wiedział kiedy. - Ale Czarszewski i Zagrzelna nie byli moimi przyjaciółmi. - Potrzebowałem przebrania za pomocą, którego podejdę do ciebie i tej małej. Co do starej baby to wyświadczyłem przysługę kostusze, wiesz czasami sobie pomagamy – zaśmiał się głośno ze swojego dowcipu – Żegnam – Zanim Rafał zdążył zareagować, już go niebyło. Rozpłynął się w powietrzu. Chłopak rozejrzał się, ale nikt zdawał się tego nie zauważyć. Wstał i podszedł do baru, żeby zapłacić. Jeszcze zanim zdąrzył się odezwać zorientował się, że coś jest nie tak. Cały personel był poruszony, kelnerka płakała, barman biegał z telefonem, a kucharz coś gorączkowo tłumaczył jakimś ludziom. Domyślił się, szybko, że pewnie znaleźli ciało tego biednego chłopaka. Najlepszym pomysłem na jaki wpadł było ulotnienie się. Nikt i tak nie będzie miał głowy, żeby go skasować, a po przyjeździe policji, b

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy