Brzydale

Autor: brunokadyna
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

– Boże, jakaś ty brzydka.

– Piękniś się odezwał.

Leżymy, patrzymy na siebie. Ja na jej jedynki.

– Masz te szufle jak do odśnieżania.

– Musisz przyznać, że po tej nowej paście są bielutkie. – Przesuwa po nich językiem.

– Przyznaję. Tylko na co klaczy takie białe zęby?

– A na co knurowi brązowe?

Mam żółte zęby od kawy i cygar, bo za rzadko myję.

– Lubię brąz – mówię.

– Aż tak?

– Nie pyskuj, bo cię trącę ryjem.

Chowam się pod kołdrą, Olka jest pełna obaw, bo wie gdzie z tym ryjem powędruję.

Wiadomo gdzie. Tam gdzie trufle.

– Nie, nie. – Próbuje się wykręcić. – Daj mi już spokój.

Jestem pomiędzy jej nogami, trzymam, żeby ich nie zacisnęła.

– Juf nie fofaf… – mówię, ale ona nie rozumie.

– Co? – Uchyla kołdrę.

– Już nie schowasz tej dziupli z miodkiem przed misiem.

– Jakim misiem, dzika świnio?

Olka puszcza bąka, chyba niechcący. Trufle z miodem muszą poczekać, muszę uciekać. Ona nie pomaga, próbuje mnie tam zatrzymać i śmieje się, paskuda.

Wyskakuję spod kołdry i widzę w drzwiach nagiego dziadka Józefa.

– Dziadek, kurde! – wołam.

Próbuję zakryć dupę, sam nie wiem, po co, przecież on sobie stoi z wędliną na wierzchu bez krępacji.

– Zwarcie mi się przez was zrobi w mózgu – mówię. – Z podniecenia w pierda w nos i na koniec taki widok.

– Dziadek, gdzie masz majtki? – pyta Ola.

– Hihihihi. – Dziadek chichocze i ucieka.

– Słowo daję, że on tylko udaje i robi nas w balona – mówię.

– Stał mu trochę, czy mi się wydaje?

– Nie wiem. Mam nadzieję, że nie będzie dzisiaj niedobry.

Dziadek jest raczej pogodny i beztroski, odbija mu w dobrym nastroju, całe szczęście. Kiedy dopisywało mu zdrowie nie bywał taki wesoły. Tłumaczę jego pogodę ducha tym, że to twardziel. Pracował kawał życia w porcie przy załadunkach, trenował podnoszenie ciężarów i przeżył wojnę. Wciąż ma odłamki pod skórą głowy. Opowiadał kiedyś, jak uciekł z transportu do obozu, jak musiał kombinować, żeby utrzymać przy życiu rodzinę, bo ojca zabili, a on był najstarszy z rodzeństwa.

Był zdolny i zaradny, przez lata właściciel firmy zajmującej się transportem międzynarodowym.

Sprawia wrażenie, jakby nie brakowało mu dawnego życia. Nie przeszkadza ciągłe zapominanie, ani to, że nie może poukładać w głowie prostych czynności. Jakby z otępienia zrobił beztroskę i mięciutko się w niej wymościł.

Czasami tylko się wścieka i jest agresywny. Wtedy próbuje się ze mną bić.

Uwielbia Olkę. Obmacuje ją przy każdej okazji, gdy ta tylko się do niego zbliży. Jest tym już tak zmęczona, że wczoraj nawet nie zabrała cycka, kiedy złapał, dopóki nie wytarła stołu. Józek się rozochocił i zaczął gnieść łajdaka przez spodnie od piżamy.

Dziadek codziennie zwiedza mieszkanie, jakby był tu pierwszy raz. Zazwyczaj wpada na jakiś pomysł i coś odwala. Co chwila znajdujemy buty w lodówce albo w śmietniku, czy inne rzeczy w miejscach, w których być nie powinny. Poupychane żarcie w szufladach, pewnie na potem. Książki w ubikacji wkurzają mnie najbardziej. Rozpakowane masło często ląduje na pralce, przepychacz do kibla w kuchennej szafce. Ile razy się gdzieś zesrał i schował to albo się pochwalił.

Jestem wdzięczny, że robi to z klasą, a nie rozmazuje po ścianach jak naćpany dopalaczami szczeniak.

Grand Józek przyszedł do mnie niedawno ze stolcem w ręku przypominającym dewolaj i zapytał, gdzie to dać? Zorientowałem się, że znów jest w robocie, w której nie był od pięćdziesięciu lat, i trzeba mu dać wytyczne.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
O autorze
brunokadyna
Użytkownik - brunokadyna

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2020-10-26 14:48:28