Kołakowski. Wspomnienie i szkic do portretu

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Kołakowski. Wspomnienie i szkic do portretu z kategorii Brak kategorii

Czy był wielkim filozofem? Prawdę powiedziawszy - nie wiem, nie jestem wystarczająco kompetentny, by dokonywać jakichkolwiek ocen w tej materii. Bez wątpienia jednak był największym współczesnym popularyzatorem filozofii, mistrzem duchowym inteligencji - szczególnie tej pozostającej blisko lewej strony sceny politycznej, wspaniałym humanistą i myślicielem. Jeśli nawet nie stworzył doktryny, która przeszłaby do historii, to z pewnością jego "Ułamki filozofii", "Miniwykłady o maksisprawach" czy cykl "O co nas pytają wielcy filozofowie" zapiszą się w pamięci kolejnych pokoleń ludzi, dla których spotkania z profesorem Leszkiem Kołakowskim stały się początkiem wielkiej przygody z filozofią.

Odszedł Leszek Kołakowski. W natłoku zdarzeń i wspomnień trudno o prawdziwie dogłębne przyjrzenie się jego życiu, myśli i fenomenowi. Określenia "wielki myśliciel" "najwybitniejszy polski filozof" powtarzane będą i odmieniane na wszystkie sposoby. Sejm uczcił jego pamięć minutą ciszy. Pożegnali go koledzy i przyjaciele z uczelni, żegnają dziennikarze. Żegnamy i my - mniej lub bardziej wierni czytelnicy, słuchacze, uczniowie, widzowie programów, które z jego udziałem realizowano.

Jego życie zaczęło się w 1927 roku w Radomiu. Studiował filozofię na Uniwersytetach Łódzkim i Warszawskim, a jego poglądy kształtowali wielcy świata nauki i filozofii: Kazimierz Ajdukiewicz, Maria Ossowska, Tadeusz Kotarbiński. Wybrał filozofię, jak sam mówił: "żeby mieć fach w ręku!" Z tego czasu - prócz wspomnień świetnego studenta - pozostaje także obraz Kołakowskiego jako człowieka ogromnie towarzyskiego. Przyjaźnił się bardzo z poetką polskiej piosenki - Agnieszką Osiecką, z którą - nawet już po ukończeniu studiów - potrafił błyskawicznie wprosić się na... studniówki. - Zawsze był pełen życia - mówili jego przyjaciele. Ale czy nie da się tego powiedzieć o większości z nas?

Jednak tylko niewielu dostąpiło zaszczytu tak bliskiej współpracy z paryską "Kulturą". Nieliczni - a spośród Polaków naprawdę była to garstka - mieli szansę wykładać na Yale, Berkeley czy w Oxfordzie, z którym profesor Kołakowski związany był na stałe.

Młodość jednak nie była tak piękna. Choć jego praca magisterska dotyczyła prawa natury, a doktorat - filozofii wolności Spinozy, krótko po ukończeniu studiów został niemal wyznawcą marksizmu. Pod koniec 1945 roku wstąpił do PPRu, a w latach 1947-1966 był członkiem PZPRu. Był też kierownikiem katedry marksizmu-leninizmu na Uniwersytecie Warszawskim.

W latach pięćdziesiątych Kołakowski począł odchodzić od doktrynalnego marksizmu, wciąż jednak bliski pozostawał idei socjalizmu.
Wobec ustroju panującego w Polsce nie był bezkrytyczny. Wspominał Bronisław Geremek: "W 1956 roku, bodaj czy nie 1 maja, Kołakowski w sali kominowej na uniwersytecie mówił, czym jest socjalizm. Przyszło mnóstwo ludzi. Najpierw słuchali długiej wyliczanki, czym socjalizm nie jest: państwem, gdzie jest więcej szpiegów niż pielęgniarek i więcej miejsc w więzieniach niż w szpitalach; państwem, gdzie jest się zmuszanym do kłamstwa; państwem, gdzie jest się zmuszanym do kradzieży; państwem, gdzie jest się zmuszanym do zbrodni; państwem, gdzie filozofowie i literaci mówią zawsze to samo co generałowie i ministrowie, ale zawsze po nich; państwem istniejącym aktualnie" itd. "To była część pierwsza. A teraz - słuchajcie uważnie! - przemawiał Kołakowski - powiem wam, czym jest socjalizm". Wtedy w Sali Kominowej zapadło milczenie, a Kołakowski nad głowami słuchających: "Socjalizm jest to ustrój, który... eh!, co tu dużo mówić! Socjalizm jest to naprawdę dobra rzecz"



Wspierał potem obronę Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, za nieortodoksyjne poglądy w 1966 roku odebrano mu katedrę i usunięto z PZPRu. Po udziale w wydarzeniach Marca 68 stał się już "wrogiem publicznym numer jeden" - musiał wyemigrować, bowiem zakazano mu wykładania i publikowania.

Nie zamilkł. Na kolejnych uczelniach w Kanadzie i USA robił właścicie zawrotną karierę. Łącznie opublikował ponad 400 dzieł, w tym po polsku, w językach angielskim, niemieckim, hiszpańskim, francuskim, włoskim, ale też hebrajskim, holenderskim i w językach skandynawskich.

Jednym z największych dzieł Kołakowskiego jest chyba trzytomowa analiza krytyczna marksizmu "Główne nurty marksizmu. Powstanie, rozwój, rozkład" Kołakowski pokazał, że idee marksistowskie pozostają w pewien sposób aktualne, choć ustrój polityczny, w jakim miały się realizować, był mocno wynaturzony. Można było się z nim zgadzać lub nie - ale wielkiego umysłu, wiedzy i przenikliwości nikt Kołakowskiemu nie mógł odmówić.

Dla wielu intelektualistów olśnieniem okazała się "Obecność mitu", w której Kołakowski jakby zbliżał się do Boga. Czy naprawdę wierzył? Może najlepiej oddaje to anegdota opowiedziana przez ks. Adama Bonieckiego, naczelnego "Tygodnika Powszechnego": Opowiadał mi nieodżałowany Józef Czapski, że i dla niego lektura "Obecności mitu" była wydarzeniem ważnym. Gdy w Maisons-Laffitte zjawił się autor, Józio dopadł go gdzieś i przejęty zapytał: "Panie profesorze, przeczytałem tę książkę i teraz mam tylko jeszcze jedno pytanie, czy Pan Bóg jest, czy Pana Boga nie ma?". Kołakowski - opowiadał Czapski - popatrzył na niego uważnie, położył palec na ustach: "Jest, ale tsss, nie trzeba o tym mówić".

To wiele mówi i o jego poglądach, i o sposobie bycia. Mówił, że jest sceptykiem. Być może po prostu nie otrzymał od Boga łaski wiary. Ale czy na pewno? Może po prostu nie cierpiał patosu i dlatego nie potrafił wprost mówić o Najwyższym, na którego istnienie zapewne miał nadzieję. Samego zaś siebie zawsze traktował z ogromną dozą autoironii i dystansu. Lubił żartować, miał ogromne poczucie humoru - jednak zawsze czynił to w dobrym tonie, z wrodzoną elegancją i lekkością. Nigdy nie traktował siebie z przesadną powagą - i za to wszyscy go kochaliśmy.

Kochaliśmy go, gdy w telewizji wygłaszał "Miniwykłady o maksisprawach" czy mówił, "O co nas pytają wielcy filozofowie". Upraszczał - to prawda. Ale za to - w jakim stylu! Czy można było lepiej, bardziej lapidarnie i zrozumiale ująć wielkość myśli Platona, Kanta czy Sokratesa? Kochaliśmy jego bajki filozoficzne. Kochaliśmy, gdy rozmawiał z diabłem i gdy pytał, czy diabeł może być zbawiony. Uwielbialiśmy jego "Słuszne poglądy na wszystko". W pełni zasłużenie.

Jedną z bardziej osobistych książek wydanych niedawno było "Wśród znajomych. O różnych ludziach mądrych, zacnych, interesujących". Kołakowski był po prostu człowiekiem mądrym, zacnym, interesującym. Był naszym znajomym - z uczelni czy z telewizji. Jeśli filozofia ma zbliżać się do życia - w Leszku Kołakowskim idea ta realizowała się w pełni.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy