Zasłona esej

Autor: Grzegorz
ty grób. Spędził noc przy grobie Chrystusa w Jerozolimie. A w Egipcie widział grób faraona. Faraon wysuszony czekał. Nie wiadomo na co. Może liczył, że go znów złożą i zacznie panować. Ale wracając do Litwinów, którzy chcieli zniszczyć Juliusza. Otóż tak. Wyzwali go na pojedynek. Juliusz był gotów strzelać się, jednakże jego przeciwnik stchórzył. Ale gdyby nie stchórzył, i gdyby był dobrym strzelcem, to co wtedy? Może Juliusz niczym Aleksander Puszkin zginąłby w pojedynku. Historia Polski według Juliusza pod tytułem „Król-Duch” nie powstałaby. Ale stało się inaczej. Tak jak się stać miało. * * * Moryc Welt, Maks Baum i Karol Borowiecki przybyli do dworku. Opowiadać zaczęli jak w mieście Łodzi zamierzają zbudować wielką fabrykę. Chcą rozpocząć nowe dzieje. Kapitalizm. * * * „Na powieść moją smutną człowiek czeka, A mnie odleciał anioł, który stwarza, I muszę przestać strofy, które ludzi Łamaną sztuką bawi – a mnie nudzi”. Słowacki Raz jesteśmy w dworku, raz w Będzinie, raz gdzieś w Europie, potem wchodzimy do książki, do filmu, do obrazu. Łamańce straszne, poplątane to wszystko. Ale przecież czytelnik łapie idee. Bo takie jest życie. Zwłaszcza teraz. Zewsząd atakują obrazy i krzyczą wybierz mnie. Jestem najlepszy, zobaczysz super film wybierz mnie zobaczyć najlepsze dokumenty, słuchaj naszej stacji, tu są same przeboje. I należy wszystko zobaczyć i należy wszystkiego wysłuchać. A najlepiej oglądać, słuchać i czytać jednocześnie. To jest życie, nie to co dawniej. Weźmy taki dworek Marcina albo każdy inny dworek. Zegar bije co godzinę, niby czas odmierza. Ale to złudne, tam czas się zatrzymał. I tamten świat zginie. Wdepczą go w błoto twórcy nowego świata spod znaku ciemnej gwiazdy, a właściwie czerwonej . * * * „Delegaci! Jeżeli kiedykolwiek będę miał dzieci, to powieszę im na ścianie postać prokuratora Judei, Poncjusza Piłata, żeby dzieci chowały się w czystości. Prokurator Judei stoi i umywa ręce.” Jerofiejew Zaprosili jednak Wieniedikta Jerofiejewa do dworku. Tylko był problem, czy będzie on gustował w starych winach. Ale Wieniedikt pił wszystko, a potem rozpoczął swój monolog. Mówił o Moskwie, o Pietuszkach, o swoim życiu i swoim poemacie. Mówił o świecie absurdu spod znaku gwiazdy czerwonej i sierpa z młotem. A oni słuchali i nie wiedzieli, czy wierzyć jego słowom czy nie. Jak to się stało, że powstał taki świat. Oparty na monstrualnym kłamstwie i przemocy. I on, Jerofiejew znalazł do niego klucz. Monstrualną kpinę. I tylko ona ostała się. * * * Wienia kończył trzecią butelkę wina, rocznik 1809, i ciągle mówił, znał swój poemat „Moskwa-Pietuszki” na pamięć. „No ale teraz to już nic tylko żyć! A życie wcale nie jest nudne! Nudne było tylko dla Mikołaja Gogola i króla Salomona. A jeżeli ktoś się już urodził – nie ma rady, trzeba trochę pożyć. Życie jest piękne – takie jest moje zdanie.” My też tak myślimy – odrzekli goście zebrani w saloniku Marcina. * * * Nieprzypadkowo go zaprosił. Wszak to też człowiek stamtąd. Josif Brodski. Kiedy Wieniedikt skończył swój poemat, Josif zaczął deklamować swoje wiersze. To było typowe. Oni tam na Wschodzie zawsze deklamują, i to przy pełnych salach. Skąd się to bierze? „Nasze myśli wciąż będą śmiałe i młode. Wyleczymy się z każdej choroby jodem. Powiesimy na oknach zasłony w kwiaty. Nie życzymy w nich sobie więziennej kraty. Statek wybudujemy z śrubą na parę Caluteńki z żelaza i z pełnym barem. Staniemy na pokładzie, dadzą na wizę, Zobaczymy Akropol i Mone Lisę.” * * * Trzech przyjaciół z Łodzi wymknęło się chyłkiem. Przyszła depesza. Ceny w Odessie spadają, plajta za plajtą, a oni co, wierszyków tutaj słuchają. Wrócili do Łodzi, do Ziemi Obiecanej. * * * W książce o Będzinie „Jeśli nie będę pamiętał” pr

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy