Wyścig z czasem

Autor: go24
raszam – chciał spojrzeć jej w oczy, ale nie potrafił – chodzi o to… - przerwał w pół zdania, nie wiedział co mógł jej powiedzieć – Ostatnio się trochę pogubiłem. Działy się dziwne rzeczy. Nie chciałem robić ci przykrości. - Chcesz o czymś porozmawiać? Coś cię gnębi? – matka zdawała się już nie pamiętać o zajściu sprzed chwili, wytarła łzy i wyglądało to jakby z nimi zniknął problem – Mi możesz powiedzieć. Rafał wyjrzał przez okno, widział ojca koszącego trawę wokół domu. Nie był pewien czy powinien rozmawiać z matką o ostatnich wydarzeniach. Co jeżeli ten dziwny osobnik przyjdzie po nią. Nie, nie mógł pozwolić na coś takiego. Odwrócił się od okna i podszedł do niej, pocałował ją w czoło. - Nie mogę, przykro mi, ale się nie martw. Nic takiego się nie dzieje – tak bardzo chciałby sam w to wierzyć – zostanę na kilka dni, dobrze? - Co za pytanie, jaka matka nie pozwoliłaby zostać własnemu dziecku – uśmiechnęła się i poszła do kuchni. Przed drzwiami przystanęła jeszcze na chwilę – idź zawołaj ojca, za chwilę obiad. Nawet się z nim jeszcze nie przywitałeś. – Zniknęła za drzwiami. Rafał uśmiechnął się do siebie. Było mu głupio, że doprowadził matkę do łez, ale cieszył się, że odbył tą rozmowę. Chociaż tą jedną rzecz udało mu się wyjaśnić. Wyszedł na podwórze, ojciec stał do niego tyłem. Przez ramię miał zarzucony pas od kosiarki żyłkowej, na oczach gogle chroniące oczy przed rozbryzgującą się trawą. Rafał miał do niego podejść, ale zobaczył kurę, która spokojnie dziobała sobie coś niedaleko ojca. Zastanawiał się czemu zwierzę nie ucieka, zawsze wydawało mu się, że to takie płochliwe zwierzęta. Jego rozmyślanie przerwała kosa, która bez ostrzeżenia przysunęła się do głowy kurczaka i ją ścięła. Z niedużej szyjki trysnęła krew ochlapując wszystko wokoło. Ciało ptaszyska pozbawione głowy zaczęło przerażająco gdakać z kikuta szyi i biegać po podwórku, żeby po kilku chwilach paść martwe na ziemię. Ten widok tak go zszokował, że nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Chciał wierzyć, że to był przypadek, ale wyraźnie widział, że zwierzak dziobał ściętą trawę jakiś metr od ojca, nie mogło być mowy o przypadku. Cofnął się do przedsionka i zamknął drzwi. Stał w nich chwilę oszołomiony, nie wiedział co powinien zrobić. Pierwsza spontaniczna myśl jaka mu przyszła do głowy kazała udawać, że nic nie widział, i że nic się nie stało. Odczekał chwilę i wyszedł z domu, trzasną przy tym głośno wyraźnie drzwiami, żeby zaznaczyć swoją obecność. Pomimo hałasu jaki wydawała z siebie kosiarka ojciec usłyszał trzask i się odwrócił. Miał na ustach wielki uśmiech, który na widok syna trochę zmalał. Ewidentnie zabicie kury wprawiło starego w dobry nastrój, czego nie można powiedzieć o widoku syna. - Cześć Rafałku, kiedy przyjechałeś? Matka nic nie mówiła, że będziesz – Ojciec zdjął gogle i podszedł o syna – Co masz taką kwaśną minę? A krew. Kura mi podeszła pod kosiarkę, ale to nic, jutro będzie rosół. xxx Wieczorem ojciec rozsiadł się w fotelu, rozłożył gazetę i czytał najnowsze wiadomości z polityki. Matka leżała na kanapie i rozwiązywała krzyżówki. W tle gadał coś spiker w telewizji. - Czemu nie powiedziałaś, że Rafał przyjedzie? – spytał nie odrywając oczu od gazety. Za drzwiami stał Rafał, miał wejść do pokoju, ale na dźwięk swojego imienia zatrzymał się i słuchał o czym będą rozmawiać. - Mnie też zaskoczył. Najdziwniejsze było to, że pytał czy jest adoptowany. - No i co ty na to? - Rozpłakałam się i rzuciłam mu akt urodzenia. - Biedaczka – dopiero teraz ojciec opuścił gazetę – ale nic więcej mu nie pokazywałaś? - Nie, tylko akt urodzenia. – podniosła wzrok znad krzyżówki i chwilę się zastanowiła – O nic więcej też nie pytał. Zobaczył, że jestem roztrzęsiona i nie ośmielił się, pewnie nie chciał mnie bardziej denerwować. – uśmiechnęła się i wróciła do rozwiązywania – Stolica Peru? Na cztery? – Mruczała cicho pod n

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy