Nie tylko o mrówkach. Wywiad z Bernardem Werberem

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Nie tylko o mrówkach. Wywiad z Bernardem Werberem z kategorii Brak kategorii

Dlaczego właśnie mrówki? 

A dlaczego właściwie by nie?

Wydaje się, że widzimy je każdego dnia - co może być w nich ciekawego? 

Po pierwsze: to zwierzęta najbardziej rozpowszechnione na Ziemi i postępują w zasadzie jak ludzie - chociażby zakładają miasta. Nie ma zbyt wielu zwierząt, które budują wielodziesięciomilionowe aglomeracje miejskie. To skupiska o wiele większe niż te tworzone przez pszczoły czy termity. Ponadto mrówki są na Ziemi od bardzo dawna - od 125 milionów lat. A ludzie - tylko od 7. 

Imperium mrówek opisuje Pan stosunkowo zaawansowane strategie wojenne, z jakich mrówki korzystają. Czy rzeczywiście ich cywilizacja jest tak bardzo zaawansowana? 

Tak, moje opisy oparte są na bazie obserwacji naukowych. Ale tu trzeba poczynić sprostowanie - mrówki nie tyle technologicznie są na bardzo wysokim szczeblu zaawansowania, ile na płaszczyźnie komunikacyjnej. Wygląda na to, że są to istoty, które coś w rodzaju internetu wymyśliły bardzo dawno temu. Tyle, że internet ten nie opiera się na falach radiowych, ale na zapachu. 

Mrówki jako bohaterki Pańskich książek wydają się również niezwykle inteligentne. Jest Pan również dziennikarzem zajmującym się nauką. Czy możemy mówić o czymś w rodzaju inteligencji mrówek? 

Pytanie trzeba by odwrócić - nie pytać o to, czy mrówki są inteligentne, tylko zapytać, czy człowiek jest ingeligentny. Jeśli inteligencja polega na zdolności do dostosowywania się do środowiska, to powiem, że mrówki są bardziej inteligentne niż ludzie, bo są lepiej przystosowane do życia w niełatwych przecież warunkach. Natomiast jeżeli mierzymy inteligencję zdolnością do rozwiązywania krzyżówek, zdecydowanie wygra człowiek. Każde ze zwierząt ma taką formę inteligencji, jaka jest dostosowana do jego środowiska. 

Trzy książki, dziesiątki faktów dotyczących mrówek. Który z nich wydaje się Panu najbardziej interesujący, zaskakujący?

Na przykład to, że mrówki potrafią tworzyć federacje miast. Dostrzegam zjawisko federowania się miast mrówczych w zalesionym rejonie Alp, gdzie mamy tysiące mrówek, które się przemieszczają jak ludzie w zjednoczonej Europie. Człowiekowi nie udało się stworzyć tak dobrze funkcjonującej federacji. 

To brzmi trochę jak science-fiction - zresztą elementy fantastyki naukowej odnajdujemy w innych Pańskich powieściach. 

Science-fiction opisuje coś, czego nie ma. Mrówki są. Zdecydowanie bardziej interesuje mnie pierwiastek naukowy i filozoficzny niż czysta literacka fikcja. Interesuje mnie też mówienie o czymś, co wydaje się, że jest nam bardzo dobrze znane, a o czym tak naprawdę niewiele wiemy. Samą zasadą dobrej powieści powinno być doprowadzenie do zmiany spojrzenia czytelnika na jakiś problem. Do obalenia stereotypu, przesądu.

Można mieć wrażenie, że mrówki są niezbyt interesującymi stworzeniami, bo każdą mrówkę możemy rozgryźć paznokciem. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. W powszechnym mniemaniu, jeśli jesteśmy w stanie coś zabić, myślimy, że to coś jest dość słabe. Mrówki możemy zabić, ale słabe wcale nie są.

W Pańskich książkach mrówki wydają się też bardzo ludzkie. Odczuwają gwałtowne emocje, myślą.

Tak, to już jednak wyłącznie zabieg literacki. Uczyniłem bohaterkami swojej opowieści mrówki, więc aby czytelnik nie pozostał wobec tej historii obojętny, musiałem uczynić je w pewien sposób podobnymi człowiekowi. Dałem im swego rodzaju zdolność mowy, choć w rzeczywistości porozumiewają się tylko poprzez zapach. Dałem im emocje - często bardzo gwałtowne. Pozwoliłem im być stworzeniami seksualnymi - tymczasem one nie są stworzeniami, które przeżywałyby akt seksualny w sposób głębszy, nie mają też takiego jak my stosunku do śmierci. 

Mrówkami interesuje się chyba każde dziecko. Ale nie każde dziecko marzy o tym, by być pisarzem...

Cóż, ja zdecydowanie nie marzyłem o tym, by zostać pisarzem, ale jako dziecko - jak wiele osób - próbowałem hodować mrówki w doniczkach pod kwiaty. Nie udało się, nie miałem bowiem wśród nich żadnej królowej. Tak naprawdę hodować mrówki jest ogromnie trudno. Trzeba pilnować zarówno wody, jak i pokarmu, odpowiedniej temperatury powietrza. Wielu ludzi zastanawia się, w jaki sposób pozbyć się mrówek z kuchni. Ja miałem inny problem: w jaki sposób przeprowadzić je do mnie do pokoju. O wiele trudniej prowadzić hodowlę mrówek niż rybek.

W końcu się jednak udało. Przez lata obserwowałem mrówki, interesowałem się nimi, opisywałem ich życie w dzienniku, a potem ten dziennik przekształciłem w książkę. Stało się to w sposób zupełnie naturalny, nie chciałem zostać pisarzem.  

W Pańskim nowym cyklu powieści (otwiera go książka Szkoła bogów) spod ziemi przenosimy się na Olimp. I tak, jak w swoim najbardziej znanej serii ksiązkowej “uczłowieczył” Pan mrówki, tak tu stara się Pan opowiadać o bogach w zupełnie nowy sposób.

Któregoś dnia grywałem w gry wideo, w których rozgrywka polegała na sprawowaniu zarządu nad światem. Chodzi o gry w rodzaju “Kolonizacji” czy “Cywilizacji”. Pomyślałem, że Bóg, gdyby istniał, mógłby się zajmować grą w taką właśnie grę. Starałby się doprowadzić do sytuacji, w której jego bohater przeżyje możliwie jak najdłużej. Spostrzegłem, że decyzje, jakie podejmowałem, nie były decyzjami moralnymi, lecz bazującymi na skuteczności. Podobnie chciałem opisać religię nie w kategoriach sacrum czy tabu, ale w kategoriach codzienności, normalności. 

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że jako ludzie bardzo często stukamy do bogów, w których wierzymy, zwracamy się do nich, prosimy ich o coś. A czy oni nas o coś pytają? Czy proszą nas o coś, czy każą nam coś zrobić? Czy chcieliby, abyśmy tak codziennie zawracali im głowę? Myślę, że jeśliby Bóg istniał, oczekiwałby od nas czegoś bardziej ambitnego niż tylko codzienna modlitwa. Sądzę, że jeśli Bóg istnieje, woli słuchać bez przerwy muzyki Bacha niż powtarzanego przez nas codziennie tego samego zdania. 

W cyklu o Olimpie chcę więc po prostu wprowadzić nieco inny, nietuzinkowy sposób mówienia o wymiarze ponad nami. 

Szkole bogów nawiązuje Pan mocno do mitologii. Czy uważa Pan, że jest ona wciąż jeszcze żywa? Czy może jeszcze kogokolwiek dotknąć, zainteresować? 

Jestem o tym przekonany. Sądzę, że cała psychoanaliza zrodziła się z interpretacji mitu o Edypie. W mitologii greckiej znajdujemy bardzo wiele przykładów archetypowych zachowań ludzkich. To bardzo kompletny system wierzeń, praktycznie wszystkie sytuacje, z którymi stykamy się jako ludzie, znajdują swoje odzwierciedlenie w mitologii greckiej. W mitologii greckiej odnajdujemy też element zupełnie nowy, element, którego próżno szukać w innych wierzeniach, a mianowicie - poczucie humoru. Bogowie greccy to bardzo ludzkie postaci boskie. Cechuje ich seksualność, opowiadają dowcipy - uważam, że są bardzo sympatyczni. Staram się to wszystko ukazać w swoim nowym cyklu powieściowym. 

Nowy Verne - zgodziłby się Pan z takim porównaniem?

Chciałbym bardzo, by tak było, bo porównanie to bardzo mi pochlebia. Jules Verne to tak naprawdę francuska science-fiction. Zyskał czytelnika młodzieżowego i czyta się go na całym świecie - to oczywiście także i mnie interesuje. Co charakterystyczne dla Verne’a, próbował on przewidzieć to, jak będziemy w przyszłości żyli - i wiele jego prognoz było słusznych. Próbował wskazywać, co zrobić, by nasza przyszłość była lepsza. Ja również staram się to czynić.

I wierzy Pan, że taka będzie?

Jestem szachistą. Jako szachista staram się przewidzieć różne scenariusze - dobre i złe zagrania. Jeśli Pan gra w szachy, a Pańskim przeciwnikiem jest komputer, to pokazuje on wszystkie możliwe ruchy i dzieli je na dobre oraz złe. Jeśli chcemy wygrać, musimy wybrać taki ruch, którzy w przyszłości da nam usytuowanie najlepsze z możliwych. Media opowiadają nam o złych scenariuszach, które wiodą nas w objęcia katastrofy. Literatura ma inne zadanie - ma wskazywać, co zrobić, aby było lepiej. 

Osobiście sądzę, że będzie lepiej. Udało się uratować świat od zniszczenia podczas obu wojen światowych. Od tego czasu nie wybuchł kolejny konflikt na skalę światową. Postępy medycyny dają nadzieję na to, że będziemy żyć coraz dłużej, mamy zabawki, dzięki którym możemy porozumiewać się z ludźmi mieszkającymi w innych krajach, wiemy, co w danym momencie dzieje się na całym świecie. Presja społeczna jest o wiele mniej odczuwalna - można się rozwodzić, dowolnie łączyć w pary, partnerstwa, panuje o wiele większa swoboda obyczajowa niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Pozostają tylko politycy, którzy od lat się nie zmienili. Oni funkcjonują w sferze strachu, podtrzymują strach, by zagonić ludzi jak stado owiec tam, gdzie chcą. Ważne, byśmy nie słuchali ich ślepo. Byśmy próbowali zdobyć się na własną refleksję. Jeśli nam się to uda, wierzę, że przyszłość ludzkości będzie malować się w jasnych barwach. 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy