Bestia, rozdział 5.

Autor: EmnildaAmelberga
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

psina, skupiona w pełni na zabawie. Nigdy nie zaobserwowano u niego żadnego przejawu agresji. Nigdy ...
- Gerard - głos Lipskiego stał się nagle napięty. Mówił cicho, ale wyraźnie. - Gerard. - powtórzył, stojąc sztywno w miejscu.
- Co? - swobodny ton głosu Mycza tak bardzo nie pasował do tej sytuacji, że Lipski momentalnie się skrzywił. Grymas na jego twarzy powiedział Myczowi wszystko. Jego przyjaciel wiedział coś, o czym on nie miał zielonego pojęcia. Dreszcz wstrząsnął jego ciałem.
- Spójrz ostrożnie w prawo - szepnął Lipski niemal bezgłośnie.
Gerard powiódł wzrokiem w wyznaczonym kierunku. Serce zadudniło mu w piersi tak mocno, że aż zrobiło mu się słabo. Stał przed nimi pies. I nie był to Franek. Ten był wielki, czarno- brązowy i patrzył na nich przymrużonymi ślepiami. Czerwonymi ślepiami. Czy to możliwe, aby psie oczy miały taką barwę?. - zapytał się w myślach Gerard. Gdzieś już widział takie ślepia. Dawno temu. Przełknął głośno ślinę. Obecna chwila to najgorszy koszmar jego życia. Zrozumiał to prawie natychmiast. Morderca odcinający czyjeś dłonie, to był teraz mały pikuś, w porównaniu z tym co stało obok nich. W porównaniu z wielkim, czujnym stworzeniem, pochylającym wolno łeb i stopniowo odsłaniającym białe kły. Kły, z których ściekała stróżka śliny, dyndającej przez chwilę u pyska. Ogromnego pyska. Większego niż u owczarka.
Lipski zacisnął mocno dłonie na strzelbie, odnajdując wskazującym palcem spust. Był gotów. Odda strzał szybko i prosto w cel. Tak. Nie chybi - zapewniał sam siebie. Pomimo strachu dłonie mu nawet nie drgnęły. Zerknął na Gerarda. Szeryf celował w psa, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, mogących rozsierdzić zwierzę.
Pies zaczął cicho powarkiwać. Jego czerwone ślepia, niemalże błyszczały czerwoną poświatą. Był taki mroczny i pomimo tego, że stał kilkanaście kroków od szeryfa i Lipskiego, wydawał się nie realny. Przyśniony. Bo czy istnieją takie psy? Takie potwory?
Dla tej dwójki niestety istniał. Chodź przypominał stwora z jakiś, strasznych opowieści, to stał przed nimi i warczał. Warkot ten stawał się stopniowo coraz głośniejszy. A po chwili pies zaczął również przysuwać się bliżej. Krok po kroczku. Najpierw jedna łapa, potem druga. Powolutku, żeby nie spłoszyć zdobyczy. Ostrożnie. Mężczyźni zobaczyli to i serca zaczęły wyrywać się im z piersi. Wielki pies szedł ku nim. Robił to powoli i stopniowo. Z każdym krokiem znajdywał się coraz bliżej. A co jeśli skoczy?. Jeśli oni chybią?. Kula poleci gdzieś w las, wrzynając się w któryś z pni. Lipski przełknął ślinę i ostrożnie przesunął się do tyłu. Był to jeden krok. Jeden, malutki kroczek. Ale wystraszył. Pies ryknął i wystrzelił w powietrze, odbijając się od ziemi potężnymi łapami. Frunął w powietrzu, jakby miał niewidzialne skrzydła i wtedy przerażeni mężczyźni usłyszeli szczekanie. Znajomy głosik Franka.
Gerard zerknął w prawą stronę, skąd biegł pies Kluma. Zajęło mu tu sekundę. Kiedy odwrócił wzrok, jego strzelba odruchowo powędrowała w górę, a palec wskazujący odnalazł spust. Huk wystrzału poniósł się po lesie. Ogromne psisko zostało odrzucone w tył. Jego cielsko uderzyło mocno o ziemię, a w długą czarno-brązową sierść wplątały się stare, zgniłe liście.
- Franek wracaj - zawołał za kundelkiem Kulma.
Piesek go jednak nie posłuchał. Skoczył na ogromną bestię, która właśnie dźwigała się na nogi, warcząc cicho. Rozległo się szczekanie, warczenie i piski. Nie było jednak czasu. Mycz pociągnął za sobą Lipskiego i pognali co sił w nogach, zostawiając za sobą dwa walczące psy.
Lipski widział jeszcze wielkie, białe kły dzikiego psa zatapiające się w karku Franka.Buchnęła krew. Strużki rozlewały się po ciele mniejszego z psów, wsiąkając w krótką, jasną sierść. Kundel zapiszczał, ale zdołał wyśliznąć się z uścisku szczęk swego rywala. Mocno poraniony i sporo mniejszy, zdołał ugryźć dzikiego psa w nos, a następnie pokryty długą sierścią bok. Lipski nic więcej nie widział. Wydawało mu si

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
EmnildaAmelberga
Użytkownik - EmnildaAmelberga

O sobie samym: W dolinie milczenia, za górą przyzwolenia, w kajdanach zwątpienia, tonąc w uczynkach otoczenia.
Ostatnio widziany: 2021-10-28 21:32:14