Sanatorium

Autor: brunokadyna
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

– Gdzie siadamy?

Baśka maszeruje przed nami, kręci kuprem, klapie najgłośniej z nas klapkami. Jak na sześćdziesięciolatkę figurę ma świetną.

– Gdzie siadamy? – Odwraca się i pyta znowu. – Wieleeeeeebny, słyszysz?!

– Jeszcze nie doszliśmy do knajpy – mówię.

Już się kokosi, już szarogęsi. Wyobrażam sobie, że ma na głowie wielki pióropusz, jak na Broadwayu. A my z Romkiem o Koperniku rozmawiamy.

– Takie rzeczy trzeba ustalić wcześniej. To gdzie usiądziemy?

– Na pewno w jakimś czasie i przestrzeni.

Najgorzej dać się wciągnąć w jej tok myślowy.

– I na pewno tu leży Kopernik – kontynuuje emerytowany historyk w kradzionym fartuchu.

Dochodzimy do ogródka restauracji hotelowej, „Pod wzgórzem”.

– Gdzie siadamy? – Baśka pląsa z tym pióropuszem, wyleciały z niego motyle.

– Tutaj – mówię.

Wskazuję najbliższy stolik po lewej, dla czterech osób, plecione ogrodowe fotele i stół ze szklanym blatem.

– Tutaj, Wielebny?

– Nie, tam – pokazuję inny stolik.

Odchodzi, ale zaraz wraca.

– Tam, jasne – mówi i patrzy na blat. – Taki szklany i nic więcej? Dziadostwo.

Siadam przodem do katedralnego wzgórza. Romek obok mnie, Baśka naprzeciw niego. Wpadli sobie w oko jeszcze w Gdańsku, w tamtejszym ‘sanatorium’, ale małżeństwem zostali tutaj, we Fromborku, sam udzielałem im ślubu.

– I on tu pracował. Ciekawe, co robił po pracy. – Patrzę na katedrę.

– To ja tak sama naprzeciw was?

Romek wstaje i siada po mojej prawej, pierdnął przy tym, aż fartuch zafalował, zupełnie jak w kreskówce. Słowo daję.

– No i teraz będzie dobrze. – Baśka się przesiada, nic nie słyszała.

– Włóż serwetkę do kieszonki, zasrańcu, żeby zasłonić napis, albo zdejmij ten fartuch – mówię.

– Nie, nie, nie – odpowiada. – Wracając do Kopernika. Znaleziono około stu kościotrupów i z początku nie wiedziano…

– A może jednak dobrze siedziałam, jak myślicie?

– Możesz przestać? – Romek się denerwuje jak Louis de Funes. – Nie wytrzymam z tą babą! – Zaczyna rwać resztki siwych włosów z głowy.

– Aaa! Bo wy chcecie sobie porozmawiać?

– A ty jak myślisz? Kopernik tu leży? – pytam.

– Myślę, że ja usiądę tam gdzie Romek, mój Riciu. – Robi dzióbek i cmoka.

– Riciu? – pytam.

– Od Riczi – odpowiada z pełną powagą.

Z uśmiechem patrzę na Romka, siedzi z dwiema garściami kłaków.

– To co, Riciu, przesiadka? – pytam.

Ja żartuję, a oni naprawdę wstają i zamieniają się miejscami. Ludzie przy dwóch innych stolikach patrzą na tych staruchów jak na wariatów.

Ja nie wstaję.

– Nie sądzicie, że szybko nas znajdą, skoro zwracamy na siebie uwagę? – pytam.

– Wielebny, a może ty usiądź tu. Będziesz miał widok na katedrę, skoro musisz. – Wstaje. – I weź nas w końcu pobłogosław!

– Zamknij się wreszcie! – warczy Romek, zrobił się na twarzy cały czerwony.

– To co, wstajesz? – pyta Baśka, siadając.

W sumie będzie siedziała obok męża, jak być powinno. Wstaję, ale kręcę głową.

– Gdzie jest obsługa? – Baśka się rozgląda.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
O autorze
brunokadyna
Użytkownik - brunokadyna

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2020-02-27 16:30:34