Wyścig z czasem

Autor: go24
ędzie miał tylko problemy. Bezszelestnie wysunął się z lokalu i wolnym krokiem poszedł w stronę starówki. Za plecami słyszał jeszcze dźwięki podjeżdżających radiowozów i karetki. xxx W nocy obudził się cały zlany potem, znowu śnił mu się ten sam koszmar, który nawiedzał go od kiedy pamiętał. Jako mały chłopiec stoi w płonącym budynku, ma jakieś trzy, może cztery lata. Nie jest sam, jest tam więcej dzieci, około dziesięciu w różnym wieku, ale wszystkie są małe. Niektóre osoby rozpoznaje, chociaż nie wie jak się nazywają. Jest z nimi jakaś kobieta, ale ona tylko płacze. On, jeszcze jeden chłopiec i dziewczynka są spokojni. Reszta strasznie panikuje. Wtedy do sali wchodzi strażak, jednak zamiast ratować, łapie każde z dzieci i wrzuca je w ogień. Wszędzie słychać przerażające krzyki i płacz. Kobieta rzuca się na mężczyznę, ten ją uderza w twarz. Siła ciosu odpycha ją w stronę okna, wypada z niego. Strażak podchodzi do niego, ale nie jest w stanie go podnieść. Stara się zaatakować pozostałą dwójkę, ale oni go pokonują. Rozrywają ciało strażaka na strzępy i rzucają w ogień. Miażdżą kości w malutkich rączkach. Niedługo po mężczyźnie pozostaje jedynie plama krwi. Mały Rafałem nie rusza się nadal, zamyka oczy i silno ściska piąstki. Pożar zaczyna wygasać. Kiedy jest już bezpiecznie, nie ma ognia, jedynie dym i zwęglone małe ciałka, do Sali wchodzi jakaś mroczna postać. Chłopiec widzi w nim demona, postać pokryta jest zwisającą szatą. Podchodzi do dzieci. Bierze za ręce chłopca i dziewczynkę. Rafał zostaje sam. Postać odchodzi z dwoma dzieciakami, ale przy samych drzwiach spogląda na Rafała. W tej chwili chłopak się budzi. Sen jest zawsze taki sam. Nic się nigdy nie zmienia. Poszedł do kuchni po szklankę wody. Usiadł przy stole i zaczął zastanawiać się nad rozmową z tym dziwnym kolesiem. Popatrzył na swój zegarek, jak on to zrobił? Dotknął tarczy, ale nic się nie wydarzyło. Przecież to co ten gość gadał było całkiem bez sensu. Jak ktoś może mieć wpływ na starzenie się, czy odmładzanie ludzi, albo rzeczy. Może to, że tak bardzo chciał w coś wierzyć, żeby wyjaśnić ostatnie wydarzenia nakazywało mu brać pod uwagę ewentualną prawdziwość tej opowieści. Ale jeżeli to był tylko głupi żart to skąd się tam wziął Czarszewski? Co do kelnera nie miał pewności, ale profesor na pewno nie żył. Dobra, przyjmując, że wszystko jest prawdą, to czemu on jest taki istotny? Czemu on nie może mieć przyjaciół? Rozmowa nie dała pożądanych odpowiedzi, a jedynie przysporzyła pytań. Przez głowę przeszła mu myśl, że nie może mieć przyjaciół, bo ten dziwak boi się, że odnajdzie tą dwójkę dzieci ze swojego snu. Przez chwilę zastanawiał się czy to możliwe, czy ten koszmar jest w jakiś sposób powiązany z tą całą sytuacją.Uśmiechnął się na myśl tak głupią, ale ziarno nadziei zostało zasiane. Nie chciał tego głośno przyznać przed sobą, ale w głębi duszy wierzył, że to może mieć coś wspólnego z wyjaśnieniem zagadki. Z pokoju dobiegała cicho jakaś melodyjka. Początkowo nie zwracał na nią uwagi, ale po chwili rozpoznał utwór „Yesterday” zespołu The Beatles. Utwór jaki ustawił na dzwonek swojej komórki. Rzucił się, żeby odebrać. Telefon w nocy nie oznaczał nic dobrego, tym bardziej musiał go odebrać za wszelką cenę. Podniósł aparat, dzwonił numer prywatny. - Halo? - Odnajdź naszego brata – dobiegł go ściszony, prawie szepcący głos kobiecy, nie znał go - To chyba pomyłka, nie mam brata – To się nazywa szczęście w nieszczęściu. Odbierasz telefon pewny, że dowiesz się o jakieś tragedii, a tu pomyłka – siostry też nie – starał się mówić możliwie na luzie i zawadiacko. - Mamy brata Rafale, odnajdź go zanim będzie za późno. Ty musisz do niego dotrzeć pierwszy. - Kim jesteś? – ale odpowiedzi na to pytanie się już nie doczekał. Kobieta się rozłączyła. O co jej mogło chodzić, jakiego brata. Chyba, że wizja z koszmaru była choć w części prawdziwa i dwoje tych dzieci z nim to było jego rodzeństwo. Ale jeżeli tak to czemu ich

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy