Na byki poluję z radością. Rozmowa z Agnieszką Frączek

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Na byki poluję z radością. Rozmowa z Agnieszką Frączek z kategorii Brak kategorii

Dostała Pani kiedyś „jedynkę” z dyktanda? 

W moich czasach nauczyciele jeszcze nie stawiali jedynek - takie mieliśmy szczęście.  Za to można było dostać dwóję. Ale z dyktanda? Nigdy w życiu!


Ortografii można się nauczyć. A czy można nauczyć się pisania wierszy dla dzieci?

 Nie ma w Polsce takich szkół ani takich kierunków studiów, które przygotowywałyby do pisania książek. A tym bardziej – do pisania wierszy. Zresztą może i słusznie? Bo przecież ani rzetelne zgłębienie wszystkich dziedzin literaturoznawstwa, ani solidna znajomość stylistyki nie mogą zagwarantować umiejętności pisania wierszy. To nie jest rzemiosło.


Ale lektury w pisaniu pomagają? 

Z pewnością. Każda lektura jest jakąś lekcją. Jedno jest pewne: nie może być prawdziwym pisarzem ten, kto nie jest prawdziwym czytelnikiem. To tak jak w matematyce: nie może się nauczyć mnożenia ten, kto nie potrafi dodawać. 


Wiersze dla dzieci to nie tylko rym i rytm, choć akurat w Pani wierszach wydają się one dość ważne. Czy wymogi warsztatowe w jakiś sposób ograniczają obraz, który chce się odtworzyć przy użyciu słów?

 Cała sztuka polega właśnie na tym, by nie dać się ograniczyć ciasnym z pozoru ramom wiersza. Oczywiście, ujęcie zamierzonej treści w kilku 8-zgłoskowych strofkach bywa trudne, ale nigdy nie jest niemożliwe. A ja lubię te zmagania, tym bardziej, że – paradoksalnie – mimo pewnych ograniczeń czuję się w poezji swobodniej niż w prozie. Rymy mnie prowadzą, bywa, że zachęcają do skręcenia w nieoczekiwaną ścieżkę, innym razem dają odwagę do użycia słów, po które w prozie zapewne bym nie sięgnęła.


Istnieje słowo, które uważa Pani za klucz do dziecięcych uśmiechów?

Myślę, że nie ma jednego uniwersalnego słowa-klucza do dziecięcych uśmiechów. Dzieci mają różne poczucie humoru, różną wrażliwość. Jedno słowo to zbyt mało, żeby trafić do nich wszystkich lub choćby do większości z nich. 


Długo pracuje Pani nad każdą książką? Jak długo powstawał na przykład najnowszy w Pani dorobku Sprężynek?

 Zwykle pracuję nad książką dłużej, niż wyobrażają to sobie czytelnicy. Jeśli piszę o języku – czyli poruszam temat, który nieźle znam, od ćwierć wieku przecież językiem zajmuję się naukowo – wystarczą mi, powiedzmy, trzy miesiące. (Ale uwaga: chodzi o trzy miesiące intensywnej, codziennej i wielogodzinnej pracy!) Mniej więcej tak samo długo pracowałam nad Kotostrofami – książką będącą owocem moich własnych przeżyć. Kotostrofy opowiadają bowiem o kotach, które kilka lat temu, niespodziewanie, przygarnęłam i pokochałam. (A może raczej odwrotnie: pokochałam i przygarnęłam?...)

Na tym tle Sprężynek jest książką szczególną. Nie opowiadam w niej bowiem o czymś, czym zajmuję się na co dzień – mam na myśli język – ani o czymś, co znam z własnych przeżyć. Choć codzienna troska o środowisko nie jest mi obca, to do pisania Sprężynka musiałam się więc specjalnie przygotować – najpierw przeczytać wiele prac z dziedziny ekologii, potem starannie przemyśleć, które spośród morza informacji można przedstawić kilkulatkom. Wcześniej na przykład nie wiedziałam, jak wyczarować octomyj, nigdy też nie widziałam wspomnianych w książce ozorków na dębie. Również podczas pisania rodziły się pewne wątpliwości, niepewności, wracałam więc do lektury. W efekcie Sprężynek powstawał dłużej niż większość moich książek.

  

Czy Zakrętka, Koleś, Fisia i As nie przeszkadzają Pani w pracy twórczej?

Oczywiście, że przeszkadzają! I to jak! Jeden robi sobie huśtawkę z żyrandola, drugi hamak z zasłonki… Zdarza się też, że któryś kociak w oczekiwaniu na pieszczoty położy się brzuchem do góry wprost na klawiaturze albo przedrepcze po niej, wypisując jakieś głupstwa, choćby: bgjhwehfbkjerhvge... Przeszkadzają więc, ale to bardzo inspirujące przeszkadzanie.


Musiało to Panią nieźle uodpornić na czynniki zewnętrzne. Potrafi Pani pisać wszędzie i zawsze, niezależnie od okoliczności?

 Nie, zdecydowanie nie. Nie potrafię pisać „na kolanie”. Nie dla mnie praca w pociągu czy w „okienku” między wykładami. Do pracy potrzebuję spokoju i – najchętniej długodystansowego – skupienia. Kiedy jednego poranka zacznę pracę nad książką, to chciałabym potem pracować codziennie, nieprzerwanie, aż do postawienia ostatniej kropki. To byłaby sytuacja luksusowa. Ale, niestety, nierealna…

Oczywiście, może się zdarzyć i tak, że jakiś pomysł przyjdzie mi do głowy na spacerze czy przejażdżce rowerowej, ale to tylko pomysł. Utkanie wiersza na tym pomyśle opartego wymaga już wspomnianego spokoju, skupienia i czasu.


Jeździ Pani do pracy rowerem? Pytam, bo wiadomo, że o ekologii bardzo łatwo i dużo się mówi, ale zdecydowanie trudniej już na przykład systematycznie segregować śmieci czy przesiąść się z samochodu na rower.

 Niestety, nie jeżdżę, choć na pewno robiłabym to chętnie. Ale moja praca to albo wykłady, na które często dźwigam stosy zabytkowych słowników – przejażdżka na dwóch kółkach mogłaby się okazać zbyt ryzykowna dla tych starych ksiąg; albo spotkania z czytelnikami, które często odbywają się setki kilometrów od domu – taka przejażdżka z kolei mogłaby się okazać ryzykowna dla mnie; albo pisanie – a rowerowa przejażdżka do pokoju obok, choć mało ryzykowna, byłaby też mało praktyczna.

 

Nie sądzi Pani, że obecna moda na ekologię to - właśnie - raczej moda niż autentyczna potrzeba? 

Nawet jeśli to jest moda – nic nie szkodzi. Taka akurat moda jest nam wszystkim bardzo potrzebna.

 

I u dzieci postawę proekologiczną ukształtować można? 

Oczywiście! Od najmłodszych lat warto dziecko uwrażliwiać na potrzeby otaczającego nas środowiska – ludzi, zwierząt, roślin – warto rozmawiać, tłumaczyć, wpajać pewne zasady. Ale przede wszystkim: dawać przykład, nie ma skuteczniejszej metody wychowawczej niż przykład.

 

Z którą z postaci przez Panią stworzonych znalazłaby Pani wspólny język? Z którą najlepiej by się Pani rozmawiało? Która mogłaby zostać Pani małym przyjacielem z dzieciństwa, gdyby już wtedy istniała? A może istniała i dała jej Pani „drugie życie” w książce dla dzieci?

 Większość wymyślonych przeze mnie postaci szczerze lubię, jakoś niesympatyczni bohaterowie w głowie mi się nie mieszczą. Na pewno chętnie poklepałabym krowę w tęczową kratkę, pochichotałabym sobie z Chichopotamem, wygłaskała Szczudlate Paszczydło.


Czy tańczyła Pani cza-czę z praczem i jakiego największego byka udało się Pani złapać za rogi?

 Cza-czy z praczem wprawdzie jeszcze nie tańczyłam, ale za to na byki poluję z radością. Na byki językowe, rzecz jasna. Prawdziwe polowanie jest natomiast czymś, czego nie pojmuję…

 

Od zawsze chciała Pani zostać pisarką?

 Nie. Kiedy byłam w wieku moich czytelników, miałam zupełnie inne plany. O pisaniu pomyślałam stosunkowo późno, byłam już po studiach, zajmowałam się pracą naukową i nie szukałam nowego sposobu na życie. To on, ten nowy sposób na życie, znalazł sobie mnie.

 

Nie kusi Pani, by kiedyś napisać książkę dla dorosłych?

 Zupełnie mnie nie kusi! Może jeszcze nie dorosłam do pisania dla dorosłych?

 

To może chociaż możemy liczyć na więcej książek o małych chłopcach, którzy zostali Wielkimi Poetami na przykład o Janie Brzechwie?

Przeszła mi kiedyś taka myśl przez głowę, więc kto wie…? Ale na pewno nieprędko, bo pomysłów, czekających na realizację, mam pełną szufladę, a czasu na pisanie wciąż za mało.

 

A czy jest coś, o czym nigdy nie napisze Pani wiersza?

Nie wyobrażam sobie siebie, piszącej o tragediach, sprawach ostatecznych, mrocznych…. Nie mam też potrzeby – modnego ostatnio – pisania o fizjologii czy anatomii. Nie potępiam tego, lecz to nie moja bajka, po prostu.


Myśli Pani, że dobrą książką da się dzisiaj dziecko oderwać od komputera?

Najlepiej nie dopuszczać do sytuacji, w której dziecko od komputera trzeba aż „odrywać”. Warto dziecku czytać od najwcześniejszego dzieciństwa, warto też czytać sobie, czyli – dawać przykład. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać – tylko praktyka zdziała tu cuda.

 

Może to właśnie dobry temat na kolejną książkę?

Kto wie…?

 

W rozmowie wykorzystano pytania nadesłane przez użytkowników serwisu Granice.pl

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy