NIECZYSTOŚĆ

Autor: Anna Gębala
Okładka publicystyki dla NIECZYSTOŚĆ z kategorii Brak kategorii

Gdzie bowiem szukać kompetentniejszych specjalistów jeśli nie w gronie jednostek obdarzonych błogosławioną parą chromosomów XY? Dyskurs globalny zdaje się nie widzieć innej możliwości, a co inteligentniejsi dyskretnie zatykają nozdrza, gdyż cała ta sprawa podśmierduje lekko groteską. W polifonii potencjalnych tematów to właśnie kobiecość, ba! „kosmos kobiety”, zostaje wzięty pod lupę, rozbabrany widelcem i jako niestrawna resztka pozostawiony na talerzyku. Na czubku zaś tej papki, niczym choinkowy aniołek, spoczywa perła źródłosłowu. Kosmos, po grecku: κόσμος, synonim porządku i regulowania prawideł rządzących światem, zostaje całkowicie zmitologizowany, zgwałcony przez słowo, poddany zabiegom chirurgii plastycznej. Koniec końców dochodzimy do arcyciekawego punktu nad punktami[1], w którym to wiedzę (=kosmos) o kobiecie mężczyzna zamyka w kosmetyce – pobożnym życzeniem pozostaje, aby chodziło jedynie o grę słów...

 

Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.

[...]

Ewa z żebra, Venus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste[2].

Mitologia wkrada się w nasze rozważania nie tylko oczywistym wykorzystaniem figur antroponimicznych, ale zatajonym deformowaniem kanonów piękna. Podmiot
z wiersza Szymborskiej ofiarowuje czytelnikowi wirtualny owoc z drzewa poznania dobra i zła. Tak się bowiem ułożyło, iż po trosze stajemy się społeczeństwem bardziej romantycznym od samych romantyków. Kiedyś mężczyźni zadowalali się słodkim wzdychaniem do ideału, co najwyżej - „zrywaniem kwiatków do wianka”[3]. Dziś – już mniej lirycznie – przechodzimy na halę produkcji, a z taśmy zjeżdżają opakowane
w błyszczący celofan[4] zamarynowane lalki Barbie rzeczywistej wielkości, dmuchane kukły z naturalnymi otworami. Czy ktoś nie zgodzi się, ze stwierdzeniem, iż współcześnie rozumiana kobiecość jest „urojona nie do wiary, urojona aż do krwi”? Anybody?

Nieczystość tak ujęta – jawi się o niebo (piekło?) gorszą od tradycyjnie rozumianej defloracji i jej pochodnych. Nieczystość, która w swej istocie zakłada brak. Nie o czystą bowiem ideę kobiety idzie, lecz o doskonale nieczystą, obcą, wymyśloną, falliczną.

Ujarzmianie ciała, wytapianie tłuszczu, implantowanie dodatkowych zrębów somatycznych to zaledwie wierzchołek góry lodowej – praktyczne wykorzystanie nauki o kosmosie kobiety. Tak rozumiana kosmetyka orbituje wokół ciała, ukradkiem sprowadza wnętrze do pustej przestrzeni pomiędzy wciągniętym brzuchem a wyprostowanymi plecami. Nieszczęśliwie się składa, iż to właśnie wnętrze buduje osobę. Bez niego pozostaje sam korpus, obtoczony we fluidzie, opanierowany pudrem, doprawiony pomadką i różem. Ecce femina. Oto zakamuflowana nieczystość, kosmetyka metafizyczna, fizyczna, regulująca, kreująca, łudząca. Nieczystość, która mitologizuje kobietę, czyni z niej komunikat produkowany w rozmowie międzymęskiej. Nieczystość, która utekstawia kobietę, faszeruje ją środkami stylistycznymi, retorycznymi o jednej tylko funkcji -estetycznej. Tak przedstawia się współczesny kosmos niewieści, kosmos nieczysty - kosmetyka.

Wyspiański miał złoty róg, Berent posąg Murzyna, człowiek XXI wieku – lalkę Barbie rzeczywistych rozmiarów.



[1]By posłużyć się Mickiewiczowskim sposobem stopniowania, na wzór słynnego „serwisu nad serwisami”

[2]W. Szymborska Przy winie

[3]Dziwić chyba nie może przywołanie po raz kolejny słów Adama Mickiewicza – kogo cytować, jak nie jego?

[4]Celofan zastosowań ma wiele, a dzięki niektórym swym właściwościom fizycznym wykorzystywany jest nie tylko w celu dodania uroku, ale także w torturach, chociażby znanym waterboarding

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy