Zasłona esej

Autor: Grzegorz
* * * „Opowiadają tu, że wygrałeś dwukrotnie bitwy i podobno zostałeś zabity. Napisz mi proszę cię usilnie, ile w tym prawdy? Chyba wiesz dobrze, jak zmartwiłaby mnie Twoja śmierć” To jest fragment listu Izaaka Newtona do zaprzyjaźnionego z nim generała. Ciekawe, co odpisał generał, który być może zginął. W końcu wojna nie igraszka. Ale rzecz w tym, że dawniej pisano listy. Weźmy takie Listy do matki Juliusza Słowackiego. Wszystko się z nich dowiemy o Juliuszu, o czasach w których przyszło mu żyć i o nas samych czytających te listy. A teraz co? Dwa urwane zdania mają przekazać wszystko? „Cześć, wszystko OK. Tu-ja.” To jest bełkot, a nie rozmowa. I zawęża się krąg ludzi rozumiejących symbole, znaki i mity kulturowe. A one zawarte są w książkach nieprzemijających, w muzyce i w sztuce. I nagle wszystko przekreślono. Zaczynamy od nowa. „A chodząc za marnością marnymi się stali” * * * Nie wrócą dawne czasy, bo wrócić nie mogą. Ale nikt nie odczyta naszych listów, bo ich po prostu nie piszemy. Krążą te krótkie zdania gdzieś w wirtualnej przestrzeni internetowo-SMSowej i giną. Nigdy nie pożółkną, nigdy ich nikt nie znajdzie w kufrze na strychu, bo kufrów już nie ma i strychów nie ma. Nic nie ma. „Nie strasz śmiercią bo po co za oknami bór pachnie żywicą pszczoły z pasiek się złocą” * * * A propos Juliusza. Właśnie pisze poemat o Anhelim, o Syberii. Nigdy tam nie był, i nie będzie, więc zmyśla. Tworzy swoje poetyckie wizje. Ale my już wszystko wiemy. Wszystko rozumiemy. W jednej z gazet zdjęcie z Syberii. Mały drewniany kościół. Chrystus powieszony na ścianie. Nie ma krzyża. Bo Syberia to jeden wielki krzyż. I te drzewa, ścinane w 40 stopniowym mrozie, które posłużyły jako ściany kościółka to krzyż. To symbol. I patrzymy na to zdjęcie i rozumiemy wszystko. Jeszcze rozumiemy. Ale ci co już idą za nami nie rozumieją tych znaków, tych symboli, tych ukrytych znaczeń. Ogłuszył ich wrzask Mc Świata, który jest kolorową pustką. * * * To zatruwa powoli. Kropla po kropli. A potem już trzeba wejść w świat kłamstwa. Potrzebne są wtedy namiastki. I trzeba odurzać się do nieprzytomności by zapomnieć. Ale przecież i tak będzie jak ma być. Pisze przecież Twardowski: „Mój Boże po co się wtrącałem w to co zrobisz lepiej ode mnie” Nie dasz przecież by mały głupi szatanek zatriumfował w świecie, który jest dobry. Jemu udać się nie może, bo głupi on. Tyle że przebiegły a przynajmniej tak mu się wydaje. * * * Ale o czym ta książka właściwie jest? Myślę że czytelnik wie lepiej niż piszący. * * * Odczytamy teraz słowa anonimowego mężczyzny, który dzwoni na centralę. Jest 11 września 2001 roku. Nowy Jork. Tę rozmowę nagrano, i teraz po latach opublikowano: Mężczyzna: Słuchajcie, mamy tu dziesiątki ciał. Ludzie po prostu skaczą ze szczytu budynku. Jestem przed północną wieżą WTC. Dyżurna: Proszę pana, mówi pan, że co skacze z budynków? Mężczyzna: Ludzie. Ciała po prostu lecą z nieba. Dyżurna: Zrozumiałam. * * * Patrzyliście żołnierze polscy z katyńskiego pomnika na te lecące ciała. Patrzyliście. A kiedy uderzały o ziemię, to On już czekał na nich, tak jak na was na zielonych łąkach raju. * * * „Oczyść Panie moje oczy Niechaj patrzą czysto… Zniewolony nienawiścią i gniewem Na wszystkich i siebie. Mistrz pokusy Świata tego książę, Miotający się w granicach czasu, Który mu się kurczy. I choć skazany na nicość- Śpieszy się, oj śpieszy By zdążyć donikąd” Janusz Kobierski Jemu czas się skończy, a my go dostaniemy na wieczność całą. I wtedy wszystko zrozumiemy. Zrozumiemy dlaczego oni lecieli na ziemię niczym martwe ptaki, i dlaczego ci żołnierze zostali w tym lasku katyńskim. * * * Bo książka, którą czytasz to taki pleciony dywan, i to z drugiej strony. Poplątane to wszystko, te kolorowe nitki, ale przecież jest druga strona. I każdy wątek ma cel, ma

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy