Zarys opowiadania "JA I MÓJ RAK"

Autor: walkiria13

Jadę w autobusie i myślę sobie w jak cholernie dużej puszce myśli aktualnie stoję.
Na moje nieszczęście stoję bo nie ma miejsca aby usiąść. Wokół mnie dużo młodych ludzi z słuchawkami w uszach. W jednej słuchawce ostry dubstep , linia melodyczna oplata bębenek . W drugiej dobra klubowa nuta, wyczekując na weekendową imprezę. W trzeciej natomiast coś lirycznego, wchodzi do zaszklonych oczu, tak jak aktualnie u mnie. Nagle stop. Mijające w drzwiach myśli. Mężczyzna  czyta książkę co jakiś czas spoglądając w jakim położeniu się znajduje. A tu u mnie niesforny kosmyk włosów, ciągle spada mi na czoło,  którego co chwilę nerwowo odgarniam.  Szum.  Stojące obok małżeństwo walczy na ostre języki,  a  przystanków coraz mniej. Przedzieram się wzrokiem pośród męskich zwierzęcych instynktów, które czekają tylko aby spojrzeć w dekolt pewnej atrakcyjnej kobiety. Omijam kulę starszej pani  i lizaka o smaku truskawkowym w dłoni małego chłopca. Stop. Tym razem to nie przystanek. Ktoś przeszywa mnie wzrokiem, ciemnobrązowe duże oczy. I jakby starał się wejść do mojej głowy i chciałby dowiedzieć się co jest powodem moich wilgotnych oczu. Nieważne, oderwałam wzrok. Mimo tego czułam na sobie jego spojrzenie. I może zakłopotanie, a może wstyd szepnął mi do ucha, że muszę teraz wysiąść. Starałam dobić się do wyjścia.  Nagle poczułam, że za mną stoi, przemieszczał się chyba z prędkością światła.  Jakby chciał, żeby jego oddech znalazł się na mojej szyi. Ktoś mnie popycha, wypadam z drzwi.  Krok w krok idzie za mną. Zaczyna mnie  to bardzo denerwować. Lęk starannie owija moją  duszę zahaczając delikatnie o wspomnienia.  Nie bez powodu znalazłam się właśnie w tym autobusie. Pożegnanie… dokładnie w  tej samej linii , o tej samej godzinie, w ten sam dzień. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Co miesiąc ten sam rytuał, aby napiętnować się od nowa. Dla każdego jedna i ta sama codzienność, rutyna wkrada się na zmęczone twarze. A ja w tym momencie każe się za to, że pozwoliłam odejść osobie, którą kochałam ponad wszystko. Syzyfowa praca by nigdy o tobie nie zapomnieć, by nie zapomnieć o mojej winie. Metr osiemdziesiąt cztery mojego bezpieczeństwa.  Próbowałam ukrywać ból za kotarami dymu, topiąc łzy w kieliszkach wódki , tłumaczyłam sobie, że to nie moja wina. Prawda jest niestety inna.

Dość głośne myśli przerywa odgłos kroków. Właściciel brązowych oczu cały czas za mną idzie. Nie wytrzymałam odwróciłam się na pięcie.

–Dlaczego za mną  idziesz? Robisz kolejny pieprzony metr bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Po co za mną idziesz pytam… Wybacz, ale to dziwne i niepokojące, PROSZĘ PANA?

- ponieważ jest Pani smutna.

- Co ty możesz wiedzieć o moim smutku.. Nie znam Cię,  zaraz zadzwonię na policję jak się nie odwalisz..

- Proszę wybaczyć. Nie chciałem w żaden sposób pani urazić ani broń Boże wystraszyć. Przepraszam. Po prostu chciałem z Panią porozmawiać, Pani tego potrzebuje. Pani oczy mówią więcej!

 Chciał słów. Potoku słów i mojego płaczu.
Uspokoiłam się. W tonie jego głosu było coś przyciągającego. Z miną skruszonego psiaka wybąkałam pod nosem:

- Mam na imię Aniela.

-Janek.

I mimo, że chciał słów poszliśmy przed siebie, pozbawieni jakiegokolwiek języka.

I tak sobie myślę co ja w ogóle robię, idę z obcym facetem do kawiarni w dodatku nie na randkę? Kobieto zwariowałaś! Szłaś się zapisać do lekarza na kontrolną wizytę, a teraz idziesz nie wiadomo z kim i nie wiadomo po co. Opanuj się. Z resztą… Co mi szkodzi, i tak przede mną coraz mniej przystanków.

 To było coś nowego, od wielu tygodni coś cholernie nowego co oderwało mnie od ciężkiej lecz wygodnej rutyny. To był piękny wczesnojesienny dzień,  ja w moim ulubionym modnym swetrze i ON. Taki obcy ktoś zainteresował się moim mętnym spojrzeniem, nie zapomniał o  przenikającym ciało smutku. To nie tak, że nie cieszyłam się niczym. Zapach.. Zapach jesieni jest strasznie charakterystyczny, z resztą każda pora roku ma swój osobisty aromat. Gdy zbliża się jakakolwiek nowa pora najpierw poznaję ją właśnie po zapachu. Akurat moje serce skradła  jesień. Szkoda, że człowiek w zaledwie kilka sekund przyzwyczaja się. Ta mała chwila daje mi radość.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy