Między Litwą a Ameryką. Rozmowa z Rutą Sepetys - cz. 1

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Między Litwą a Ameryką. Rozmowa z Rutą Sepetys - cz. 1 z kategorii Brak kategorii

Co Amerykanie w ogóle wiedzą na temat Litwy? 

Niewiele, jednak gdy byłam dzieckiem, nie wiedzieli kompletnie niczego. I proszę sobie wyobrazić, że gdy Amerykanie słyszeli brzmienie mojego imienia i nazwiska, które są bardzo litewskie, pytali często: skąd jesteś? Odpowiadałam: z Litwy i rozmowa się kończyła, bo nie mieli żadnego punkty zaczepienia, o Litwie i Litwinach nie wiedzieli niczego. Gdy dorosłam, a Litwa pojawiła się znów na mapie świata, mogłam przynajmniej pokazać, gdzie kraj ten leży. 

Jako dziecko i młoda dziewczyna miałam więc duży problem z określeniem swojej tożsamości. Patrząc na moje nazwisko, Amerykanie mówili, że jestem kimś obcym w ich kraju. Podobnie uważali Litwini, twierdząc, że jestem Amerykanką. Zawsze byłam więc rozdarta pomiędzy tymi dwoma krajami. 

Kim czujesz się Ty sama?

Moje serce jest bardzo amerykańskie, ale dusza - litewska. Jestem więc połączeniem historii rodem z Litwy i przeżyć bardzo amerykańskich. Prosty przykład: nazywam się Ruta Sepetys. Mój mąż to Michael Smith - czy może być bardziej amerykańskie nazwisko? Żyję w Tennesee, w bardzo amerykańskim miasteczku, gdzie takie nazwisko jak moje musi zwracać uwagę. Choć więc jestem obywatelką Stanów Zjednoczonych, tkwi we mnie wciąż mała litewska dziewczynka. Także dlatego napisałam Szare śniegi Syberii. Także po to, by Amerykanie mogli dowiedzieć się czegoś o Litwie, ale i po to, bym sama miała możliwość zgłębienia swojej rodzinnej historii, dotrzeć do źródeł swojej tożsamości. 

O tożsamości piszesz też w swoich książkach, tymczasem nie jest to wartość łatwa, popularna w dzisiejszych czasach. Ponadto swoją książkę kierowałaś głównie do ludzi młodych. Trzeba było dużej odwagi, by to uczynić...

Tożsamość jest czymś, czego współcześnie wszyscy poszukujemy - nawet, jeśli nie nazywamy swojego celu czy obiektu poszukiwań w ten sposób. Gdy jesteśmy dziećmi, chcemy dowiedzieć się, czemu nazywamy się tak, jak się nazywamy. Gdy sama byłam małą dziewczynką, zadawałam sobie pytanie, dlaczego noszę imię Ruta? Nasze imię jest częścią naszej historii, a prawdziwe jego znaczenie odkrywamy dopiero, gdy dorastamy. Gdy spacerowałam tu, w Krakowie, z przewodnikiem, opowiedział mi on, że większość z jego klientów to ludzie, którzy poszukują swojej historii. A poszukiwanie własnej historii to tak naprawdę poszukiwanie swojej tożsamości. 

Przygotowując się do napisania Szarych śniegów Syberii, przeczytałam wiele prac naukowych na temat tożsamości właśnie. Psychologowie dziecięcy mówią, że młodzi ludzie, którzy wiedzą wiele o historii swojej rodziny, którzy znają wiele rodzinnych opowieści - niezależnie od tego, czy są to historie tragiczne, czy drobne, błahe - są o wiele silniejsi, o wiele lepiej radzą sobie w życiu, o wiele lepiej radzą sobie też z sobą samymi niż ci, którzy historii takich nie znają. Studiując historię własnej rodziny, możemy się wiele dowiedzieć również o sobie samych. To bardzo ważne - szczególnie, gdy jest się nastolatkiem.

Faktycznie, dorastanie na Syberii to nie jest temat lekki, łatwy i przyjemny, to - wydawałoby się - nie jest temat na bestseller młodzieżowy w epoce wampirów i wilkołaków. Tymczasem okazało się, że są jeszcze młodzi czytelnicy, którzy chcą czytać o niełatwych sprawach. 

Urodziłaś się w Stanach Zjednoczonych, ale Litwę odwiedzałaś wiele razy. Czujesz się tam jak turystka? 

Nie, gdy przyjeżdżam na Litwę, czuję się jak w domu. Czuję, że to także mój kraj. Na ulicach widzę dziewczynki, które wyglądają jak moja siostra, chłopców, którzy przypominają mojego brata. Powracanie na Litwę przypomina mi trochę wkładanie starej, znoszonej pary butów. Oczywiście, że nie są tak modne i eleganckie jak te, które zakładamy na co dzień, ale nie można powiedzieć, by nie były wygodne. Co więcej: gdy melduję się w hotelu i mówię, że nazywam się Ruta Sepetys, ludzie natychmiast się uśmiechają. Wtedy wiem, że jestem akceptowana i naprawdę czuję się jak w domu. 

Nim zostałaś pisarką, pracowałaś w branży muzycznej. Takie doświadczenie może bardzo wzbogacić każdą książkę... 

 Muzyka bardzo mocno wpłynęła na moje pisarstwo. Gdy piszę kolejne zdania, staram się odczytywać część z nich na głos. Sprawdzam, jak brzmią, sprawdzam ich melodię i rytm. Muzyka bardzo mocno wpływa na nasz język, na to, jak piszemy i mówimy. Wydaje mi się, że wiele ułatwia. To naprawdę niesamowite. 

Jaka jest więc melodia litewskiego języka? Jaka jest melodia kraju, z którego pochodził Twój ojciec?

Nie mówię płynnie po litewsku, ale oczywiście język ten słyszałam niejednokrotnie. Myślę, że Litwa brzmi melodią wolności i wyobrażam sobie, że głos kraju zniewolonego to zupełnie inny głos niż brzmienie państwa wyzwolonego. Gdy kraj pozostaje pod okupacją, język jest przytłumiony, zduszony, zdławiony, w urzędach nie masz możliwości porozumiewania się w ojczystym języku. Na nowo więc uczysz się mówić, próbujesz w jakiś sposób wyrazić siebie. W Estonii w tym celu śpiewano, Litwini posługiwali się językiem sztuki. 

Dziś mogą również mówić po litewsku, jednak można odnieść wrażenie, że pozostają niezrozumiani, że świata nie obchodzi Litwa i jej problemy...

Myślę, że to także wielka siła literatury, ale i jedno z wyzwań, jakie przed nią stoją. Snując swoje opowieści, mogę sprawić, że świat usłyszy o Litwie. Że część osób spróbuje zrozumieć kraj, z którego pochodził mój ojciec. W jakimś sensie pisząc Szare śniegi Syberii mogłam stać się głosem mojego kraju. To wielki zaszczyt, ale i odpowiedzialność. 

 

fot. Magda Starowieyska

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy