Zlecenie 02

Autor: LenaVenator

22:00

 Samochód zatrzymał się pod domem publicznym „Aloha”. Spojrzałam na mojego kierowcę, który patrzył na mnie z niepokojem.

- Uważaj na siebie. Ja będę tu czekał – powiedział.

Skinęłam głową twierdząco i udałam się w stronę wejścia. Miał rację, aż czterech ochroniarzy stało przed wejściem. Widząc mój strój bez słowa wpuścili mnie do środka. Teraz, o ile dobrze pamiętam plan, miałam skręcić w prawo. Dotarłam do długiego korytarza. Według tego, co na planie zaznaczył mi Jansson, na samym końcu owego korytarza powinno znajdować się biuro Saariego. Udałam się tam i po chwili stałam już przed drzwiami biura, ale najpierw musiałam pozbyć się przeszkody w postaci dwóch barczystych ochroniarzy. Jeden z nich wyraźnie miał na mnie ochotę, więc uśmiechnęłam się do niego zalotnie, po czym odwróciłam się i skręciłam w lewo. Udałam się w stronę schowka, który również został zaznaczony na planie budynku. Odwróciłam się do tyłu  sprawdzając  czy moja rybka połknęła przynętę. Udało się. Ochroniarz nie chcąc marnować okazji, poszedł za mną. Weszłam do schowka, schowałam się za drzwiami i wyjęłam strzykawkę. Po chwili do schowka wszedł ochroniarz, zamknął za sobą drzwi i zauważył mnie. Na mój widok lubieżnie się uśmiechnął. Z trudem odwzajemniłam uśmiech. Zbliżył się do mnie chcąc mnie pocałować, dzięki temu jego szyja była dobrze odsłonięta. W tym momencie wysunęłam rękę zza pleców, w której to trzymałam strzykawkę i wbiłam mu ją. Odetchnęłam z ulgą. Dzięki tej dawce będzie spał jak niemowlę przez pół godziny. Wyszłam ze schowka  ponownie udałam się pod biuro Saariego. Pozostał mi drugi ochroniarz. Obok biura był drugi schowek, ale nie zamierzałam marnować czasu na zabawę, jak w przypadku tego pierwszego. Znalazłam w kieszeni płaszcza kolejną strzykawkę z tą samą dawką. Rozejrzałam się dookoła i zbliżyłam się do ochroniarza, który nawet nie zauważył, że mam w ręku strzykawkę. Jedną ręką pogładziłam go po twarzy, a druga ręka wbiła igłę strzykawki prosto w jego szyję. Szybko przeniosłam go do schowka obok biura; był cholernie ciężki. Teraz miałam Svena Saariego tylko dla siebie. Otworzyłam drzwi jego gabinetu. Przede mną rozciągał się duży pokój, którego ściany pomalowane zostały na beżowo. W samym centrum stało wielkie dębowe biurko przy którym siedział mężczyzna palący skręta. Spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami bez zainteresowania. W pokoju unosił się słodkawy zapach marihuany. Sięgnęłam do kieszeni i wyczułam pod ręką znajomy kształt Beretty. Uśmiechnęłam się lekko i wyjęłam broń. Teraz jego życie było w moich rękach. Dla mnie był tylko imieniem i nazwiskiem, celem przeznaczonym do zlikwidowania. Saari spojrzał na mnie zdziwiony i nabrał powietrza w płuca, aby wezwać ochronę. Krew zaczęła szybciej krążyć w moich żyłach. Nie zdążył. Pociągnęłam za spust i nabój trafił prosto między jego oczy. Ochrona nie mogła usłyszeć strzału, ponieważ używałam tłumika. To było łatwiejsze niż przypuszczałam. Teraz musiałam jedynie zabrać córkę klienta i wyjść tylnym wyjściem, które miało być wolne od ochrony. Wyszłam z biura Saariego i skręciłam w prawo. Minęłam dwa pokoje. W trzecim przebywała Claudia. Zgodnie z moimi oczekiwaniami pod jej pokojem stał jeden ochroniarz. Podbiegłam do niego udając panikę.

- Zabili go, zabili! – krzyknęłam do niego, z oczu popłynęły mi sztuczne łzy. Manipulowanie ludźmi szło mi całkiem nieźle. Ochroniarz wytrzeszczył oczy i starał się wydusić ze mnie więcej informacji.

- Kogo? Gdzie? Kto? – zaczął zadawać pytania potrząsając mną na wszystkie strony. Udawałam coraz większą rozpacz.

- Saari – powiedziałam. Ochroniarzowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wyjął swojego Glocka i pobiegł prosto do biura swojego martwego szefa.

Zgodnie z planem miałam dwie minuty na wyprowadzenie córki klienta z pokoju. Ostrożnie nacisnęłam klamkę . W pokoju zobaczyła dziewczynę leżącą na wielkim czerwonym łożu. Miała na sobie jedynie czarną bieliznę z różowymi zdobieniami. Claudia była niesamowicie piękna. Jej długie blond włosy opadały na łózko, usta miała pomalowane na różowo, a policzki miała mokre od łez. Nawet nie spostrzegła, że weszłam. Jej zielone oczy utkwione były w suficie, a usta mamrotały coś niezrozumiałego. Podeszłam i potrząsnęłam nią delikatnie. Nie reagowała, więc przerzuciłam ją sobie przez ramię i wyszłam z pokoju. Była bardzo lekka, więc nie miałam nawet najmniejszego problemu, by dotrzeć wraz z nią do wyjścia ewakuacyjnego. Nie przewidziałam tylko jednego – ochroniarza przy wyjściu. Bez stawiania Claudii a ziemi, włożyłam rękę do kieszeni i odnalazłam tam mój nóż myśliwski. Gdyby ochroniarz stawiał opór, musiałby zginąć. Podeszłam z Claudią na plecach do wyjścia. Zatrzymał nas.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy