Laleczka

Autor: katarzynarebus-gumolka
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Leżałam w łóżku. Był październik. Najchętniej całą jesień i zimę przekoczowałabym pod kocem, użalając się nad sobą. Niby miałam wszystko – dom, kochającego męża, cudowne bliźniaki Ulę i Bruna – a jednak czułam się źle. Może to pogoda? Znowu nie chciałem żyć... Zanuciłam w myślach piosenkę Pawła Domagały, ale wiedziałam, że to nie wina aury. Za mój stan ducha nie odpowiadała też pora roku. Byłam po prostu nieszczęśliwa. Nie myślcie, że nie doceniam tego, co mam. Kocham męża i uwielbiam nasze urwisy, ale na Boga jak długo można w kółko robić to samo? Pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, zmywanie, przewijanie. Dyspozycyjność dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bez prawa do spokojnego wypicia kawy, wyspania się i zwolnienia lekarskiego. Jedyną atrakcją są zakupy w sobotę, kiedy to dziećmi zajmuje się przez kilka godzin moja mama oraz obiad w niedzielę u teściowej - choć raz w tygodniu udaje mi się zjeść ciepły posiłek. Nie powiem, że mąż mi nie pomaga. Owszem, kiedy tylko wraca z pracy, a niestety nie ma go prawie cały dzień, przejmuje opiekę nad maluchami, a w weekendy stara się mnie odciążyć. Wciąż to jednak jest kropla w morzu potrzeb, bo w „wolnym” czasie nadrabiam masę spraw, których nie zdążyłam ogarnąć w ciągu dnia. Dzieci były przecież ważniejsze niż prasowanie, czy odkurzanie. Straszna zrzęda jestem nie? Zapytacie pewnie, dlaczego mam dzieci skoro tak bardzo narzekam. Powiem szczerze, że jakoś specjalnie nie miałam potrzeby zostania matką, ale taka jest kolej rzeczy w małżeństwie. Wiedziałam też, że Dawid chce mieć dziecko, a ja z miłości do niego potrafiłam iść na wiele kompromisów. Te kompromisy wyszły mi bokiem, kiedy na USG zobaczyłam dwie istotki. Kiedy pierwszy i drugi szok już minął byłam szczęśliwa. Dzieci to w końcu błogosławieństwo lub jak kto woli kupa radości. Dla mnie to głównie była przewaga kupy.

Często wracam myślami do mojego życia przed poznaniem męża. Byłam atrakcyjną brunetką, pełną optymizmu, ciekawą i głodną wrażeń. Uwielbiałam poznawać nowych ludzi, słuchać ich doświadczeń życiowych. Często słyszałam nawet, że powinnam zostać psychologiem, bo czy tego chciałam, czy nie wszyscy mi się zwierzali. Może po prostu wolałam słuchać niż mówić. Miałam fajne, aktywne życie. Podróżowałam, zwiedzałam, próbowałam nowych smaków. Żyłam bardzo intensywnie, nie mając zbyt wiele czasu na roztrząsanie swoich decyzji. Jeśli w coś się angażowałam to robiłam to całą sobą, z pasją graniczącą niemal z obsesją. Nieraz przez to się sparzyłam, ale moją życiową dewizą było nigdy nie żałuj tego zrobiłaś. I tego się trzymałam, nawet jeśli podejmowane decyzje nie wyszły mi na dobre.

Z całą pasją weszłam też w nowy związek. Wbrew pozorom nie byłam zbyt doświadczona w tej sferze. Zawsze wolałam stawiać na swój rozwój, ale ten facet zawrócił mi w głowie. Może dlatego, że od dłuższego czasu byłam sama, a należę do osób stadnych. A może dlatego, że chciałam w końcu kimś się zaopiekować, zaufać, po prostu kochać. Mariusz był muzykiem. Od zawsze ciągnęło mnie do takich klimatów. Trasy, koncerty, od alkoholu też człowiek nie stronił. Czułam się świetnie. Żyłam pełnią życia. Obracałam się w kręgu ludzi, których bardzo chciałam bliżej poznać. Pragnęłam wejść w ich świat, dla mnie niezbyt znany. Owszem słuchałam metalowej muzyki, ale zawsze robiłam to w zaciszu swojego domu i słuchawek. Omijałam koncerty, bo nikt z moich dotychczasowych znajomych nie przepadał za takim klimatem, a ja nie chciałam chodzić tam sama. Lecz gdy poznałam Mariusza drzwi, które do tej pory były dla mnie zamknięte, nagle otworzyły się. On sam bardzo cieszył się z perspektywy pokazania mi od kuchni całego mechanizmu. Zauroczyłam się, może nawet nie tyle samym chłopakiem, co perspektywami, jakie się przede mną rysowały. Byłam bardzo lubianą osobą, szybko nawiązywałam kontakty i się zaprzyjaźniałam, tym bardziej, że moi nowi znajomi byli otwartymi osobami. I tak się wszystko zaczęło. Koncerty, wyjazdy, zakrapiane after party, seks. Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Zaczęłam zawalać studia, zaniedbywać rodzinę, coraz więcej piłam, paliłam, wychudłam. W pewnym momencie sama przestałam się poznawać, ale nadal trwałam przy swoim. Do czasu, gdy zdradziłam swojego chłopaka z jego najlepszym kumplem. No cóż, zawsze byłam flirciarą. Dawid powinien wiedzieć, że ma mnie pilnować. W końcu byłam atrakcyjną kobietą i nową w środowisku, a więc łatwym kąskiem. Wiem, nie było to dobre. Każdy ma jakieś zasady i jedną z moich było nie zdradzaj, ale kiedy człowiek jest w ekstazie po super koncercie, jest nawalony niemal w cztery dupy, a koleś z którym imprezujesz jest mega przystojny, to czego chcieć więcej? Kawałka podłogi, krzesła, kanapy albo umywalki w łazience. No i stało się. Pech chciał, że zostaliśmy nakryci i doniesiono Mariuszowi o naszym niezbyt chlubnym wyskoku. Narobiło się trochę kwasu i po zerwaniu odsunęłam się trochę od tego fascynującego świata. Choroba mojej siostry dodatkowo poskutkowała. Rodzina zawsze była dla mnie bardzo ważna, więc kiedy Iwona poważnie zachorowała i mimo leczenia umarła, świat mi się zatrzymał. W momencie oprzytomniałam, życie zafundowało mi bolesne otrzeźwienie. Siostra była młodsza ode mnie, była grzeczną dziewczyną, poukładaną. Miała plany, marzenia i dążyła do ich realizacji, a ja? Dryfowałam bez celu, zamroczona przez używki. W dniu jej pogrzebu postanowiłam, że się zmienię. Ukończyłam studia z wyróżnieniem, znalazłam dobrą pracę, skończyłam z alkoholem i papierosami. Zaczęłam żyć inaczej niż dotychczas i takie życie mi się nawet podobało.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
O autorze
katarzynarebus-gumolka
Użytkownik - katarzynarebus-gumolka

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-03-12 19:36:37